Recenzje

Recenzja Sea of Stars (Xbox Series X|S, PlayStation 5, Switch i PC)

Zaktualizowano on

Odkąd złota era wiernego SNES-a powoli zaczęła zmierzać ku nowemu początkowi na szerszą skalę, tęskniłem za powrotem do tych przytulnych korzeni na nowoczesnym sprzęcie. Na szczęście, moje życzenie zostało spełnione, gdy Sea of Stars — sentymentalna miłość do gier RPG z czasów turn-based — w końcu ukazała się na systemie pod koniec sierpnia. Okazało się, że te wewnętrzne marzenia w końcu znalazły muzę, aby zrobić drugi występ — i to na Nintendo Switch, nie mniej. Jak to się stało, że gwiazdy musiały mieć to wszystko zaplanowane od samego początku, i to w postaci morskiej wersji tych gwiazd, która przywiodła mnie prosto do mojego dzieciństwa.

Przyznaję, że jest wiele rzeczy do rozpakowania w Sea of Stars, zwłaszcza w dziale postaci, który, gdy się go rozwinie i wyłoży na widok publiczny, jest dość pokaźny, delikatnie mówiąc. Nie znaczy to jednak, że to psuje jakość, bo Sea of Stars jest, gdy wszystko się skończy, uroczym numerem, który przywołuje fantastyczne, pikselowe krajobrazy do świata, który jest wyraźnie pełen lore i cudów. I to ledwie drapie powierzchnię.

Po spędzeniu dużej ilości czasu na wędrówkach przez idylliczne wody i bujne trawniki wyspy Evermist i okolicznych regionów, mogę bezpiecznie powiedzieć, że mój czas jako wojownik Solstice zbliża się do kulminacji. Pytanie brzmi, czy cieszyłem się z procesu wznoszenia, czy to było po prostu gaszenie pragnienia, aby odeprzeć tę ciągle kuszącą potrzebę znalezienia czegoś nostalgicznego? Wpuśćmy się w to.

Witaj, Dziecko Solstice

Sea of Stars opowiada o dwóch młodych przyjaciołach, Zale i Valere — początkujących bohaterach, którzy pragną zostać wojownikami Solstice i opanować sztukę magii — w ich wspólnej wyprawie, aby zmierzyć się z złym tyranem znanym jako The Fleshmancer. Pchnięci pragnieniem, aby pojąć podstawy i techniki nauczane przez Akademię Zenith, elitarną szkołę zbudowaną w nadziei na wykuwanie potężnych wojowników starych i nowych, Zale i Valere wyruszają na misję, aby opanować podstawy i techniki. I to właśnie tutaj zaczynasz swoją podróż: wybrany, aby zostać wojownikiem Solstice, ale z latami treningu bojowego do przeżycia wcześniej. O, i szycie; dobry wojownik Solstice musi również umieć szyć.

Wczesne partie gry są podzielone na krótkie serie budowania świata, rozwoju postaci i ustawiania sceny dla serii większych wydarzeń. Prawdziwie w duchu 16-bitowych korzeni SNES-a, wprowadza większość swojego materiału przez interakcje oparte na tekście i strawne, turn-based combat. Nie jest to nic rewolucyjnego, choć jego znajomość jest tym, co czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym — zwłaszcza dla tych fanów lat 90., którzy tęsknili za powrotem do sprite-owego Shangri-La przez lepszą część dwóch dekad lub więcej.

Deja vu

Jeśli chodzi o grę, Sea of Stars jest, mniej więcej, standardową grą RPG z turn-based, komplet z wszystkimi tymi samymi dzwonkami i gwizdkami, które z radością przeszliśmy setki razy wcześniej. Oprócz ogólnego eksplorowania i wspinania się po dungeonach, doświadczenie składa się również z interakcji z obywatelami w celu uzyskania głębszych wglądów w historię świata i ukończenia niektórych puzzle, aby przejść głębiej w kluczową część dungeonu lub regionu. Znowu, jest to wszystko podręcznikowe, co jest powodem, dla którego ktokolwiek, kto choćby przelotnie przeglądał klasyczne SNES, będzie miał podstawowe zrozumienie, jak to wszystko działa. Znowu — nie mam zastrzeżeń.

