Recenzje

Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart Recenzja (PC)

Zaktualizowano on
Large mound of garbage in backyard

Jeśli uważasz, że tytuł Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart (więc kupiłem śmieci, aby je wszystkie znaleźć) brzmi jak garść, to poczekaj, aż zobaczysz elementy gry, które przyjmuje. Druga część tytułu mówi sama za siebie: śmieci; pusty album; i skarbnica zagubionych kart i błyszczących rzadkości. Nie trzeba wiele, aby połączyć dwie i dwie razem, prawda? To “Simulator śmieci” z kolekcjonowaniami i stertami śmieci. I tak, jest to dziwnie satysfakcjonujące grać, pomimo tego, że jest trochę monotonne i pozbawione ciężaru pełnoprawnej gry.

Oczywiście, mógłbym zdecydować się na pasaż z pełnymi frazami i opowiedzieć wam o “historii” i krokach, które pomogły ukształtować Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart, ale nie byłoby to właściwe, ani nawet konieczne. Zobacz, wszystko jest w albumie – sekwencja otwierania, w której ty stopniowo odtwarzasz. Zgodnie z celem gry, widzisz, jak zdobywasz kolekcję śmieci i przeczesujesz ją, próbując odnaleźć swoje stare karty i drobiazgi. Są raretne kolekcje do znalezienia, ptaki do uratowania i wychowania, oraz mnóstwo nieoczekiwanych nawiązań i jajek wielkanocnych do odkrycia. To, krótko mówiąc, jest tym, czym jest Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart: ponowne ożywienie wspomnień poprzez dość leniwe działanie grzebania w śmieciach. Dziwny koncept, ale rozrywkowy, przy tym.

Igła w stogu siana

To wygląda tak: ogromna sterta śmieci ląduje na Twoim progu. Jako kurator bezużytecznych i niezupełnie bezużytecznych przedmiotów, masz za zadanie zagłębić się w stertę i posortować pamiątki, w nadziei, że jeden przedmiot przybliży Cię do uzupełnienia Twojego dziecięcego albumu. Im więcej śmieci zdobędziesz, tym większe szanse, że znajdziesz swoje zagubione skarby i inne błyszczące karty. Znowu, prosta i trochę jednorodna podróż, ale taka, która znajduje wiele sposobów, aby zachęcić Cię do przeczesywania niekończących się stert śmieci przez godziny, dziwnie enough.

Gra sama przedstawia Cię z pakiem śmieci na podwórku, parą bezczynnych rąk i interaktywnym placem, który pozwala Ci swobodnie przeczesywać i sortować każdy i każdy obiekt. Półfinałowy cel tutaj jest prosty: znajdź karty i uzupełnij album. Cóż, jest trochę więcej do tego, niż to. Poza kartami i innymi pamiątkami z dzieciństwa, które czają się w stercie, są również ptaki do znalezienia i uwolnienia, a także do pielęgnowania z powrotem do zdrowia, szukając odpowiednich miejsc gniazdowania i pielęgnując ich podstawowe potrzeby. Nie jest to symulator schroniska dla zwierząt, ale jest to gra, która daje Ci trochę więcej do zrobienia, niż tylko ponowne ożywienie Twoich dziecięcych marzeń o uzupełnieniu kolekcji kart. Bezużyteczne dodanie? Może, ale przynajmniej daje Ci środki do kontynuowania Twojej pracy przez alternatywne ścieżki gry.

Najrzadsze z rzadkich

Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart jest trochę jak Leaf Blower Co., ponieważ prosi Cię o ręczne przeczesywanie dziesiątek, jeśli nie setek przedmiotów i znalezienie miejsca dla każdego z nich, aby postępować. Nie ma limitów czasowych, i nie musisz martwić się o żadne nagłe włamania, które mogą przerwać Twoje sprawy. Nie, to, co masz tutaj, to relaksujące doświadczenie, które, chociaż niekoniecznie pełne przywilejów czy bogatych bułek, jest jednak przyjemnie absorbujące w krótkich sesjach. To wciąż wykopywanie kart ze śmieci, ale przynajmniej ozdabia swoją skrzynkę na śmieci kilkoma nieuchwytnymi rzadkimi kolekcjami do znalezienia.

Werdykt

Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart jest brudnym kolekcjonerskim przedsięwzięciem, które czuje się dziwnie przyciągająco i terapeutycznie dla zapalonego kolekcjonera i, przede wszystkim, dla ducha, który pragnie tego adolescentycznego zapachu starego booster packu i kombinacji rzadkości. Jest prosta i trochę powtarzalna procedura za tymi wszystkimi rzeczami, prawda, ale z wystarczająco kartami i ambitnym albumem do wypełnienia, robi wystarczająco dużo, aby utrzymać Cię emocjonalnie zaangażowanego, gdy wlewasz swoje serce i duszę w stertę śmieci. To nudne – ale w dziwnie satysfakcjonującym sensie słowa, podobnie jak wiele symulatorów core w branży.

Podczas gdy Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart jest czymś w rodzaju jednorodnego doświadczenia, które nie oferuje wiele poza swoimi ślimakopodobnymi tropami postępu i nostalgicznych relikwii, jest to dziwnie satysfakcjonująca gra, która utrzymuje Cię chcącym “trochę więcej”. Czy to przyjemne doświadczenie? W pewnych sposób, sądzę, że tak, ale to nie znaczy, że jest pozbawione ograniczeń. Zobacz, chociaż jest tu przyciągająca pętla, która pragnie być zbadana, są momenty, kiedy impet zaczyna się zmieniać, a proces kolekcjonowania staje się mniej atrakcyjny. Rzadkości utrzymują to świeże, prawda, ale przychodzi moment, kiedy zaczynasz kwestionować swoje decyzje i ostatecznie dochodzisz do wniosku, że jesteś, gdy wszystko jest powiedziane, kąpaniem się w śmieciach.

Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart Recenzja (PC)

Kolekcjonerstwo jest moją specjalnością

Podczas gdy Moja żona wyrzuciła moją kolekcję kart jest czymś w rodzaju jednorodnego doświadczenia, które nie oferuje wiele poza swoimi ślimakopodobnymi tropami postępu i nostalgicznych relikwii, jest to dziwnie satysfakcjonująca gra, która utrzymuje Cię chcącym "trochę więcej". Czy to przyjemne doświadczenie? W pewnych sposób, sądzę, że tak, ale to nie znaczy, że jest pozbawione ograniczeń.

Jord pełni funkcję lidera zespołu w gaming.net. Jeśli nie gaduje w swoich codziennych listykach, prawdopodobnie pisze powieści fantasy lub przegląda Game Pass w poszukiwaniu wszystkich zapomnianych indie.