Recenzje

Recenzja serii Garten of Banban (Xbox Series X|S, PlayStation 5 i PC)

Updated on
Garten of Banban Key Art

Garten of Banban przepisuje świat horroru z maskotkami w najdziwniejszy możliwy sposób, nie po to, by go zniszczyć lub nawet podważyć, ale by udowodnić, że nawet najprostsze rzeczy mogą działać w odpowiednich okolicznościach. Nazywanie go zwolennikiem kultu byłoby przesadą. Nazywanie go genialną sagą z maskotkami również byłoby optymistyczną oceną tego, co jest, szczerze mówiąc, przeciętną franczyzą z wieloma wadami. Nie jest on wcale genialny, a jeśli jesteśmy szczodrzy, rzadko udaje mu się trafić w sedno. Chociaż, jak wiele tandetnych naśladownictw, które próbują naśladować ideologie idealnej Five Nights at Freddy’s , ma on taki efekt na ciebie – czar, jeśli można tak powiedzieć, który daje ci powód, by zostać na dłużej.

Jak wspomniałem, Garten of Banban jest, przede wszystkim, świadomie przeciętną serią, która uczy się śmiać z własnej przeciętności. Maskotki, na przykład, nie są wcale pamiętne, a praca dubbingowa nie jest wystarczająco przekonywająca, byś uwierzył, że jesteś desperackim rodzicem na poszukiwaniu zaginionych dzieci w pozornie idyllicznym przedszkolu. Szczerze mówiąc, nie robi wiele rzeczy z największym szacunkiem, co sprawia, że jest to raczej satyra niż pełnoprawna próba odbudowy horroru z resztek pełnego pluszaków trzustki. A jednak, Garten of Banban ma taki sposób, by wkradać się do tyłu twojej głowy. Chcesz go nienawidzieć, a jednak często znajdujesz się wracając, by zobaczyć, gdzie to wszystko doprowadzi.

Zestaw postaci na ścianie przedszkola

Historia jest, brakując lepszego słowa, niejasna. Od momentu, gdy przybywasz do tytułowego przedszkola – dużej i ekstrawaganckiej budowli, która mieści wszystkie dziecięce szkice i czcionki Microsoft Paint, które można znaleźć w budżetowym indie – zdajesz sobie sprawę, że szanse na znalezienie głębokiej fabuły z dobrym zapleczem są dość niskie. Zamiast tego znajdujesz drona, który możesz obsługiwać i używać, by naciskać przyciski, rozbijać okna i wchodzić w interakcje z różnymi minigrami, i masz garść kart kluczowych, których możesz użyć, by odblokować drzwi oznaczone kolorami. Ale to wszystko, co dostajesz. Jest luźna linia fabularna, która dotyczy jakiejś dziwnej rozmowy o trzustce – ale to całkiem inna historia, której, szczerze mówiąc, trzeba usłyszeć, by uwierzyć.

Przez większość czasu seria zaprasza cię do wejścia w pozornie bezdenne objęcia sadystycznego przedszkola. W każdym rozdziale – doświadczeniu, które trwa od piętnastu do sześćdziesięciu minut – masz odrobinę informacji do pracy, a także nową grupę postaci do spotkania. Poza garścią listów i czapek dronów do zebrania, masz dość prostą, choć czasem wymagającą pracę do wykonania: wcinanie się w kompleks przedszkola i powolne, ale systematyczne uczenie się o jego wewnętrznych mechanizmach. I tak, staje się to dziwniejsze, szczególnie gdy przechodzisz pierwszy rozdział i zaczynasz schodzić w „otchłań”.

Banbeleena w Garten of Banban

Być może seria uczyniła wiele niezbędnych dostosowań, by dalej udoskonalić wiele ze swoich największych słabości. W wcześniejszych rozdziałach, na przykład, miałeś niepokojącą ilość złamanych zębów, z niektórymi strasznymi efektami wizualnymi i różnymi puzzle, które były niepotrzebnie trudne do rozwiązania. Nowe odcinki serii mają jednak więcej do zaoferowania, z czystszymi wizualizacjami, gładszą grą i wieloma technicznymi poprawkami. Nie myśl, że seria jako całość jest nadal strasznie tandetna i tak samo goła wizualnie, jak tylko indie horrory z maskotkami mogą być, ale ma ona zwyczaj uczenia się z przeszłych błędów – i to się liczy, szczerze.

