Connect with us

Recenzje

Recenzja Witchfire (PC)

Updated on

Kiedy usłyszałem, że studio The Astronauts, twórcy The Vanishing of Ethan Carter, przestawia swoją uwagę z duchów i nierozwiązanych zagadek morderstw na pełnoprawny dark fantasy, nie mogłem powstrzymać zdziwienia. Ja, podobnie jak wielu innych, również poczułem tę nagłą potrzebę, by zobaczyć, co nagradzane studio zbuduje z korzeni zupełnie innej koncepcji — i słusznie. Faktem jest, że tak zwany Witchfire nie był szczególnie tym, czego się spodziewaliśmy, a jednak czymś, czego nie mogliśmy się oprzeć. Kilka lat później to marzenie wykiełkowało w coś zaskakująco pięknego — świat, w którym magia żywiołów i pogaństwo połączyły się, tworząc strzelankę w stylu rouge-like odpowiednią nawet dla najbardziej skażonych dusz. Oczywiście, wciąż jest sporo niedopracowanych elementów, biorąc pod uwagę, że Witchfire nadal jest w fazie wczesnego dostępu i posiada pozornie nieskończone zapasy nieodkrytej treści. Niemniej jednak, pierwsze wrażenia były całkiem dobre już od momentu, gdy po raz pierwszy spojrzałem na ten świat skupiony wokół czarownic — co dobrze wróży twórcom z The Astronauts. Ale to nie tylko kwestia pierwszego wrażenia; są też dziesiątki dodatkowych godzin, które trzeba przejrzeć z drobiazgową dokładnością — godziny, które ja sam planowałem poświęcić, jak tylko narzędzia pojawią się u moich drzwi. Więc jak dokładnie potoczyła się ta stosunkowo długa podróż? Cóż, spędziwszy sporo czasu na przeszukiwaniu jego świata i obdzieraniu jego kości z każdego elementami pokrytego mięsa, mogę już prawie podsumować swój werdykt i rozwinąć to początkowe pytanie — czy The Astronauts w końcu zdobyli przyczółek w królestwie dark fantasy, czy może gdzieś zboczyli z drogi? Przejdźmy do rzeczy.

Twoja Próba Czeka

Zanim zagłębimy się w drobiazgowe zawiłości, które przyjął Witchfire, przeanalizujemy pokrótce fabułę, choćby po to, by nakreślić jaśniejszy obraz jego postaci i odpowiadającej im historii. Niestety, tam, gdzie zwykle rzucilibyśmy światło na rozległą opowieść i ozdobilibyśmy ją kluczowymi punktami fabuły i historiami tła, nie ma tu właściwie zbyt wiele do wyjaśnienia. Faktem jest (a developer wspomniał o tym jakiś czas temu), że Witchfire nie jest grą napędzaną fabułą. Ma swoje fragmenty lore, to prawda, ale nie zawiera właściwie żadnych aspektów filmowych, wybuchowych efektów CGI ani niczego w tym rodzaju. I chociaż uderza nas to jako nieco rozczarowujące i swego rodzaju zmarnowana okazja, rozumiemy też, skąd to podejście się wzięło. W skrócie, gra ma na celu nakierowanie graczy na odkrywanie lore poprzez wyjście w świat i granie, a nie, na przykład, oglądanie serii niekończących się wydarzeń rozgrywających się przez teatralne przerywniki i długie sekwencje. I to działa, całkiem dobrze, dodam. Aby to nieco wyjaśnić, Witchfire opowiada o trwającym konflikcie między czarownicami a Kościołem — tą ostatnią będącą kultem religijnym, który za wszelką cenę chce używać zakazanej pogańskiej magii, by przekształcić grzeszników w nieśmiertelnych łowców czarownic. Krótko mówiąc, tu zaczyna się twoja podróż — zmierzasz ku czarownicy z Morza Czarnego i starożytnemu artefaktowi, który podobno ma moc odmienić losy wojny.

