Recenzje
Veggie Warfare: Feast of Fury Recenzja (Xbox One i Xbox Series X|S)
Jeśli kiedykolwiek była reklama, która mogłaby nakłonić mięsożercę do wegetarianizmu, Veggie Warfare: Feast of Fury nie byłaby nią. Prawie boli mnie to przyznać, ale surowa rzeczywistość jest taka, że dla gry, która ma mięso i dwa warzywa, aby stworzyć karty obładowane bankietem ze wszystkimi tłustymi przyprawami, aby uczynić przyjemnym doświadczeniem kulinarznym, Veggie Warfare niestety nie spełnia oczekiwań w niemal każdym aspekcie swojej idei bycia kulinarnym filarem. Nie jest to ucztą dla oczu, ani białkowym listem miłosnym do Serious Sam; jest to mdłe wyobrażenie, które chce, abyś czuł się zadowolony z rzeczy, które wsadza ci do gardła, ale nie dostarcza składników, aby stworzyć smakowite danie, które może zaspokoić twoje pragnienie.
Veggie Warfare chce być wielką rogue-like first-person shooter, i chce zwabić cię solidnym wyborem broni i ulepszeń w nadziei, że pozostaniesz na kilka godzin, aby cieszyć się chaotycznym biciem marchewek. Jednakże, gdy przychodzi do serwowania swojego bankietu strzelanin, natychmiast traci z oczu swoje możliwości i wpada w średnią jakość. Sztywne ruchy; dziwne kolizje; nudne ustawienia; i brak technicznej dbałości o szczegóły, na przykład. W ciągu kilku minut zaczynasz zdawać sobie sprawę, że Veggie Warfare nie jest winą duszy; jest to spalony bałagan, który pozostawia nieprzyjemny smak na czubku języka i nic więcej.

Wystarczająco powiedzieć, że koncept jest tu wielki: trupa psotnych warzyw z żądzą krwi postanawiają wzburzyć się i prowadzić wojnę przeciwko światu w celu pomsty za swoich poległych krewnych. Nie mam problemu z tym. W rzeczywistości, jestem skłonny dać mu kredyt, jaki zasługuje, i powiedzieć, że tak dalece, jak absurdalne pomysły idą, Veggie Warfare robi za irytująco atrakcyjną podstawę — przynajmniej na papierze. Ale potem, jest wszystko inne, co ją obniża — niewybredzone projekty map, półgotowe mechaniki strzelania; i prosty fakt, że możesz stać cali od cebuli i jeszcze przegapić strzał, nawet gdy cel jest właśnie między oczami. Staje się to irytujące, i szybko przechodzi od śmiesznego doświadczenia do nużącego, które po prostu sprawia, że chcesz opuścić kuchnię i ucztować przy innym stole.
Wysiłkiem, aby przeciwdziałać swojej luźnej naturze, Veggie Warfare w pełni wykorzystuje tradycyjny system postępu rogue-like. Na przykład, gdy zwyciężysz falę i odparujesz wystarczająco wrogów, odblokujesz premię — umiejętność, jeśli można tak powiedzieć, która pozwala ci albo zadawać więcej szkody, prania więcej amunicji, lub zwiększać twoją ogólną szybkość. Problem polega na tym, że nawet z pasem premii pod sobą, rozgrywka rzadko kiedy zmienia się. Nowa runda zaczyna się, i raz jeszcze znajdujesz się uciekając przed stadem kukurydzy, strzelając kulami w losowych kierunkach w nadziei, że jedna z nich zrobi wrażenie. I potem, jak gdyby ilustrować tandetność gry, ona się wyłącza, pozostawiając cię, abyś wpatrywał się w czarny ekran i drapał po zbyt długo oczekiwanym zwrocie pieniędzy. Proces powtarza się, a głód pozostaje.

Z krótkowzrocznym światem i tylko garstką celów do osiągnięcia, Veggie Warfare szybko staje się mniej ucztą, a bardziej mdłym i krwawym sportem z tylko kilkoma smacznymi momentami do delektowania. Z systemem walki, który pozostawia dużo do życzenia i tylko garstką premii, broni i map do dyspozycji, podróż wkrótce wpada w monotonną pętle bezwzględnego gniewu i frustracji, co ostatecznie prowadzi do rozczarowującego doświadczenia, które ma więcej negatywów niż pozytywów. I, jeszcze raz, jest to szkoda, bo ma ten ostrzy, który mógłby skutecznie pozwolić mu być wielką grą. Jest to wykonanie i brak przedwczesnej dbałości o szczegóły, które gaszą apetyt i robią ją bardziej niebezpieczną, niż gładką i pamiętną przysmakę.
Werdykt

Veggie Warfare: Feast of Fury jest trochę jak cierpienie z powodu przypadków nieciągłego postu — tęsknisz za treścią, ale często przypominasz sobie, że jeśli możesz wytrzymać skurcze żołądka i uczucie pustki wystarczająco długo, to zostaniesz nagrodzony satysfakcjonującą wypłatą. Niestety, rzeczywistość tutaj jest taka, że nawet gdy usuniesz się z treści, nigdy naprawdę nie otrzymujesz nagrody w postaci treści na końcu okresu postu. Zamiast tego, zostajesz pozostawiony z jeszcze większą pustką w dole żołądka, nic więcej, nic mniej.
Pomimo tego, że Veggie Warfare ma kilka wielkich pomysłów i fajny twist rogue-like, fakt jest taki, że nie robi on zadowalającego posiłku, ponieważ brakuje mu niemal wszystkich niezbędnych składników, aby osiągnąć pożądany efekt. Z brakiem technicznej dbałości o szczegóły i skarbcem złamanych aktywów (i nie wspominając już o wielu błędach graficznych i awariach gry), Veggie Warfare nie spełnia oczekiwań, jeśli chodzi o stworzenie białkowego posiłku, który może łatwo zapełnić dziurę w twoim żołądku.
Veggie Warfare: Feast of Fury Recenzja (Xbox One i Xbox Series X|S)
Cios w brzuch
Pomimo tego, że Veggie Warfare ma kilka wielkich pomysłów i fajny twist rogue-like, fakt jest taki, że nie robi on zadowalającego posiłku, ponieważ brakuje mu niemal wszystkich niezbędnych składników, aby osiągnąć pożądany efekt. Z brakiem technicznej dbałości o szczegóły i skarbcem złamanych aktywów (i nie wspominając już o wielu błędach graficznych i awariach gry), Veggie Warfare nie spełnia oczekiwań, jeśli chodzi o stworzenie białkowego posiłku, który może łatwo zapełnić dziurę w twoim żołądku.











