Recenzje
Recenzja serii Dead Rising (Xbox, PlayStation & PC)
Zajęty przez zombie zakupowy centrum handlowy; setka pustych sklepów z bronią w postaci tandety; radiotelefon należący do zaniepokojonego sprzątacza ze skłonnością do wskazywania potencjalnych ocalałych; i siedemdziesiąt dwie godziny mojego czasu. Z piankowym mieczem i kosiarką do trawy mogę rozprawić się z hordami, odbijać pociski od krwawych czaszek nieumarłych i, dla dobra sprawy, zmuszać socjopatycznych fotografów do noszenia Mega Man czapek, jeśli tylko po to, aby zabić czas i zaspokoić tę żądzę bezwzględnej przemocy i niedojrzałego zachowania. W Dead Rising, nie ma dobrych ani złych odpowiedzi, tylko dni do zmarnowania i milion okazji do wypełnienia ich absurdalnie niemoralnymi wybrykami.
Wspominając, Dead Rising był jedną z pierwszych zombie sandbox gier które naprawdę mnie zaangażowały, nie ze względu na swój otwarty, ograniczony czasem format, ale dlatego, że otworzył drzwi do nieograniczonych możliwości i kreatywnych dróg rozgrywki w świecie, który nie miał prawdziwych ograniczeń. Początkowo wydawało się, że aby wykorzystać jego sztuczki w centrum handlowym, musisz zainwestować w serię zadań z ograniczonym czasem i postępować zgodnie ze ścisłym harmonogramem. Ale potem, po ujawnieniu swoich kart, zaproponował inną opcję: zignoruj wszystko i po prostu zachowuj się tak, jak zwykle w Twoich najdzikszych fantazjach. Nie miało znaczenia, czy chciałeś spędzić trzy dni ukrywając się w szatni, czy czy chciałeś przyjąć ostateczne momenty ludzkości z żelazną pięścią – karabinem i kosą, suknią i gitarą. Kombinacje były nieograniczone, a możliwości łamania zasad były obfite. I myślę, że to właśnie dlatego myślałem o nim tak serdecznie.
On Opowiadał o Wojnach, o których Wiesz?

Dead Rising miał ogromny wpływ na mnie w 2006 roku — ale w dobry sposób, na szczęście. Pochłonięty przez ogromną liczbę dróg, które mogłem potencjalnie obrać, musiałem przetrzeć centrum handlowe i wytarzać dziesiątki dni gry, zanim w końcu wsadziłem nóż w plecy Otisa i wyszedłem, aby zacząć nowe życie w alternatywnym apokalipsie zombie. Uznałem, że jeśli mogłem łatwo spędzić garść dodatkowych dni błądząc po centrum handlowym bez formalnej struktury misji do naśladowania, to musiałem mieć naprawdę dobrą zabawę. I myślę, że to właśnie Dead Rising był na początku: bezmyślnie rozrywkowa gra zombie, której nie potrzebował formalności, aby uczynić proste hakowanie nieumarłych hord czuć się ogromnie satysfakcjonująco. Później rozwinął bardziej poważny ton, przyznaję, ale Dead Rising znalazł swoje miejsce w wielkich butach klauna, a nie w formalnych butach, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
Nie udawałem, że Dead Rising był historycznie potężny pod względem projektowania narracji i rozwoju postaci, ponieważ prosta prawda jest taka, że poza chaotyczną i absurdalnie zabawną rozgrywką nigdy nie awansował z gimmicku do pełnoprawnej historii horroru. To komedia, jeśli cokolwiek — szczyt żartu, którego często uznaje, ale także tendencję do maskowania go okazjonalnym bagażem emocjonalnym; potrzebą znalezienia lekarstwa dla chorego krewnego, na przykład. Ale aby powiedzieć oczywiste, w żadnym momencie Dead Rising nigdy nie był ekscytującą serią. Szczerze mówiąc, miał wiele słabych wyborów dialogowych, postaci i misji. Ale, kiedy wszystko jest powiedziane, nie zwracasz się do niego ze względu na emocjonalne zwroty akcji; zwracasz się do niego, aby znaleźć pretekst do kopnięcia zombie w parze butów śniegowych. To, w każdym razie, jest tym, czym Dead Rising zawsze był.
Poza Wybuchem w Willamette

