Recenzje

Recenzja Stanley Says (PC)

Zaktualizowano on

Jeśli (nie)święta trójca Five Nights at Freddy’s, Poppy Playtime, oraz Finding Frankie nauczyła mnie czegoś, to tego, że animatronics, niezależnie od ich rozmiaru, manier czy naturalnych skłonności, są złymi. Nie ma znaczenia, czy uśmiechają się od ucha do ucha, czy są znani ze swojej ciepłoty i przywiązania; jeśli poruszają się samodzielnie i mają możliwość odrzucenia własnego kodu, to są złymi. Z tym podstawowym rozumowaniem w moim umyśle, wiem zbyt dobrze, jak typowa gra z horrorem maskotek zwykle się rozgrywa, zanim przekroczę próg. I szczerze mówiąc, byłem w stanie trafić w sedno, zaraz jak Stanley Says pojawił się, aby się przedstawić jako następna postać w książce. Czyżby.

Stanley Says nie jest po prostu klonem Poppy Playtime; jest to wszechstronny thriller, który łączy znane cechy horrorku maskotek z własnym podejściem do tematu adolescentów. Otoż nie ma tu żadnych fabryk zabawek, po których można by się poruszać, ale jest kilka niepokojących obiektów przedszkolnych do eksploracji. Trochę jak Garten of Banban, chyba, ale z mniejszą liczbą maskotek i krótszą historią. Ale nie będziemy się tym zajmować, gdyż jest wiele doskonałych cech, które dają Stanley Says przewagę nad konkurentami.

Do protokołu, Stanley Says jest projektem indie, który powstał z inicjatywy jednego developera, a więc brak finezji jest powszechnym elementem, który można się spodziewać, zanim się wejdzie w tę grę. Mówiąc to, wejdźmy w szczegóły i zobaczmy, co jeszcze ta niepokojąca oda do horrorku maskotek ma do zaoferowania.

Miejsce Radości, Wydaje Się

Wejście do świata Stanleya

Stanley Says zabiera nas do wnętrza nieczynnego przedszkola – labiryntowego azylu radości adolescentów, który po nagłym zamknięciu w 2001 roku przekształcił się w ponury świat pustych wspomnień i, zgodnie z duchem kultury maskotek, w postać sadystycznego animatronika, który wciąż patroluje korytarze w duchu próby uchwycenia swojej prawdziwej natury pod przykrywką wesołej miny.

W Stanley Says gramy rolę ocalałego, który po wątpliwym zniknięciu kilka dekad wcześniej postanawia wrócić na teren, aby odkryć jego najgłębsze, najciemniejsze sekrety. Po przybyciu na budynek nasz protagonista szybko odkrywa, że nie jest sam, a maskotka Stanley wciąż przebywa w korytarzach. I tak mamy nasz pomysł: ofiara wraca do wnętrza opuszczonego przedszkola, aby znaleźć odpowiedzi na swoje traumatyczne doświadczenia z przeszłości. Jak Poppy Playtime, ale z odrobiną odwrócenia ról, chyba.

Krótki czas gry Stanley Says składa się głównie z prostych rozwiązań puzzle i, jeśli można w to uwierzyć, sekwencji pościgu, która jest pełna długich wskazówek i ruchów. Znowu, jak tradycyjny horror maskotek – ale z Stanleyem na czele. I tylko Stanleyem, niestety, ze względu na to, że jest tylko jeden antagonistów. Ale nie będziemy za to karać, ponieważ Stanley Says dobrze wykorzystuje swojego głównego antagonistę, tworząc kilka momentów, w których Stanley się pojawia. I chociaż Stanley nie jest przerażający (nie będziemy zdradzać zbyt wielu szczegółów, aby uniknąć spoilerów), ten animatronik posiada pewne cechy, które są, szczerze mówiąc, dziwnie przypominające Huggy Wuggy. Jeśli but pasuje, chyba.

Nie Biegnij.”

