Najlepsze
5 najlepszych JRPG-ów, które wciąż czekają na lokalizację
Wiecie, nie ma nic gorszego niż być dzieckiem w cukierni z ograniczonym dostępem do półek. I, niczym specjalny rodzaj słodyczy, gry wideo również mogą mieć swoje granice, gdzie żadne zatrzymywanie się i wpatrywanie nie zmieni faktu, że po prostu nie możesz mieć tego, co stłoczone jest w słoiku. Podróbkę, być może, ale nigdy oryginał. To często sprowadza się do konkretnej półki, do której dostęp mają tylko VIP-i (lub w tym przypadku populacja japońska). A JRPG-i, niestety, są jak zakazane kostki cukru świata gier. Przeszukujemy japoński rynek już od jakiegoś czasu, wykopując naprawdę wybitne gry wideo, które nigdy tak naprawdę nie wydostały się poza granice. Oczywiście, przez lata składano wiele petycji, z fanami błagającymi developerów o wydanie pewnych tytułów gdzie indziej. Ale niestety, niektóre rzeczy po prostu nie są stworzone, by opuszczać kraj pochodzenia, a w przypadku Japonii, są całkiem zadowoleni z gromadzenia mnóstwa fantastycznych gier, mając niewielkie zainteresowanie dystrybucją ich dla mas. Weźmy na przykład te pięć.
5. Tales of Rebirth
Ze wszystkich JRPG-ów, które przez lata przyciągały uwagę Zachodu, Tales of Rebirth z pewnością przyciągnął kilka dodatkowych klików — z których wszystkie poczuły się zdradzone, gdy gra nigdy nie doczekała się lokalizacji po premierze. Popularność zdecydowanie była, a fani z zewnątrz praktycznie błagali Namco o dystrybucję tytułu gdzie indziej. Ale, podobnie jak w przypadku wcześniejszych części szanowanej serii — nigdy do tego nie doszło, a Japonia po prostu trzymała wieko szczelnie zamknięte, bez większej chęci odejścia od tego schematu. Tales of Rebirth, podobnie jak inne rozdziały serii Tales, używa swojego znaku rozpoznawczego systemu walki, znanego lokalnie jako Linear Motion Battle System (LMBS). Oprócz zdobycia dzięki temu ogromnej popularności, seria Tales zdobyła również uznanie fanów dzięki bogatej narracji, gdzie żadne dwie historie nie są nawet w przybliżeniu podobne. Tales of Rebirth posiadał jednak jedną z najlepszych opowieści, z przyjemną obsadą postaci i starannie dobranymi lokacjami. Jednak żadne błagania fanów nie zdołały przekonać Namco, by podzieliło się swoją pomysłowością z resztą świata. Smutne czasy.
4. Treasure Hunter G
Na długo przed połączeniem z Enix, Square trzymało się dość ścisłej rutyny, w której gry pozostawały wyłącznie na japońskim rynku. Jedną z tych gier był oczywiście taktyczny RPG z 1996 roku, Treasure Hunter G, który wydano wyłącznie na Super Famicom. Chociaż przed premierą gra miała trudności ze zdobyciem uwagi na skalę globalną, zachodnie rynki zdołały ją odkryć w późniejszych latach. Problem w tym, że Square dawno już przeszło do innych ugruntowanych dzieł, pozostawiając japoński ekskluzyw w cieniach roku ’96. Treasure Hunter G wykorzystuje system walki podobny do tych widzianych w innych grach na Super Famicom z końca lat dziewięćdziesiątych. Wyposażony w siatkę, turowe rozgrywkę i ustaloną liczbę Punktów Ataku, gracze mogą planować strategię przeciwko siłom wroga i dominować na mapie. Poza walką świat otwiera się z wieloma punktami orientacyjnymi do eksploracji wraz ze swoimi wspólnikami. Chociaż nic przełomowego, Treasure Hunter G był nadal dobrze dopracowanym małym klejnotem, który Square trzymał przez lata, zanim odrzucił go na rzecz innych świeżych IP.
