Recenzje
Recenzja Beyond The Darkness (PC)
Przemierzam dziwnie ciche pomieszczenia starego domu, przyklejony do ciepłego, lecz niestety niewystarczającego płomienia maleńkiej lampki. O tak, czają się tu potwory, które pragną jedynie odnaleźć źródło mojego największego lęku. Jak ćmy do światła, na pewno mnie znajdą i zgasią to jedyne prowadzące światło, które stoi między mną a odległym horyzontem. Niestety, muszę wciąż skradać się przez te puste korytarze wiecznej rozpaczy i niepewności, bo mam marzenie, które musi się spełnić. Muszę odnaleźć swoją rodzinę, nawet jeśli oznacza to zejście jeszcze głębiej w tę króliczą norę pełną koszmarnej energii i złowieszczych przeczuć. Tak, koszmary są intensywniejsze niż kiedykolwiek, ale z tym jednym małym płomieniem między dłońmi, przemierzę Beyond The Darkness, w głąb świata, który mnie nie chce. Przyznam, to Little Nightmares i jego długi tunel pozornie idealnych obrazów przywiodły mnie do źródła Beyond The Darkness. Nazwijcie to strzałem w ciemność, ale to musiała być ta sposób, w jaki złowieszcze tekstury łączyły się z hermetycznymi lokacjami, albo to, jak czułem się nieadekwatny i nieswojo wobec innych, potężniejszych istot czy zagadek. Cokolwiek to było, co poprowadziło mnie tą ścieżką, niemal niemożliwe było odróżnienie tych dwóch – źródła i przedstawienia. Pytanie, na które chciałem znaleźć odpowiedź, było oczywiście całkiem proste: Co Beyond The Darkness zrobi, aby przeciąć więź między swoim istnieniem a cieniem zawieszonym nad granicami swojego łona? By znaleźć tę odpowiedź, musiałem pójść dalej. Musiałem poświecić światłem.
W Ciemność
Beyond The Darkness opowiada historię dziewczynki – Millie – której mroczne i pokręcone wspomnienia nawiedzają ją noc za nocą. Jej wspomnienia, niczym u podobnej nastolatki o niezwykle żywej wyobraźni, służą jako przerażające bramy do krainy pełnej połączenia nielogicznych idei, zagadek i żałosnych zachowań, które mają moc przekształcić nawet najsmakowitsze rzeczy w przebłyski przerażających znaków firmowych. W tym nieuniknionym świecie Millie otrzymuje cel: skradać się przez ciemność i odnaleźć drogę powrotną do rodziny. I właśnie tam, wygodnie, zaczyna się twoja podróż: zmierzasz ku źródłu ciemności, wyposażony w raczej słaby blask małego płomienia, który przy okazji służy jako duchowa tarcza przed potworami czającymi się w cieniach. Sama gra to mniej więcej odpowiednik Little Nightmares w wersji “Millie”, w takiej formie, że każdy obszar niesie inną historię – rodzaj kieszeni, w której gracze mogą zmierzyć się z serią unikalnych motywów, przeszkód i zagadek, jednocześnie pracując nad pogłębieniem fabuły i dotarciem na drugą stronę dość wstrząsającej opowieści. Jednak zamiast uciekać się do chłopca z workiem czy zwykłej żółtej peleryny przeciwdeszczowej, gracze mają do dyspozycji inne narzędzie: lampę – osobliwy drobiazg, który nie tylko ma moc prowadzić cię przez korytarze, ale także pomaga rozwiązywać pewne zagadki, stawiać czoła potworom i generalnie, całkiem wygodnie, wskazywać właściwy kierunek. I to właśnie, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, jest światło w tunelu. Światło, ciemność – rozumiecie.
Moje Prowadzące Światło
Jak wspomniałem wcześniej, Beyond The Darkness jest, przynajmniej do pewnego stopnia, grą liniową; rzuca ci garść pomieszanych fragmentów wspomnień i po prostu wymaga, byś je zrekonstruował, zagłębiając się w ich światy i rozwiązując zestaw stosunkowo złożonych zagadek. Pomiędzy tymi dynamicznymi łamigłówkami i przeszkodami masz też kilka innych zadań wymagających odrobiny planowania naprzód – błyskotliwe pościgi w stylu kota i myszy, na przykład, które stanowią zaskakująco dużą część całej kampanii. Poza tymi dość powszechnymi motywami, które często wpisują się w DNA większości, jeśli nie wszystkich niezależnych gier horror, jest też sporo eksploracji, interaktywności i okazjonalnej tajemnicy do rozwikłania. Wystarczy powiedzieć, że Beyond The Darkness ma wiele z tych samych charakterystycznych cech co prestiżowe marki – i to w porządku; naśladowanie to najszczersza forma pochlebstwa i tak dalej. Oczywiście, stwierdzenie, że gra jest całkowicie pozbawiona oryginalności, nie byłoby tu przekonującym argumentem. Jak się okazuje, Beyond The Darkness ma na sumieniu wiele doskonałych cech – wykorzystanie mechaniki lampy jest z pewnością jednym z jej najważniejszych elementów. I nie tylko to, ale także obecność naprawdę przerażających obszarów, z których większość jest często napędzana przez wiele wysokiej jakości scenografii, nie wspominając o strasznie dużej ilości atmosferycznego dźwięku i efektów wizualnych. Co więcej, jest też mnóstwo (i to mało powiedziane) świetnych momentów grozy do przeżycia w trakcie tej stosunkowo krótkiej podróży. Czy to najstraszniejsza gra, jakiej kiedykolwiek się poddasz? Prawdopodobnie nie. Jednak jeśli Little Nightmares spełnia wszystkie twoje oczekiwania, to szczerze mówiąc, tutaj jesteś w dobrych rękach.