Wnętrze przedszkola

Stanley Says ma kampanię trwającą dwadzieścia minut, która podąża za podobnym schematem, jak większość horrorków maskotek, z protagonista spędzającym początkowy segment, eksplorując określone obszary, rozwiązując logiczne puzzle z bloków i innych przedmiotów – radiem, będącym jednym z głównych środków prowadzenia. Jest to przewidywalne w pewnych sposób, chociaż, ponieważ końcowa część gry składa się w sekwencję pościgu, która przybiera gorszy obrót i, szczerze mówiąc, zmusza do szybkich ruchów i wskazówek, aby uniknąć fatalnych konsekwencji. Wiedziałem, że to jest na kartach, ale nie sprawiło, że było to mniej przerażające. Brawo, Stanley.

Żałuję, że Stanley Says nie miał kilku więcej punktów fabularnych do dyspozycji. Niestety, zaraz jak gra znajduje swoje miejsce i wprowadza głównego antagonistę, bramy zamykają się i prowadzą do napisów końcowych. I to jest szkoda, ponieważ szczerze mówiąc, chciałbym spędzić kolejne godziny, przecinając wnętrze kompleksu przedszkolnego. Kontynuacja powinna pomóc zaspokoić to pragnienie. Mrużę oko.

Dobra wiadomość jest taka, że Stanley Says działa dobrze, bez większych problemów technicznych lub wad, które mogłyby psuć jego wydajność lub obniżać jakość wizualną. To krótki czas gry, przyznaję, i tak, nie pozostawia zbyt wiele miejsca na błędy. Mówiąc to, zawsze jest miło mieć dobrze naoliwiony mechanizm, który działa bez obciążeń.

Werdykt

Sprzęt do zabawy w przedszkolu

Stanley Says utrzymuje mantrę wykluczania zbuntowanych animatroników, żyjąc własnym unikalnym podejściem do formuły maskotek, z zaskakująco dobrze skoordynowanym fabułą, która posypuje swoje horrory adolescentów nad serią prawdziwie przerażających sekwencji pościgu i dobrze ukształtowanymi puzzle, umacniającymi swój potencjał jako skuteczna siła, z którą należy się liczyć. Nie jest to Poppy Playtime, i na pewno nie jest Five Nights at Freddy’s: Secret of the Mimic. Ale nie dajcie się zwieść, aby uwierzyć, że jest to niegodny wcielenie generycznego horrorku maskotek. Uwierzcie lub nie, Stanley Says ma każde prawo do dzielenia tej samej platformy, co wymienione klasyki kultowe. Tylko potrzebuje trochę więcej mięsa na kościach, aby podnieść swoje szanse na zajęcie wyższej pozycji na podium, można by powiedzieć.

Chociaż kontynuacja byłaby z pewnością korzystna (lub przynajmniej kilka dodatkowych informacji, aby pomóc wygładzić szwy i uniknąć jakichkolwiek nieporozumień co do fabuły), Stanley Says jest, szczerze mówiąc, godną grą, która na pewno zasługuje na to, aby zwrócić na siebie uwagę swojej docelowej grupy. Zgodnie z tym, nie jest to idealny sposób, aby zaspokoić ten Finding Frankie, ale powinno to wystarczyć, aby zaspokoić Wasz apetyt na dobrego, starego horrorku maskotek przez krótki czas, podczas gdy szukacie swojego następnego zbuntowanego dziecka.

Recenzja Stanley Says (PC)

Rób, Co Ci Mówią

Stanley Says utrzymuje mantrę wykluczania zbuntowanych animatroników, żyjąc własnym unikalnym podejściem do formuły maskotek, z zaskakująco dobrze skoordynowanym fabułą, która posypuje swoje horrory adolescentów nad serią prawdziwie przerażających sekwencji pościgu i dobrze ukształtowanymi puzzle, umacniającymi swój potencjał jako skuteczna siła, z którą należy się liczyć.

Jord jest pełniącym obowiązki Lidera Zespołu w gaming.net. Jeśli nie wygłasza codziennych list, to prawdopodobnie jest poza tym, pisząc powieści fantasy lub wykorzystując Game Pass, aby odkryć wszystkie przeglane indie.