Recenzje
Recenzja Vholume (PC)
Mirror’s Edge spotyka MOTORSLICE w betonowej dżungli dystopijnego snu Afro‑Eurazji — surowym i biurokratycznym świecie, w którym polityczne ideologie zderzają się z buntami napędzanymi parkourem i śmiertelnymi wyczynami łamiącymi prawa fizyki. Jedno miejsce docelowe. Dziesiątki możliwych tras. Prosty cel, ale mnóstwo wyzwań stojących między tobą a tym nieuchwytnym szczytem. To wszystko dzieło silnego, choć nieprzewidywalnego koszmaru platformowego, który doskonale to rozumie.
Vholume nie jest typowym symulatorem biegu i strzelania; to elegancka i często okrutna przygoda, która nagradza cierpliwość i chwali kreatywność. To nie gra, która, jak Mirror’s Edge, stawia cię na właściwej drodze lub u stóp wieżowca oplecionego żółtą taśmą, abyś radośnie podążał za przerywaną linią. Raczej jest to gra, która nakłania cię do eksploracji możliwości i biomów pod ubitymi szlakami. Miejsce docelowe może być oczywiste, ale w żadnym momencie nie prosi cię, byś je ominął. Zamiast tego, zachęca, byś poświęcił czas na naukę języka parkour i na opanowanie sztuki ślizgania się i wspinania, aby gdy pojawi się ostatnia przeszkoda, nastąpi, możesz wzlecieć jak orzeł.

Choć Vholume przedstawia ci pewne podstawowe wątki fabularne i powód do wspięcia się po jego zrujnowane dzielnice, sama gra w dużej mierze opiera się na założeniu, że jeśli spędzisz zbyt długo rozwijając szczegóły i roztrząsając akcję, możesz nie zdołać przyciągnąć uwagi publiczności. W związku z tym wybiera łatwiejszą drogę — ścieżkę, która faworyzuje brutalną siłę, jedwabiście płynne przejścia świata zdominowanego przez parkour oraz gładkie i niemal mdło eleganckie mechaniki freerunningu. Po prostu nie ma zamiaru podawać ci historii na tacy, lecz raczej dać ci pomysł na nią, a następnie dać ci moc, byś potknął się przez scenariusz, koncentrując się na sercu i duszy doświadczenia.
Określić grę taką jak Vholume jako glorifikowany pakiet czasowo pokrytych sekwencji platformowych po prostu nie byłoby prawdziwe. Przyznajmy, że może dzielić wiele tych samych elementów z takimi tytułami jak STORROR, ale biorąc pod uwagę, że posiada historię — lekką fabułę odzwierciedlającą biurokrację i prawa obywatelskie w dystopijnym społeczeństwie — stanowi bardziej treściwą pozycję w dziedzinie parkour. Może nie jest na tej samej fali co Mirror’s Edge, ale nie stara się tego być. Robi to, co obiecuje, i daje ci szansę na wykorzystanie wewnętrznego akrobata. Czasem to wszystko, czego potrzebujesz, aby pobudzić krew i uruchomić tryby w twojej głowie na chwilę.

Vholume ma solidne podstawy. Choć jego zrujnowany świat jest melancholijny i nijaki, oferuje świetną okazję dla początkujących entuzjastów parkouru, aby sprawdzić swoją wytrzymałość w serii biomów pełnych platform. W podobny sposób jak Mirror’s Edge (z wyjątkiem szklanych i krwistoczerwonych oznaczeń, oczywiście), daje ci wolność wyrażania siebie poprzez moc dynamiki płynów i szybkiego ruchu. Zasadniczo możesz biegać, skakać, wspinać się i delikatnie muskać powietrze na wiele kreatywnych sposobów. I w większości właśnie to robisz w grze: przemykając przez otoczenie, eksperymentując z otoczeniem i opanowując podstawy parkouru, gdy świat zmienia tempo, a wyzwania stają się bardziej złożone.
Na szczęście, Vholume nie jest „kolejną” bezwstydną imitacją doświadczenia wolnego biegu z elementami grywalizacji. Wierny duchowi sportu, doskonale oddaje istotę płynięcia przez świat, z jedwabiście płynnymi animacjami, gładkimi przejściami i stylową realizacją, które, choć czasem wymagające, są zaskakująco satysfakcjonujące do oglądania, gdy stopniowo wędrujesz przez ruchy. Ponownie, jego świat może brakować oryginalnej sztuki i efektów wizualnych, ale dobrze korzysta ze swoich zrujnowanych korzeni, oferując mnóstwo betonu i pustych przestrzeni, które kształtują biurokratyczną elewację. Choć wizualizacje są jedynie dodatkiem, jeśli w ogóle; to rozgrywka jest sercem gry.

Jak już wspomniałem, w Vholume. jest sporo przeszkód do pokonania. Biorąc pod uwagę, że łatwo możesz przegapić rytm, spaść na nierówną platformę lub źle obliczyć skok przy naciśnięciu przycisku, gra prosi cię o przetestowanie szerokiej gamy kombinacji, aby osiągnąć pożądane wyniki. Czasami może wydawać się nieco onieśmielająca. Mimo to, gdy wszystko zaczyna się łączyć i tworzyć spójną linię, może to być wspaniałe — satysfakcjonujące, nawet. I to jest coś, na co warto czekać tutaj: idealna linia.
Ponownie, nie mogę powiedzieć, że istnieje genialna historia w tym wszystkim, ponieważ ostatecznie wydaje się, że fabuła została celowo zaprojektowana jako dodatek, a nie rozwinięty element całego doświadczenia. Mimo to, przy tak niskiej liczbie gier parkourowych na rynku, jestem gotów przyznać jej zasłużone uznanie. Vholume może nie zapewnia efektu wow w swojej narracji, ale dostarcza wszechstronne doświadczenie parkour, które jest zarówno ekscytujące, jak i dziwnie wymagające. Co ważniejsze, wypełnia lukę na rynku. Bo przyznajmy, jeśli jest jakiś sport, który potrzebuje większego uznania, to parkour. Wygląda na to, że IronEqual po prostu daje ludziom to, czego chcą.
Werdykt

Vholume łączy wysokiego ryzyka, płynny parkour z Mirror’s Edge z estetyką betonowej dżungli MOTORSLICE , dostarczając melancholijną kolekcję sekwencji, które przyspieszą twoje serce i rozruszają palce przy spustach. Mimo braku solidnej fabuły czy obsady dobrze napisanych postaci, utrzymuje się jako w pełni funkcjonalne, podstawowe doświadczenie parkour, które nie tylko wypełnia ogromną lukę w tej dziedzinie, ale także oferuje śliską, płynną, satysfakcjonującą i zaskakująco wymagającą głęboką przygodę w politycznie wątpliwym archipelagu asfaltu i ziemi.