By dodać do powyższego, Garten of Banban przychodzi z prawdziwie kreatywnymi puzzle i dobrze spasowanymi skokami strachu. Chociaż głównie oparty na dronie, każdy rozdział w serii przyniósł jakiś hak – chwilowy wzrost napięcia, albo w postaci śmiałej sekwencji pościgu, albo sekcji puzzle opartej na precyzji. I, szczerze, te krótkie momenty oryginalności są potrzebne tutaj, biorąc pod uwagę, że większość doświadczenia opiera się na eksploracji, cofaniu się i zbieraniu przedmiotów, by odblokować nowe obszary.

Oczywiście, są pewne kawałki układanki, które są wyjątkowo pozbawione elegancji. Poza tym, że dubbing jest komicznie zły, masz również wiele irytująco tandetnych puzzle, z których wiele wymaga, byś powtarzał ten sam proces wiele razy, i inne, które, cóż, nie mają wielkiego sensu. I to jest jeszcze jedna rzecz, którą Garten of Banban stara się dostarczyć: niespójne doświadczenie, które nie ma wielkiego sensu. W jednej minucie jesteś goniony przez maskotkę, a w innej przyjaźnisz się z nią, próbując rozwiązać problem matematyczny. To trochę naciągane i niezwykłe, ale to rodzaj serii, jaki jest: dziwny, brudny, i bezwstydnie nieortodoksyjny.

Sztuczna plaża

Chociaż są niektóre elementy horroru rozrzucone po serii, Garten of Banban jest tak samo komedią, jak i pełnoprawnym thrillerem. Weźmy na przykład częste używanie słowa „trzustka” lub fakt, że dialog często odnosi się do młodzieżowego slangowania. Cholera, weźmy fakt, że gra decyduje się na włączenie Choo Choo Charles w sekwencjach bitewnych bez żadnego powodu. Chodzi o to, że jest tu śmieszna franczyza, która, gdy wszystko jest powiedziane, wie, jak działać na swoim humorze. To absurdalne, prawda. Ale może to działa na jej korzyść.

Można najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić, jest postawienie Garten of Banban na tym samym piedestale, co Poppy Playtimegłównie dlatego, że, mascotka krwi biorąc pod uwagę, masz dwa niezwykle różne doświadczenia. Chociaż obie serię dzielą ten sam temat i fabułę, musisz uznać fakt, że Garten of Banban jest znacznie mniejszą serią z mniej niż połową mocy i głębi, technicznego polerowania i artystycznego sznytu. A jednak, biorąc pod uwagę wady, wciąż stoi jako pasza dla korzystnej franczyzy. To brudne, i brakuje mu mocy dużego budżetu horroru, prawda. Ale może to jest odświeżający oddech, którego potrzebujesz.

Werdykt

Jumbo Josh w Garten of Banban

Garten of Banban nie wynajduje koła ze swoim świadomie tandetnym, wypełnionym trzustką programem przedszkolnym, chociaż udaje mu się dojrzewać jak dobre wino, z planem, który jest, przeważnie, odpowiedni do celu i zdolny do adaptacji do nowoczesnego pola budżetowych horrorów. Och, wciąż jest niesamowicie sztywny, i nie do końca przechodzi przez bezbłędne aspekty, by wyjaśnić swoją fabułę lub postacie. Powiedzmy, że widzę tu atrakcję, i co ważniejsze, potencjał, który ma jako poddog horroru z maskotkami.

Oczywiście, jeśli jesteś za tym, by zanurzyć się w głębi otchłani i splątać się z gromadą dziwnych, ale irytująco kochanych postaci, to możesz rozważyć Garten of Banban  jako dobry wybór, by zaspokoić „to” swędzenie. Nie zaskoczy cię, ale prawdopodobnie ukradnie twoją trzustkę. Nie pytaj.

Recenzja serii Garten of Banban (Xbox Series X|S, PlayStation 5 i PC)

Hold on to Your Pancreas

Garten of Banban doesn’t reinvent the wheel with its intentionally shoddy pancreas-padded kindergarten curriculum, though it does manage to age like a fine wine, with a blueprint that is, for the most part, fit for purpose and capable of adapting to a modern field of budget horrors.

Jord jest pełniącym obowiązki Lidera Zespołu w gaming.net. Jeśli nie wygłasza codziennych list, to prawdopodobnie jest poza tym, pisząc powieści fantasy lub wykorzystując Game Pass, aby odkryć wszystkie przeglane indie.