Witaj w Pętli

Aby posuwać się naprzód w Witchfire, musisz wyruszyć na jedną z kilku map i zdobyć Witchfire — substancję podobną do dusz, która ma moc wzmocnienia twoich umiejętności i przekształcenia twojej postaci w wszechwidzącą broń wojny. Z każdym podejściem zdobywasz określoną ilość tej substancji, którą możesz wykorzystać, by zyskać więcej mocy poprzez Ołtarz Wniebowstąpienia i, w zamian, zapuścić się głębiej w mapy gry po dodatkową historię i cele. Podobnie jak w wielu grach typu rogue-like, postęp w Witchfire nie jest czymś, co można osiągnąć z dnia na dzień. Wręcz przeciwnie, wymaga to wielu godzin skrobania po powierzchni, stopniowego ulepszania talentów i nauki, jak przetrwać jeszcze śmiertelniejsze wyprawy. I to jest moment, w którym wielu nowicjuszy się wykruszy, ponieważ bez historii, która by ich prowadziła, naprawdę chodzi o to, by wlać krew, pot i łzy w eksplorację nieznanego — przedsięwzięcie, które, szczerze mówiąc, dla niektórych może wydawać się trochę, no nie wiem, bezcelowe. W obecnym stanie dostępne są tylko dwie mapy do zbadania, obie wypełnione po brzegi estetyką steampunkową, wrogami i mnóstwem detali do przyswojenia. W związku z tym trudno jej coś zarzucić — nawet jeśli treść, którą faktycznie prezentuje, jest trochę skąpa. Ale znowu, to gra we wczesnym dostępie, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by w kolejnych aktualizacjach pojawiła się nowa partia poziomów do grania.

Żyj dla Grindu

Początek w Witchfire wydaje się dość przytłaczającym doświadczeniem, po prostu dlatego, że zaczynasz swoją podróż z mniejszą ilością mocy, broni i niejasnym poczuciem kierunku lub celu. Od tego momentu chodzi tylko o to, by pracować nad odkrywaniem więcej — zadanie, które wiąże się z koniecznością zabicia wielu tych samych wrogów i przeszukiwania tych samych obszarów. Nie trzeba dodawać, że jeśli zaciśniesz zęby i przebrniesz przez pierwsze kilka godzin, świat w końcu zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze. To znów nie będzie odpowiadać wszystkim, ale jak się przekonałem po wielu godzinach skrobania dna każdej mapy — cierpliwość prowadzi do profitów, a profity prowadzą do postępu. Dobrą wiadomością jest to, że walka w Witchfire jest niesamowicie przyjemna i nie jest trudna do ogarnięcia. To bardzo podobne do DOOM Eternal, serio; są napędzane adrenaliną, pełne pocisków walki z użyciem żywiołów i mnóstwo wrogów do przetrzebienia. Jasne, czasami bywa trochę bugowata, ale bardzo rzadko napotykałem spadki klatek lub jakiekolwiek realne problemy z wydajnością. A biorąc pod uwagę, że developerzy już zajęli się tymi problemami i opublikowali harmonogram ich naprawy, nie ma powodu martwić się o to, co przyniesie kolejne trzy, może cztery tygodnie. Można śmiało powiedzieć, że moje oczekiwania pozostaną równie wysokie, jak w momencie, gdy po raz pierwszy wziąłem tę grę do rąk.

Steampunk Powraca

Kiedy wszystko zostanie powiedziane i zrobione, Witchfire jest właściwie jedną z najbardziej estetycznie atrakcyjnych strzelanek pierwszoosobowych, jakie widzieliśmy od dłuższego czasu. Trudno wręcz uwierzyć, że zostało stworzone przez zespół zaledwie dziewięciu niezwykle utalentowanych twórców. Ale faktem jest, że gra nie sprawia wrażenia niedopracowanej ani pozbawionej czegokolwiek w jakiejkolwiek dziedzinie. Szczerze mówiąc, rozgrywa się jak strzelanka AAA — wysoko postawiona poprzeczka, której, uczciwie mówiąc, niewiele niezależnych studiów jest w stanie sprostać w dzisiejszych czasach. Na szczęście to dopiero początek dla najnowszej strzelanki steampunkowej, więc z pewnością ekscytujące jest obserwowanie z boku, jak The Astronauts dopinają ostatnie szczegóły. Co będzie dalej, nie jest jasne, choć jedno jest pewne: Witchfire, przynajmniej w obecnym stanie, wygląda bardzo obiecująco.

