Recenzje
Recenzja Escape From Lava (PC)
U podstaw wszelkiego zła leży bezdenna otchłań laserowych promieni i nieprzewidywalnych dronów, kolumny z kolcami i metropolia na skraju katastrofy wywołanej przez lawę. A ja, choć niechętnie w to wierzę, nie mam wyboru, jak tylko przebijać się przez to wszystko wiotkim ciałem, próbując dotrzeć do helikoptera, który czeka na najwyższym punkcie najwyższej wieży. Między mną a wolnością stoją nieumarłe potwory, które mają moc wywrócić mnie z nóg i strącić w ognistą otchłań, a także niezliczone tory przeszkód i barbarzyńskie machiny, wszystko to sprzysięgło się przeciwko mnie w godzinie, która może być moją ostatnią. Cel jest prosty: Escape From Lava. Jednak wydostanie się stamtąd jest prawdopodobnie jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakich kiedykolwiek będę musiał dokonać. Jak u licha wpadłem w tę sytuację? Będąc zupełnie szczerym, Escape From Lava nie jest wizualnie pociągający dla oka. Miasto, które próbuje oddać, jest raczej gorączkowym koszmarem nieporadności — śmietniskiem bloków, unoszących się filarów i nielogicznych obiektów, które nie mają stałego miejsca w wybranym biomie. To rodzaj toru przeszkód, którego nie chciałbyś podejmować, by podnieść pewność siebie; to wyraźnie inny rodzaj próby — unosząca się wyspa, gdzie jeśli nie zabije cię lawa, to kiepska mechanika dołoży wszelkich starań, by umniejszyć twoje umiejętności. Mówiąc najprościej, to miejsce, w którym potajemnie wysłałbyś swoich najgorszych wrogów, jeśli nie po to, by być świadkiem ich upadku, to by kąpać się w ich zmiennych emocjach, gdy bezmyślnie próbują uciec przed nieuniknionym.
Podłoga Jest Lawą
Jeśli grałeś wcześniej w klasyczną szkolną zabawę, wiesz, jak to działa: lawa rozprzestrzenia się z jednego obszaru na drugi, a ci, którzy zostali w tyle, muszą przedostać się przez teren do punktu wyjścia. Punkt wyjścia znajduje się oczywiście na wierzchołku lądowiska dla helikopterów po drugiej stronie piaskownicy — ognistego świata, który, z nieznanych nam powodów, ma znacznie więcej niż tylko kilka dziwnie rozmieszczonych budynków. Oprócz kruszących się ścian i niszczejących konstrukcji świat także gości hordę zombie — wrogów, którzy, dość irytująco, mogą strącić cię z krawędzi szczytu w mgnieniu oka — oraz mnóstwo przeszkód rodem z Total Wipeout, takich jak wahające się ostrza, ogrodzenia z drutu kolczastego, działa wyrzucające kule ognia i żmudny worek sztuczek, do których z pewnością zapałaś nienawiścią po kilku minutach gry. Oczywiście, gdyby ruchy były płynne, a sterowanie ogólnie spójne, żadna z tych rzeczy nie stanowiłaby problemu. A jednak Escape From Lava stawia przed graczem niezwykle frustrujące wyzwanie: rozgryzienie, jak podejść i przechytrzyć jego wewnętrzne mechanizmy. Weźmy na przykład zombie. Co dziwne, możesz użyć narzędzia, by je atakować, a także burzyć ściany i przesuwać obiekty. Mimo to, nawet jeśli jesteś w pewnym stopniu skuteczny z wybranym narzędziem, nieumarli rzadko wydają się reagować na twoje wysiłki. Dziewięć razy na dziesięć te mięsiste bestie raczej zwalą cię z nóg, niż poniosą konsekwencje twoich działań. I nazwę to po imieniu: absolutny koszmar.
Roztopiona Mechanika
Nie mogę powiedzieć, że Escape From Lava jest trudną grą, ale kiepski układ poziomów i niedopracowana mechanika sprawiają, że nawet najprostsze manewry są trudne do wykonania. Skok, na przykład, powinien być łatwym ruchem. Jednak ja osobiście odkryłem, że kilka platform było zbyt daleko od siebie, by je pokonać, nawet przy idealnie wymierzonym susie. A ciągłe opóźnienia wymieszane z wątpliwymi rezultatami często prowadziły raczej do frustracji niż rozrywki, niestety. Smutne, że towarzyszyło mi to w podobny sposób od momentu wejścia do gry aż do chwili wejścia na pokład helikoptera — i to nie było fajne. Wystarczy powiedzieć, że z odpowiednią ilością pracy i odrobiną dodatkowego czasu w piekarniku, Escape From Lava mogłoby stać się czymś znacznie lepszym. Nie jest jeszcze całkiem na tym etapie, zważywszy na całe zamieszanie wokół jego trzeciorzędnej egzystencji, ale chciałbym wierzyć, że wciąż jest dla niego nadzieja. Jeśli na przykład uda się wyczesać absurdalnie duże hitboxy zombie, a także wyprostować sterowanie, by wszystko wydawało się nieco bardziej dopracowane i mniej drewniane, to tak, może być warto do tego wrócić. Na razie jednak nie mogę powiedzieć, że gra jest warta zachodu.
Werdykt
Escape From Lava zostanie ze mną na długo — choć może nie z najlepszych powodów. Jestem raczej sfrustrowany, bo choć udało mi się kilkukrotnie uciec z rozpalonych czeluści jego płonącej piaskownicy, nigdy nie czułem się naprawdę usatysfakcjonowany ani że dokonałem czegoś wielkiego. To trochę jak projekt z niedokończonego game jamu — produkt, który, choć w dużej mierze nadający się do gry, nigdy nie wyszedł z fazy alfa i nie stał się niczym więcej niż standardowym prototypem. Nie zrozumcie mnie źle, ma swój własny, specyficzny zestaw szablonowych komponentów i wciąż udaje mu się dostarczyć doświadczenia, które zapada w pamięć, mimo że wszystkie karty są przeciwko niemu. Ale to, łagodnie mówiąc, wściekle pod górkę. Oczywiście, jeśli lubisz podejmować wyzwania, bez względu na ich rozmiar czy poziom złożoności, możesz się tu całkiem nieźle bawić. Nie mogę powiedzieć, że poczujesz się lepiej ze swoją decyzją, ale z pewnością da ci to powód do uśmiechu, gdy dołożysz wszelkich starań, by ustabilizować sytuację i pogodzić się ze swoim losem, czy to na pokładzie helikoptera zlany potem, czy na dnie lawowej czeluści przytłoczony niedowierzaniem i żalem.
Recenzja Escape From Lava (PC)
Let It Burn
Escape From Lava conceives a simple idea, but sadly loses sight of its own potential in the first wave with a volcanic core of shoddy mechanics, irritating level designs, and tedious gameplay that winds up leaving almost too much to be desired.