Szczypta McGee
Na szczęście Beyond The Darkness nie zawodzi drewnianymi mechanikami czy znaczącym brakiem technicznego poloru – ani niczym w tym rodzaju. W rzeczywistości, w ciągu kilku godzin, które spędziłem, przemieszczając się przez słabo oświetlone pomieszczenia koszmarnych lokacji gry, mogłem zanurzyć się w godnej pochwały ilości dopracowanych detali i lore, z których oba znakomicie uzupełniały system sterowania i interfejs użytkownika. Pod tym względem po prostu nie mogłem znaleźć niczego, na co mógłbym narzekać. Z innej strony, wyłania się stąd pewna nutka American McGee. Mówiąc najprościej, jeśli kiedykolwiek choćby ugryzłeś czubek Alice: Madness Returns, to jest duża szansa, że zakochasz się po uszy w wielu wyborach projektowych, które sączą się przez szczeliny wewnętrznego świata Beyond The Darkness. To nie jest bezpośrednia replika pokręconej antologii McGee’ego w żadnym wypadku, ale z drugiej strony ewidentne jest, że Alice służyła jako jedna z głównych inspiracji gry. I znowu, to jest w porządku.
Werdykt
Choć z pewnością można by argumentować, że Beyond The Darkness pożycza jeden czy dwa motywy od takich tytułów jak Little Nightmares czy Bramble: The Mountain King, prawda jest taka, że gra ma więcej niż wystarczająco własnego uroku, by zasługiwać na uwagę podobnych dzieł. Tak, bardzo dobrze może być reprezentantem znacznie większego łańcucha lalkopodobnych horrorów, ale pomimo naturalnego przywiązania do wykorzystania jednego czy dwóch elementów z katalogu swoich rówieśników, wciąż warto zaznaczyć, że jeśli chodzi o solidne niezależne horrory, Beyond The Darkness z pewnością jest głównym chorążym dla ulotnej popularności gatunku. A to coś znaczy, biorąc pod uwagę ogromną ilość dzieł, które również zawierają zwykłe pułapki znanej marki. Oddając sprawiedliwość, wierzę, że Beyond The Darkness ma kilka niezwykłych pomysłów, z których niewiele odnosi się bezpośrednio do nawiedzającej atmosfery, którą gra tak desperacko stara się wydobyć na światło dzienne. Dodajmy do tego fakt, że również oferuje satysfakcjonującą ilość wnikliwych zagadek, pamiętnych potworów, a nawet okazjonalną tapiserię jumpscare’ów, i powiedziałbym, że masz wszystkie odpowiednie składniki na dobrze wypieczone zejście w podbrzusze dziecięcego koszmaru. W związku z tym mówię: wiecie co, brawo, My Little Studio – udało wam się zamieszać w garnku i stworzyć coś, co, choć wciąż dziwnie znajome dla najbardziej obeznanych fanów horroru, ma wszystkie dzwoneczki i gwizdki świetnej niezależnej gry. Dla dobra pewnego zamknięcia – tak, zdecydowanie powinieneś dać Beyond The Darkness szansę. Konkludując, jest to, z braku lepszego opisu, Bramble spotyka In Nightmare, z oczywiście kilkoma nie do pomylenia nutami Gylt i – zgadliście – Little Nightmares. To jest zwycięska kombinacja, moi drodzy.
Recenzja Beyond The Darkness (PC)
A Love Letter to Nightmares
Beyond the Darkness not only captures the beating heart of a conceptually terrifying world, but it also manages to come clean with some genuinely intriguing puzzles, characters, and even the occasional well-timed jump scare. Suffice it to say, if it’s an ode to Little Nightmares that you’re after, then you needn’t cast your light anywhere other than the harrowing quarters of this indie jewel.