Werdykt

Po przebrnięciu przez więcej niż wystarczającą liczbę biomów i pokonaniu więcej wrogów, niż śmiałbym machnąć kijem, mogę śmiało dojść do wniosku, że Witchfire, pomimo wszystkich swoich drobnych błędów i niedoróbek, posiada coś raczej niezwykłego. Oczywiście, to nie jest gra z najwyższej półki, ale z pewnością gra się jak taka i niezwykle łatwo dostrzec, ile serca i duszy wlało w nią zaledwie dziewięciu twórców — wbrew przeciwnościom i z niewielkim lub żadnym doświadczeniem w dziedzinie dark fantasy. I to właśnie czyni Witchfire jeszcze bardziej imponującym; narodził się ze świeżej perspektywy — z serii podobnie myślących talentów, które po raz kolejny udowodniły, że są siłą, z którą trzeba się liczyć. Jest wiele do pokochania w Witchfire — nawet w jego stanie wczesnego dostępu i z zaledwie połową treści. Mechanicznie jest szybka, prosta i wystarczająco wymagająca, by zapewnić każdemu zagorzałemu fanowi FPS przyzwoite wyzwanie, nie wspominając o nowicjuszach, którym daje mnóstwo motywacji, by brnąć dalej. Jasne, jest trochę ciężka od grindowania, ale jej wciągająca walka z pewnością rekompensuje to w najbardziej pomysłowy możliwy sposób. I powtórzę, to gra stworzona przez zaledwie dziewięć osób, więc naprawdę łatwo jest śpiewać im peany — tym bardziej, gdy niektóre pełnoprawne studia często nie są w stanie odhaczyć nawet połowy tych samych punktów. Krótko mówiąc, Witchfire to świetny wstępny zaklęcie do kapryśnego i często ponurego królestwa dark fantasy w strzelankach pierwszoosobowych. Tak, obecnie jest trochę ubogi w treść, ale z całą księgą pękającą w szwach od lore, ja sam nie mogę się doczekać, by zagłębić się w kolejny rozdział i zobaczyć, dokąd zabierze mnie ten świat.

Recenzja Witchfire (PC)

A Bonfire to Behold

Thanks to its blood-pumping action and quality aesthetics, it’s easy to recommend Witchfire to anyone who’s so much as seen a dark fantasy first-person shooter. Sure it’s a little content light, but that’s not to say it won’t come back with two smoking barrels over the coming months. And to that I say, light us another one; this bonfire needs to breathe!

Jord pełni rolę pełniącego obowiązki Lidera Zespołu w gaming.net. Jeśli nie rozprawia w swoich codziennych listach, to prawdopodobnie jest na zewnątrz, pisząc powieści fantasy lub przeczesując Game Pass w poszukiwaniu wszystkich niedocenianych indie.

Advertiser Disclosure: Gaming.net is committed to rigorous editorial standards to provide our readers with accurate reviews and ratings. We may receive compensation when you click on links to products we reviewed. Please Play Responsibly: Gambling involves risk. Never bet more than you can afford to lose. If you or someone you know has a gambling problem, please visit GambleAware, GamCare, or Gamblers Anonymous. Casino Games Disclosure:  Select casinos are licensed by the Malta Gaming Authority. 18+ Disclaimer: Gaming.net is an independent informational platform and does not operate gambling services or accept bets. Gambling laws vary by jurisdiction and may change. Verify the legal status of online gambling in your location before participating.