Recenzje
Recenzja A Gentlemen’s Dispute (PC)
Nie jestem do końca pewien, co oznacza bycie gentlemanem, nie mówiąc już o tym, jak się nim być pod wpływem starej dobrej kłótni. Ale mogę powiedzieć, że jeśli bycie gentlemanem oznacza rzucanie rakietami w czoło drugiego człowieka, to nie mam pojęcia, jakie są reguły. Wydaje się, że jest to dla zabawy — ale według A Gentlemen’s Dispute, najlepszym, a raczej jedynym sposobem na rozwiązanie konfliktu jest zdecydowane działanie i niegrzeczne komplementy. Cóż, mówienie do twoich współtowarzyszy w garniturach nie ma tu większego znaczenia; ciężar baseballowej baty jest o wiele bardziej skuteczny w szyderstwie z dyplomacji. Dziwne, tak.
A Gentlemen’s Dispute nie jest o walce, per se. Nie, bo gdyby to było o walce, to nie byłoby to gentlemanly; byłoby to kanon dla degeneratów. Och, A Gentlemen’s Dispute jest nieco bardziej formalny niż twoja standardowa kłótnia. Cóż, mówię, że tak, kiedy w rzeczywistości mam na myśli, że jest to znacznie lepsze w ukrywaniu faktu, iż pod warstwami jego frivolnego mantry nie jest o wiele więcej niż bezwzględny fizyczny sandbox brawler z typowymi bazookami i absurdalnymi, barbarzyńskimi sztuczkami. Ale nie chce, abyś to zobaczył; chce, abyś czuł się niesamowicie królewsko, gdy ulegasz bezmyślnym aktom irracjonalnej przemocy. I wiem, co? Nie mogę się powstrzymać od docenienia tego uczucia.
Jeśli wziąłbyś charakterystyczny styl tradycyjnej gry wieloosobowej i zamienił jej postacie na wysoko urodzonych gentlemanów, miałbyś podstawy, na których A Gentlemen’s Dispute zbudował swoje diamentowe mury. Nie jest to wytworne, i chłopie — zdecydowanie nie jest to gentlemanly. Ale jest to dzikie, szczególnie w swoim rodzaju, chaos na srebrnej tacy. I jestem z tym w porządku.
“Pluję w twoim kierunku!”

A Gentlemen’s Dispute nie jest dobrze skoordynowanym listem miłosnym do twardych, ale uczciwych konfliktów; jest to brutalna, gwałtowna sprawa, która gloryfikuje bezmyślne zachowania i wątpliwe osądy, moralnie wątpliwe taktyki i otwarte rzezie na pompowanym talerzu. Co chcę powiedzieć, nie jest tym, czym się podaje na etykiecie, czyli spokojnym, ale współpracującym procesem odzyskiwania wiary w koleżeństwo. Nie, to, co masz tutaj, to coś bardziej konfrontacyjnego. W A Gentlemen’s Dispute ludzie nie prowadzą wojny słowem; biorą sprawy w swoje ręce za pomocą kijów i armat.
W sercu wszystkiego jest głupio szybki, ośmioosobowy arena battler, w którym każdy z ośmiu wyższych urzędników wychodzi, by walczyć o „spory” ze swoimi kolegami. W każdej przerwie —sekcjach, które oderwają się od zgiełku i hałasu przemocy—gracze mają okazję odblokować pasywne umiejętności, które skutecznie służą jako wzmocnienia dla jednego z kilku atrybutów, czy to opartych na zwinności, czy ataku. Proces , który siedzi po obu stronach tych krótkich przerw, jest, podobnie jak twoja tradycyjna walka na śmierć i życie, prosty: gracze biją się, aż pozostanie tylko jeden pompowany klient.
Pomysł nie jest zbyt inny od tego, co mogłeś zobaczyć wcześniej w innych arenach. Jedyną wadą jest to, że posiadając ten uniwersalny plan, natychmiast traci on swoją oryginalność i nieprzewidywalność, która pochodzi z innowacyjnymi pomysłami i trybami gry. Ale nie mogę się tym długo zajmować, bo po prostu najlepszą rzeczą w A Gentlemen’s Dispute jest jego dziwactwo, nawet w swoim rodzaju.
Gdy kolory zderzają się

