Recenzje
Recenzja serii Resident Evil (Xbox, PlayStation & PC)
Resident Evil to wiele, wiele rzeczy, ale przede wszystkim to wyborne wino, które z wiekiem staje się tylko lepsze. To kapsuła czasu, do której z sentymentem wracam myślami, ilekroć wspominam lata dziewięćdziesiąte – erę, w której irytujące kąty kamery i diaboliczne aktorstwo głosowe były na porządku dziennym, a pozornie bezsensowne zagadki były obowiązkowe, by stworzyć iluzję, że medium jest o wiele bardziej techniczne niż narracja. Do licha, jeśli pociągnę za którąkolwiek z nitek wcześniejszych odsłon, to bardzo rzadko chwytam się wątków fabularnych czy zwrotów akcji. Zamiast tego myślę o niezliczonych razach, gdy drapałem się po brodzie i zastanawiałem nad przeznaczeniem puzzla. Ale to nie wszystko, o czym myślę. Nie, myślę też o intensywnych spotkaniach z Nemesisem na płonących ulicach Raccoon City czy o wyczerpujących walkach z lickerem na pędzącym pociągu-bullet train. Szczerze mówiąc, te wspomnienia wciąż są głęboko we mnie zakorzenione i szczerze nie chciałbym, żeby było inaczej.
Resident Evil może rozprzestrzenić swoją formułę zarazy po całym globie i oczywiście był zwolennikiem recyklingu wielu tych samych postaci i elementów fabuły od swojej pierwszej inkarnacji. Mimo to często uważam, że Resident Evil, niezależnie od wyboru scenerii, protagonisty czy antagonisty, był więcej niż zdolny, by utrzymać swój świat przy życiu dzięki świeżym pomysłom. W rzeczy samej, od czasu pojawienia się czwartej głównej odsłony, antologia tylko kontynuowała ewolucję i włączała więcej kanałów, by utrzymać przepływ krwi, z iteracjami, które wgryzły się w mnóstwo udanych synergii i samodzielnych historii. I, prawdę mówiąc, Capcom również nie stronił od swoich ambicji, by przyodziać gatunek w szeroki wachlarz scenariuszy zarazy usianych zombie. By nie zapomnieć, że oprócz bogactwa głównych odsłon mamy też do rozważenia takie tytuły jak Code: Veronica, Outbreak i, dla porządku dyskusji, The Umbrella Chronicles.
Zarodnik zarazy

Oczywiście, istnieje powód, dla którego Resident Evil ma żelazną reputację, i nie wynika on wyłącznie z faktu, że pomógł spopularyzować współczesnego zombie, ale także z tego, że pomógł zrodzić i zrewolucjonizować całkowicie nowy świat survival horroru – termin, który został ukuty w następstwie wcześniejszych kultowych hitów Capcomu à la Alone in the Dark. Mając surowe oko na innowacje, pierwsza część uchwyciła aspekty, które, przynajmniej w tamtym czasie, nie dominowały na rynku. I to właśnie dzięki tej naturalnej zmianie kierunku – zwrotowi w stronę horroru i zagadek, zarządzania ekwipunkiem i walki – Resident Evil znalazł życie wieczne, a wraz z nim masowe uznanie całego pokolenia.
Wystarczy powiedzieć, że od czasu wzrostu popularności, Resident Evil przeszedł wiele ulepszeń, takich jak naturalne przejście w stronę systemu trzymania kamery w trzeciej osobie i ogólne złagodzenie podejścia na rzecz płynniejszego, mniej szarpanego stylu walki, by wymienić tylko kilka jego wyróżniających się ulepszeń. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż istnieje wiele irytujących obszarów, w których oryginalne rozdziały były poważnie niedoskonałe, ale w tamtym czasie nie było to takim problemem, co niezbadaną granicą otwartą na eksplorację i manipulację. I oddając sprawiedliwość tam, gdzie się należy, Capcom zdołał zbudować na swoich słabościach dzięki mnóstwu świetnych ulepszeń technicznych, co ostatecznie doprowadziło do rozwoju żelaznego, własnego silnika i charakterystycznego schematu, który później zainspiruje niezliczone raczkujące franczyzy do podążania tą samą ścieżką. Innymi słowy, Capcom przetarł szlak dla przyszłości survival horroru, pomimo własnych wad i technicznych problemów.
Horror unieśmiertelniony

Seria jako całość pokryła wiele gruntu od swojego oficjalnego debiutu na PSX, z tytułami, które dodały nowe wątki fabularne, postacie i dylematy, by pomóc w stworzeniu wielkoskalowej narracji z mnóstwem lore do rozpakowania. Co więcej, eksperymentowała z wieloma różnymi stylami rozgrywki, przy czym jej podstawowy styl z PSX posłużył jako fundament dla jej złotej ery i, ostatnio, jej rozdziałów survival horroru z perspektywy pierwszej osoby. Ale, co imponujące, niezależnie od projektu czy perspektywy, Resident Evil zawsze był spójny na swój własny sposób, przy czym każda odsłona otrzymywała wszystkie te same charakterystyczne elementy, które wywodzą się z jej pierwszej odsłony. W rzeczywistości, jeszcze nie spotkałem gry z serii, która nie zachowałaby tych charakterystycznych cech.
Kiedy wszystko jest już powiedziane i zrobione, w Resident Evil jest coś dla każdego. To prowokująca do myślenia gra logiczna; to rygorystycznie wykonany thriller survivalowy; to intensywny horror zorientowany na akcję; to franczyza “człowiek renesansu”, która poleruje wciągające, choć kliszowe fabuły i postacie z chemią rodem z pulp magazines. A najlepsze jest to, że to franczyza, która ciągle ewoluuje, z własną unikalną formułą działającą jako portal do obfitości sequeli i spin-offów. Szczerze mówiąc, niewiele innych serii może się do tego równać.
Werdykt

Od czasu, gdy Resident Evil ukuł gatunek survival horroru w ’96 roku, franczyza jest na nieustannie ewoluującej, wznoszącej trajektorii, a jej ogromna kolekcja iteracji ilustruje jej mistrzostwo jako prawdziwej siły, z którą trzeba się liczyć zarówno wśród doświadczonych graczy, jak i początkujących deweloperów. Jest to, do pewnego stopnia, kula śnieżna z potencjałem wpływania na monolit – pionier z umiejętnością inspirowania, rozszerzania i bezapelacyjnego podboju własnego płaskowyżu. I oczywiście, choć można argumentować, że nie jest w gustach każdego, nie da się zaprzeczyć znaczeniu serii i jej wartości jako franczyzy. Do licha, nie bez powodu jest oznaczana jako jeden z najpopularniejszych, niemal kultowych chorążych na świecie. Szczerze, mam wrażenie, że tylko podsycam ogień i dmucham dym pod jej tyłek – ale z dobrego powodu.
Istnieje ogromna szansa, by Resident Evil skierował się w przyszłości w niezliczone różne scenariusze, to jest oczywiste. Pytanie brzmi: czy seria nadal pozostanie wierna swoim korzeniom, czy też dobrze wykorzysta swoje życie wieczne, by poszerzyć horyzonty i wyjść poza królestwo Raccoon City? Wydaje się, że tylko czas pokaże.
Recenzja serii Resident Evil (Xbox, PlayStation & PC)
Timeless, Immortal
Ever since Resident Evil coined the survival horror genre back in ‘96, the franchise has been on an ever-evolving upward trajectory, with its vast collection of iterations illustrating its prowess as a true force to be reckoned with among seasoned players and fledgling developers alike.