Recenzje
Recenzja MOTORSLICE (Xbox Series X|S, PlayStation 5 i PC)
MOTORSLICE wydaje się być nieślubnym dzieckiem NieR: Automata i Shadow of the Colossus, z perhaps, DNA Lollipop Chainsaw. To dziwne połączenie, a jednak takie, które, dziwnie, działa znacznie lepiej, niż powinno. Zajęło mi trochę czasu, aby zrozumieć to połączenie – krzyżówkę Prince of Persia-like parkour; monolityczne mechanizmy; i niskopoligonalna natura zmieszana z walką łańcuchową. Ale kiedy to wszystko zaczęło się układać, nie mogłem oprzeć się pokusie. Dziwny świat wezwał mnie, i nie mogłem powstrzymać się od przyjęcia zaproszenia do zanurzenia się w jego mechanicznej karoserii i wyrwania jego wnętrzności.
To, co jest wiernie opisane jako “slice-of-life action-adventure” gra, jest, przynajmniej raz, gdy usuniesz niskopoligonalną estetykę i “nieskazitelne” wibracje, stylowo fajna i elegancka sprawa zorientowana na parkour, która łączy chwalebnego ducha Mirror’s Edge z akrobatyczną fantazją Prince of Persia. Uzbrojony w ogromną megastrukturę maszyn i sił zautomatyzowanych o wrogich tendencjach, MOTORSLICE opiera się na swoich atutach jako siła robocza innowacji technicznej, która wie, jak zmusić twoje szyny do pracy i łańcuch do cięcia.

Jako P, senny protagonista z łańcuchową bronią, naturalnie, znajdujesz się wryty w świat mechaniczny, w którym ludzie przestają istnieć, a gigantyczna kula – główny punkt gry – wypluwa mordercze maszyny w celu udaremnienia twoich wysiłków, aby zniszczyć i ostatecznie odciąć kilka złych drutów. Jako ten elastyczny bohater z ostrzem, znajdujesz się z monolitycznym zadaniem nawigowania tzw. Kuli i konfrontacji z różnymi mechanicznymi bossami po drodze. Ale, oto leży haczyk, i, co więcej, największe wyzwanie gry: wszystko, co oko może zobaczyć, jest ukryte za całkiem sporym wysiłkiem. Nie ma tu skrótów – tylko próby, przeszkody i niepokojąca ilość śmierci. Ale, więcej o tym później.
Nazywanie MOTORSLICE uspokajającym doświadczeniem może być trochę przesadzone. Biorąc pod uwagę, że nie tylko tylko masz problematycznego P do (eleganckiego) pchania, ale także system kamery, który ma okropną tendencję do zabierania cię od akcji w każdej chwili, masz dwa problemy do rozwiązania. Z jednej strony, masz system parkour, który wymaga od ciebie wspinaczki, biegu, szarpania i cięcia w ściany w tym samym czasie, unikając przy tym strasznego losu. Ale z drugiej strony, masz kamerę do kontrolowania – urządzenie, które, jeśli nie będziesz nad nim czuwać, przybliża cię o krok do śmierci przy każdej możliwej okazji. I nie, nie jest to zwykła kamera; to konkretnie wymaga bardziej ręcznego podejścia, irytująco.
Oczywiście, kiedy w końcu udaje ci się ogarnąć tę dwukamerową parkour-malarję, gra zaczyna znajdować swój rytm. Elegancko wspinasz się po złotych wieżach, rzeźbisz w ściany łańcuchową, i powoli rozcinasz mechaniczną fortecę, walcząc przeciwko wrogim maszynom. Czasem może to wyglądać wyzwalająco, swobodnie nawet. Ale kiedy śmierć przychodzi, aby cię zrzucić z piedestalu, może to wyglądać jak zadanie, którego nie chcesz wykonać. I niefortunnie, ze względu na naturę świata i mechaniki, śmierć jest zawsze gdzieś tam, niedaleko. I przez to mam na myśli, że będziesz prawdopodobnie cierpieć wiele, gdy będziesz bezmyślnie odbijać i machać, próbując chwycić cokolwiek, co wygląda na wspinaczkę. Zwykle tak jest. Ale, jak we wszystkich sprawach platformowych, większość wspinaczek wymaga sporo prób i błędów.