Dwaj Bohaterowie, Jeden Cel

Niezależnie od tego, kto zostanie wybrany do gry, masz gwarantowaną okazję, aby być muchą na ścianie podczas ich podróży. I będę szczery, to właśnie ta serdeczna przyjaźń między oboma bohaterami jest tym, co naprawdę niesie historię; jest płynna, serdeczna i nawet nieco emocjonalna od czasu do czasu. Dodaj do tego fakt, że przepływ wiadomości jest również wspierany przez hipnotyzującą ścieżkę dźwiękową, która jest równie nostalgiczna, co podnosząca na duchu, i masz wszystkie podstawowe składniki, aby sformułować natychmiastowe połączenie z milionami entuzjastów 16-bitowych.

Byłem Tutaj Przedtem

Nazywanie Sea of Stars czymś innym niż hołdem dla niektórych powszechnie uczczonych hitów ery SNES nie byłoby niesprawiedliwe. W rzeczywistości, staje się coraz bardziej oczywiste od samego początku, że jest dokładnie tym — i robi wszystko, co w jego mocy, aby wznowić płomień, który pojmał tak wiele serc trzydzieści lat temu, jeśli nie przez pikselowany świat, to przez kojącą ścieżkę dźwiękową i elegancki klimat. Wszystko to jest tam, i udaje się sformułować krainę, która nie tylko jest nostalgiczna dla weteranów, ale także dostępna dla nowicjuszy.

Werdykt

Będę jednym z pierwszych, którzy przyznają, że historia i jej różne punkty fabularne nie są szczególnie dramatyczne ani w najmniejszym stopniu przekonywające, jest coś niesamowicie atrakcyjnego w świecie Sea of Stars i jego wielu aspektach. Mechanicznie, gra jest tak dobrze, jak można się spodziewać od gry z turn-based i nakładką pikselową — i to jest, wiadomo, w porządku. Prawda jest taka, że nie robi nic więcej, niż można się spodziewać — co oznacza, że możesz wykonać wszystkie ciosy i przewidzieć przystanki bez konieczności wchłonięcia skomplikowanych krzywych uczenia.

Wbrew swojej dość elementarnej historii, Sea of Stars jest nadal cały ocean zabawy, i nie wspominając o tym, że jest czymś, co każdy stary szkoła SNES die-hard będzie chciał odwiedzić — jeśli tylko po to, aby zaspokoić ten post-heyday swędzenie między cięższymi IP. Oczywiście, jeśli jesteś nowy w niszy rynku słodkich sprite’ów i ustrukturyzowanego turn-based combat, to prawdopodobnie znajdziesz kilka innych hołdów, które tickają te same pola co Sea of Stars. Jednak jest coś niesamowicie satysfakcjonującego i serdecznego w świecie wojowników Solstice, i kłamałbym, gdybym powiedział, że nie cieszyłem się z przyjaźni między Zale i Valere równie mocno, jak z jakiegokolwiek innego duetu na rynku gier indie.

Recenzja Sea of Stars (Xbox Series X|S, PlayStation 5, Switch i PC)

Sięgnij po Igłę

Sea of Stars jest tak nostalgiczny, jak i przytulny, i robi fantastyczną robotę, ożywiając wszystko, co znamy i kochamy z ery SNES — co jest błogosławieństwem samo w sobie. Oczywiście, jest to trochę znajome, ale na końcu dnia, jeśli możemy mieć okazję, aby wrócić do lat 90. na krótko, to hey — zapisz nas na kolejną rundę.

Jord pełni funkcję lidera zespołu w gaming.net. Jeśli nie rozwleka się w swoich codziennych listach artykułów, to prawdopodobnie pisze powieści fantasy lub przegląda Game Pass w poszukiwaniu wszystkich przeoczonych indie.