A Gentlemen’s Dispute wyrzuca swoje dobro w pierwszej połowie, nie po to, by cię obciążyć wyborami, ale zobaczyć, jak będziesz manipulować swoim piaskownikiem, aby osiągnąć przewagę i wykluczyć twoich wrogów. Z całym zestawem broni do dyspozycji —kijami, pałkami, armatami, materiałami wybuchowymi i niemal każdym innym przedmiotem, jaki możesz znaleźć na polu do gry w krokieta —natychmiast otwiera swoje drzwi do wielu możliwości i prosi tylko, abyś użył narzędzi do swojej korzyści, aby uderzyć, rozbić i wystrzelić twoich wrogów w sposób lalki. To, krótko mówiąc, jest tym, czym jest A Gentlemen’s Dispute —i jest to śmiesznie brudne we wszystkich najlepszych sposób, dziwnie.
Chociaż grafika nie jest tutaj najlepsza, a ogólny projekt świata brakuje fotogenicznej finezji i panoramicznego charakteru platformy Battle Royale, A Gentlemen’s Dispute rekompensuje to dziwnymi mechanikami gry i głupio zabawnymi fizykami lalki. Co więcej, robi przyzwoityą robotę, utrzymując interesujące rzeczy w każdej kolejnej rundzie, dzięki włączeniu power-upów i bufów w trakcie gry, które pozwalają graczom na rozwijanie nowych strategii i budowanie nowych możliwości i zabawnych sztuczek. Innymi słowy, nowy cud techniki to na pewno nie jest. Ale zabawna gra, z drugiej strony, jest, panie. Coś do przemyślenia.
Werdykt

A Gentlemen’s Dispute przedstawia głupio barbarzyńską, ale przekonywującą argumentację, która zasługuje na to, by być wysłuchaną przez obywateli ze wszystkich środowisk. Nie jest to wyższy rodowód niż większość aren, ale robi z krwawego sportu coś bardziej atrakcyjnego i mniej zastraszającego, głównie dzięki swojemu unikalnemu projektowi i dziwnemu uwzględnieniu pompowanych archetypów. Jestem wszystkim za to. I, szczerze mówiąc, będę więcej niż szczęśliwy, by śpiewać jego chwałę, tak długo, jak pozwoli mi to na swobodne prowadzenie wojen z jednego procenta. Świat potrzebuje więcej takiej swobody, naprawdę.
Niech będzie powiedziane, że choć akt uderzania głową w głowę z lalkami jest śmieszny nawet w najgorszych czasach, nie wybrałbym dodania mojego monokla do dołu, gdy szukam sposobu na odbudowanie mostów z przyjaciółmi. Z tym powiedzianym, choć będziesz robił więcej szkody niż dobra, będziesz wierzyć, że osiągniesz punkt, w którym ty i twoi pobici przyjaciele dojdziecie do wzajemnego porozumienia. Złe wieści są takie, że potrzeba od dziewięciu do dziesięciu „sporów”, aby dojść do tego ostatecznego rozwiązania. I nawet wtedy, stare nawyki umierają z trudnością, szczególnie w rękach tak zwanego gentlemana.
Recenzja A Gentlemen’s Dispute (PC)
Zaskakująco dobre
A Gentlemen’s Dispute przedstawia głupio barbarzyńską, ale przekonywującą argumentację, która zasługuje na to, by być wysłuchaną przez obywateli ze wszystkich środowisk. Nie jest to wyższy rodowód niż większość aren, ale robi z krwawego sportu coś bardziej atrakcyjnego i mniej zastraszającego, głównie dzięki swojemu unikalnemu projektowi i dziwnemu uwzględnieniu pompowanych archetypów. Jestem wszystkim za to.