Kiedy MOTORSLICE znajduje swój rytm, może to wyglądać jak swobodne doświadczenie, które jest zarówno zabawne, jak i satysfakcjonujące do obserwowania w niskopoligonalnym środowisku. Zabierać łańcuchową broń i rozcinanie złotych krużganków monolitu, stopniowo podbijając megastrukturę, jest fantastycznym sposobem na spędzenie czasu, naprawdę. Upadki i częste sekwencje śmierci mogą stanowić nieco irytującą przeszkodę, prawda, ale kiedy wszystko działa, staje się satysfakcjonującym zajęciem, które może utrzymać twoje zainteresowanie przez długi czas. Może to być kreatywna walka z bossami. Albo może to po prostu poczucie intruzy, które popycha cię do odkrywania nowych wysokości, gdy desperacko szukasz nowego punktu zaczepienia.
Z około czternastoma godzinami gry do odkrycia, MOTORSLICE daje ci wiele za twoje pieniądze, z solidnym wyborem walk z bossami, stałym strumieniem pionowych wyzwań i, jakby to było mało, uderzającym soundtrackiem drum-and-bass, który utrzyma cię w czujności od momentu, gdy umieścisz swój pierwszy hak, aż do momentu, gdy wyczerpiesz gaz w kanistrze łańcuchowej broni. Czy mógłby on potrzebować nieco bogatszej różnorodności w swoim działaniu? Być może. Ale jeśli jesteś fanem Jusant-like wspinaczek i walk z bossami z porywającymi sekwencjami bitew, to prawdopodobnie będziesz cieszyć się rozcinaniem tego monolitycznego trupa.
Werdykt

MOTORSLICE znajduje swój rytm jako unikalny następca gier takich jak Shadow of the Colossus i Mirror’s Edge, z niskopoligonalnym wykończeniem i wymagającym, a jednak dziwnie satysfakcjonującym doświadczeniem zorientowanym na parkour, które, o ile możesz wytrzymać niezliczone niepowodzenia, jest prawdopodobnie w stanie dać ci coś, o czym możesz napisać do domu. Może to być nieco irytująca sprawa, a częste sekwencje śmierci mogą sprawić, że będziesz czuł się nieco zagubiony i sfrustrowany. Ale, jak powiedziałem, kiedy wszystkie elementy zaczynają działać razem, a łańcuchowa broń zaczyna rozcinanie serca monolitycznego świata, wszystko zaczyna wyglądać genialnie – nieskazitelnie nawet.
Dla gry, która trwa ponad czternaście godzin, powiedziałbym, że masz więcej niż wystarczająco materiału do rozcinania. Może to sprawi, że będziesz nieco zły i głodny zejścia, ale jeśli możesz wytrzymać wystarczająco długo, aby dotrzeć do szczytu, to prawdopodobnie wyjdziesz z lepszym spojrzeniem na wspinaczkę. Eh, po prostu staraj się zignorować liczbę śmierci – będziesz nas za to chwalił później.
Recenzja MOTORSLICE (Xbox Series X|S, PlayStation 5 i PC)
Rip-Roaring Rotisserie Style
MOTORSLICE finds its rhythm as a unique successor to the likes of Shadow of the Colossus and Mirror’s Edge, with a low-poly finish and a challenging yet oddly rewarding parkour-centric experience that, provided you can withstand the countless failures, is likely to give you something to write home about. It might be a slightly irritating affair, and its frequent death sequences can leave you feeling a little lost and frustrated. But, as I said, when the cogs begin to align and the chainsaw begins to tear into the heart of its monolithic world, everything starts to feel brilliant—immaculate, even.