3. Mother 3
To prawda, Game Boy Advance miał całkiem sporą bibliotekę wydań między 2001 a 2010 rokiem, z setkami (jeśli nie tysiącami) japońskich ekskluzywów zakorzeniających się na tym sprzęcie. Jedną z nich, chociaż dzielącą w pewnym stopniu swój świat, była Mother. Pierwsze dwie gry, chociaż pierwotnie wydane na Famicom w 1989 i 1994 roku, doczekały się w końcu portów na cały świat. W 2015 roku. Jednak jeśli chodzi o Mother 3, część z 2006 roku, developer Brownie Brown jeszcze nawet nie pomyślał o jej lokalizacji. Ale, sądząc po jej historii, zachodnie rynki wciąż mogą ją zobaczyć w przewidywalnej przyszłości. W 2031, może. Od premiery Mother 3, fani na całym świecie zwracali się do japońskiego developera o lokalizację najnowszego rozdziału, bez żadnego szczęścia. Z tego powodu, jeden konkretny entuzjasta stworzył fanowską wersję gry, która zebrała ponad 100 000 pobrań w ciągu tygodnia od jej premiery. Więc jasne, popyt istnieje, chociaż Brownie Brown jeszcze nie dostrzegł potencjału, który wisi nad zachodnim rynkiem.
2. Bahamut Lagoon
Zbliżając się do końca życia Super Famicom, Square starało się wypchnąć jak najwięcej pamiętnych przygód, zamykając jeden rozdział i torując drogę do następnego. Jednym z tych ostatnich etapów podróży był Bahamut Lagoon, taktyczny RPG, który miał zrewolucjonizować JRPG-i jak nigdy dotąd. I, wspierany przez niektórych ważnych graczy z Final Fantasy, wydanie na Famicom szybko przyciągnęło tłum i zdobyło lojalną bazę fanów jeszcze przed premierą. W 1997 roku Bahamut Lagoon sprzedał się w Japonii tuż poniżej 500 000 kopii, co uczyniło go 17. najlepiej sprzedającą się grą roku. Wysoko chwalony za oprawę wizualną, narrację i hipnotyzującą oryginalną ścieżkę dźwiękową, fani szybko okrzyknęli go jednym z najlepszych JRPG-ów swoich czasów. Kilka lat do przodu i nieoficjalna angielska wersja w końcu wyłoniła się z zakamarków sieci, skutecznie przyciągając zachodnie oko i wzmacniając popyt. Ale jeśli chodzi o oficjalne wydanie Square — nic nigdy nie doszło do skutku.
1. Live A Live

Proszę, Square. Minęło dwadzieścia siedem lat. Najwyższy czas.
Do tej pory pewnie zastanawiasz się, ile gier Square wydało na Famicom, które nigdy faktycznie nie opuściły Japonii. Ale jak miliony innych sfrustrowanych fanów, i my rozmyślaliśmy nad tym samym pytaniem, przy czym stosunek najprawdopodobniej przechyla się na naszą niekorzyść. Ale by dolać oliwy do ognia, jedno z największych dzieł wydanych na tym sprzęcie również było wydane wyłącznie tam. Mowa oczywiście o Live A Live, zbiorze rozdziałów RPG wydanym w 1994 roku. W przeciwieństwie do innych gier RPG swojej ery, Live A Live zanurzało palce w kilku światach zamiast w jednym. I, zamiast trzymać się wyłącznie jednego protagonisty z pojedynczym scenariuszem, Square skomponowało dziewięć różnych gier z ośmioma unikalnymi protagonistami. Połączone, Live A Live dało w rezultacie dobrze zbalansowany zbiór historii, które odważyły się być inne. Jednak nawet przy swoim innowacyjnym designie, zachodnie rynki nigdy nie otrzymały pełnoprawnego portu. Westchnienie. A ty? Jakie były twoje ulubione gry RPG z ery Famicom? Czy jest coś, co chciałbyś zobaczyć na zachodnich rynkach? Daj nam znać na naszych social mediach tutaj.