Oczywiście, w następstwie Dead Rising’s debiutu zbierającego plony w 2006 roku, Capcom ostatecznie znalazł stabilne podstawy, które po wielu próbach ustanowienia własnej tożsamości stały się prawdziwą klasyką kultową wśród parodii zombie, co dało mu więcej miejsca na eksplorowanie różnych protagonistów, broni, a także struktur misji i ustawień. To wydawało się, że zawarte wirusy ostatecznie stały się ogólnokrajowym wybuchem, a ukochany centrum handlowy odblokował swe zawiasy, aby rozszerzyć horyzonty i złapać szerszy świat. Pytanie brzmi, czy powinien pozostać w izolacji w Willamette Parkview Mall, czy Capcom podjął słuszną decyzję, aby rozwinąć się w nowe terytoria poza murami swojej oryginalnej siedziby?
Chociaż seria wprowadziła kilka dużych zmian do swojej sygnaturowej formuły po premierze oryginału, nigdy nie straciła swojego uroku, swojego dowcipnego stylu ani swojej otwartej gry. Z pewnością nigdy nie rozwinęła się w coś szczególnie wyjątkowego, chociaż pozostała wierna swoim korzeniom z taśmą wiernych sequeli, które każde miały pewien rodzaj humoru i nostalgii wpleciony w ramy. Walka nie posunęła się do przodu, ani zdolność Capcom do opowiadania znaczących historii. Jednak Dead Rising pozostał, szczerze mówiąc, idealnie zbalansowaną i, co więcej, przyjemną serią, która miała wiele do zaoferowania. Była to głupia seria, ale myślę, że to było trochę celem. Ciekawe, nigdy nie udawała, że jest idealnym połączeniem, chociaż zrobiła wszystko, aby poruszyć kilka splątanych piór — i to wystarczyło, aby wywrzeć trwałe wrażenie.
Werdykt

Dead Rising może być bardziej martwą karykaturą samego siebie niż pełnoprawnym sandboxem horroru, ale to nie czyni go mniej pamiętną sagą, ani głupio satysfakcjonującą antologią ze wszystkimi morbidnymi pulpami i sztuczkami kultowej klasyki. Z pewnością, w żadnym momencie seria nigdy nie była strukturalnie słuszna ani spójna sama w sobie, ale aby oddać sprawiedliwość, zawsze potrafiła sprawić, że każda z jej iteracji była ogromną frajdą do przepracowania. Czy to czyni ją godnym wyborem dla tych, którzy mają nieśmiertelną miłość do horrorów zombie? Zdecydowanie, o ile nie wkraczasz w jej korytarze z nadzieją znalezienia duchowego następcy Resident Evil. Na marginesie, nie jest to Resident Evil; to jest głupia bzdura z pulsującym sercem, które chcesz ugryźć.
Wyciąg: Martwy, ale na pewno nie pogrzebany
Dead Rising może być bardziej martwą karykaturą samego siebie niż pełnoprawnym sandboxem horroru, ale to nie czyni go mniej pamiętną sagą, ani głupio satysfakcjonującą antologią ze wszystkimi morbidnymi pulpami i sztuczkami kultowej klasyki. Z pewnością, w żadnym momencie seria nigdy nie była strukturalnie słuszna ani spójna sama w sobie, ale aby oddać sprawiedliwość, zawsze potrafiła sprawić, że każda z jej iteracji była ogromną frajdą do przepracowania.
Recenzja serii Dead Rising (Xbox, PlayStation & PC)
Dead But Definitely Not Buried
Dead Rising might be more of an undead caricature of itself than a full-fledged sandbox horror, but that doesn’t make it any less of a memorable saga, much less a stupidly satisfying anthology with all of the morbid pulp and gimmicks of a cult classic. Granted, at no point has the series ever been structurally sound or even coherent in its own right, but to give credit where it’s due, it has always managed to make each of its iterations a whole lot of fun to work through.











