Recenzje
Recenzja Manual Samuel: Last Tuesday Edition (Xbox Series X|S & PC)
Lewa noga. Prawa noga. Mrugnięcie. Oddech. Mrugnięcie ponownie. Siadanie. Wstanie. Szczęknięcie. Przyspieszenie. Hamowanie. Oddech. Śmierć. Wstanie. Lewa noga. Prawa noga. Mrugnięcie. Niepowodzenie. Śmiech. Płacz. Śmierć ponownie.
Jeśli zastanawiasz się, o czym mówimy tutaj, to mogę tylko opisać to jako serię zdarzeń, które zajmują większość, jeśli nie wszystko sześćdziesięciominutowej podróży Manual Samuel. Jest to, brakując lepszych słów, manifestacja niekompetencji – komediowa, choć wysoce irytująca interaktywna gra, w której ty masz monumentalne zadanie nauczenia się chodzić ponownie. Chodzenie, a także oddychanie, mruganie i parzenie, by wymienić tylko kilka podstawowych funkcji człowieka. Myśl Getting Over It spotyka Baby Steps, i powinieneś mieć przybliżone pojęcie o tym, o czym mówimy tutaj.
Manual Samuel, jako klasyczna gra wywołująca złość w swojej istocie, zaprasza cię do wcielenia się w rolę Samuela – bogatego i nieco niezdarnego spadkobiercy imperium robotycznego, naturalnie – który próbuje przetrwać cały dzień ręcznego prowadzenia własnego życia po otrzymaniu klątwy z zaświatów. Nie może chodzić, i nie może umyć się. Powiedz mi szczerze, nie może nic zrobić. Albo raczej, nic, co mogłoby uczynić twoją pracę, jako samozwańczego tkacza nici, łatwiejszą do ogarnięcia.

Zaczyna się to od rozstania, wypadku samochodowego i podejrzanej umowy z żniwiarzem – który, dla jakiegoś powodu, jest bardziej zainteresowany nauczeniem się wykonywania idealnego kickflipa niż zwróceniem ci twojego luksusowego stylu życia. Pojawia się pewien warunek, i zanim się zorientujesz, znajdziesz się z powrotem na ziemi z prostym celem: nauczyć się przetrwać przez jeden dzień. Jeśli możesz przetrwać przez dwadzieścia cztery godziny, to możesz wyeliminować perspektywę znalezienia prawdziwej pracy w Piekle, i możesz wrócić do swojego starego życia. Na papierze wygląda to prosto – chodzić, oddychać i mówić. Fakt jest jednak taki, że nic nie może być bardziej niepotrzebnie skomplikowanym.
W podobny sposób jak tradycyjna gra wywołująca złość, Manual Samuel zmusza cię do przydzielenia polecenia do każdej części twojego ciała. Na przykład, jeden przycisk operuje lewą nogą, a inny operuje prawą. Jeśli nie mrugniesz, ekran zaczyna się rozmywać, a jeśli nie oddychasz, twarz zaczyna się sinieć, a po jakimś czasie mdlejesz. Niestety, ten sam problem dotyczy większości gry, również. Na przykład, jeśli musisz wziąć prysznic, to musisz trzymać mydło – co jest, dziwnie, o wiele trudniejsze, niż powinno być. Co więcej, musisz trzymać ciało prosto, aby nie przypadkowo zgiąć i nie złamać kręgosłupa. Nie jest to niezwykły przypadek w Manual Samuel, zresztą.

W sześćdziesięciu minutach spędzonych z Samuelem masz serię celów do zrealizowania, z których niektóre wymagają od ciebie manualnego trawienia pokarmu, jazdy samochodem z ręczną skrzynią biegów, pracy w firmie robotycznej i uczestniczenia w różnych mini-grach opartych na suwakach. Mówienie, na przykład, wymaga od ciebie dopasowania samogłosek na suwaku. Jeśli nie trafisz w odpowiednie polecenia, to narrator wyśmiewa twoje błędy i zmusza cię do… no, do zrobienia wszystkiego ponownie. I to ten sam narrator, który, jako Stanley Parable- podobna świadomość świata, towarzyszy ci w twojej podróży.
Nie trzeba mówić, że Manual Samuel nie jest poważną grą. Nie, to głupia, bezsensowna i czasem irytująca rozrywka, która, od czasu do czasu, potrafi wywołać uśmiech na twojej twarzy i dać ci coś do śmiechu. Animacja, a także postacie i dubbing są równie zabawne, jak i minimalistyczne i przypominające starą grę Flash. A jeśli chodzi o resztę historii, to diabeł tkwi w szczegółach. To krótko, głupio i jednak zabawnie enough, aby sprawić, że będziesz się zastanawiać, co przyjdzie następnie.

Oczywiście, nie ma tu zbyt wiele gry. W rzeczywistości, większość twojego czasu tutaj spędzasz, przełączając się między trzema lub czterema różnymi przyciskami. Chodzisz, potykasz się, mdlejesz i bezmyślnie manipulujesz różnymi spustami na godzinę, a potem wychodzisz z jej świata z poczuciem, że osiągnąłeś coś naprawdę spektakularnego. W rzeczywistości jednak spamujesz przyciski i liczysz na to, że znajdziesz coś, co będzie warte czekania. Albo przynajmniej, aż żniwiarz nauczy się wykonywać kickflip.
Werdykt

Będę szczerzy i powiem, że pomimo moich najlepszych starań, aby wyłonić się z wyraźnego snu, w którym pojawia się zepsuty i wysoce niezdarny chłopak i żniwiarz ze skejtboardem i kompleksem Boga, Manual Samuel nadal mieszka w mojej głowie za darmo. Ma tak silny udział w moim mózgu, że za każdym razem, gdy słyszę słowo “odchody“, natychmiast myślę o bólu, cierpieniu i monotonii uczenia się chodzić, mówić i oddychać ponownie. Nie jest tak, że nie lubiłem pomysłu nauczenia Samuela, jak się samodzielnie utrzymać na nogach; to tylko, że nie mogłem zrozumieć, jak taka absurdalna idea mogła sprawić, że będę marnować czas.
Z całym szacunkiem dla Perfectly Paranormal, nie myślę, że mogę nagrodzić Manual Samuel wysoką pochwałę, ponieważ na końcu dnia jest to niche doświadczenie, które jest równie prawdopodobne, że przyciągnie fanów, jak i odstraszy ich od grania. Ale to właśnie dlatego wkładasz rękę do kieszeni: śmieszna, pośrednia gra wywołująca złość, która zna zbyt dobrze, jak śmiać się ze swoich własnych sił i słabości. Z tym na myśli, nie oczekuję, że gra taka jak ta zdobędzie koronę dla najlepszej gry niezależnej na The Game Awards. Wzrost popularności imienia Sam, z drugiej strony, jest, na dobre lub na złe, gwarantowany.
Recenzja Manual Samuel: Last Tuesday Edition (Xbox Series X|S & PC)
Stanley, Meet Samuel
With all due respect to Perfectly Paranormal, I don’t think that I can reward Manual Samuel with a high level of praise, because at the end of the day, it is a niche experience that’s as equally likely to attract fans as it is to deter them from ever playing it. But, that’s sort of what you’re putting your hand in your pocket for here: a laughably mediocre rage game that knows all too well how to laugh at its own strengths and weaknesses.











