Najlepsze
5 gier wideo, które karzą cię za bycie słabym
Nie możemy mówić w imieniu wszystkich, ale z pewnością zgodzisz się, że przypominanie o tym, jak słaby jesteś w grze wideo, nie jest najbardziej motywującą rzeczą na świecie. Wręcz przeciwnie, jest to raczej przygnębiające i rodzi pytanie: dlaczego właściwie niektórzy deweloperzy wciąż implementują taką bezwzględność w swoich grach? Cóż, o to właśnie chodzi. Okazuje się, że spora liczba graczy faktycznie lubi być wyśmiewana lub dostawać po łapach za porażkę. Być może to właśnie potrzeba pokonania wyzwania ich napędza. Na przestrzeni lat widzieliśmy całą masę gier, które śmiały się z nas za to, że… próbowaliśmy odnieść sukces. Mimo to, żadna nowa gra nawet nie zbliżyła się do bycia tak celowo pretensjonalną jak te pięć.
5. Sifu
To zabawne, bo na powierzchni Sifu nie jest taką groźną grą. A przynajmniej wizualnie nie jest aż tak groźna, ponieważ składa się głównie z kreskówkowej grafiki i żywych tła. Ale jej walka, będąca nieprzebaczającym bijatykiem, jakim ta gra jest, jest bardzo daleka od nieszkodliwości. I zbiera swoje żniwo, szczególnie jeśli jesteś w niej słaby i nie możesz zrozumieć jej systemu walki. W Sifu karą za nokaut od przeciwnika jest utrata kolejnego roku życia. Co gorsza, im częściej zostajesz znokautowany, tym bardziej rośnie twój licznik starzenia, co oznacza, że możesz się zestarzeć o trzydzieści czy czterdzieści lat w ciągu kilku poziomów. A ponieważ nie ma powrotu po rozpoczęciu kampanii, jesteś praktycznie zmuszony do opanowania gry, nie przekraczając limitu wieku 70 lat. Konkluzja jest taka, że jeśli jesteś słaby w Sifu, będziesz musiał zaczynać wszystko od nowa… i od nowa… i od nowa, aż w końcu ci się uda.
4. Dark Souls
Z pewnością nie jest tajemnicą, że Dark Souls to trudna gra; praktycznie utrwaliła swoje miejsce wśród najtwardszych gier na świecie za sprawą nieprzebaczającego systemu walki. Ale tym, co czyni serię dwukrotnie bardziej uciążliwą, jest jej zdolność do wyśmiewania cię za bycie słabym. I pomyśleć, że konieczność znoszenia niekończących się przerywników, które wyświetlają się za każdym razem, gdy giniesz, jest, szczerze mówiąc, najmniejszym z twoich problemów. Jak się przekonasz, porażka w Dark Souls oznacza utratę części procentowego paska zdrowia. W miarę jak stajesz się bardziej Wydrążony, twoje życie stopniowo skurczy się do resztek, skutecznie sprawiając, że wrogowie stają się dwukrotnie trudniejsi do pokonania. Stajesz się słaby i w końcu wszystko zamienia się w monotonną harówkę, by wspiąć się z powrotem na znośną pozycję. To nieustająca rozrywka, czysta i prosta. A jednak jest to po części powód, dla którego wskaźnik ukończenia gry jest astronomicznie niski. Pomyśl tylko.
3. Hellblade: Senua’s Sacrifice
Nie ma nic gorszego niż ciągłe przypominanie o tym, jak słaby jesteś w grze. Hellblade: Senua’s Sacrifice, na przykład, całkiem nieźle sprawia, że czujesz się bezwartościowy za każdym razem, gdy upadasz w walce. Dzięki zgniliznie, która za każdą porażką powoli pokrywa kolejny fragment ramienia Senuy, jesteś na zawsze przypominany, że niezależnie od tego, jak dobrze ci idzie, szanse są takie, że i tak w końcu poniesiesz porażkę. Dobra wiadomość jest taka, że wbrew powszechnemu przekonaniu, w Hellblade nie ma faktycznej permanentnej śmierci. Nie oznacza to, że możesz sobie hasać bez żadnych trosk. Ale oznacza to, że możesz stopniowo posuwać się naprzód w fabule, nie martwiąc się o konieczność zaczynania od początku. Mimo to, przypominanie o braku postępów nigdy nie jest dobrą rzeczą.
2. Guitar Hero
Podobnie jak w prawdziwym życiu, nauka gry na gitarze w wirtualnym studiu nie następuje z dnia na dzień. Problem w tym, że nauka gry na wspomnianej plastikowej gitarze z kolorowymi przyciskami wiąże się z ponoszeniem konsekwencji. A mówiąc o konsekwencjach, mamy na myśli tłumy wściekłych fanów, które wolałyby wygwizdać cię ze sceny za bycie słabym, niż być choć trochę wspierające wobec twoich decyzji o trafianiu w niewłaściwe akordy. I cholera, jeśli masz problem z wygryzieniem jednego solo – to się o tym przekonasz. Na szczęście Guitar Hero zawsze było wyrozumiałe, jeśli chodzi o takie rzeczy jak samouczki i próby. Ale jeśli chodzi o granie na żywo na scenie, kilka złych nut może zwrócić całą widownię przeciwko tobie, powodując nagłe zakończenie piosenki i praktycznie wyrzucenie cię ze sceny przez tłum. Dobra wiadomość jest taka, że jest tryb łatwy; lubimy ten tryb. Tryb łatwy jest dobry.
1. Singstar
Szczerze mówiąc, nie ma nic gorszego niż wyśpiewywanie swoich ulubionych utworów w przypływie radości, tylko po to, by otrzymać komunikat, że jesteś praktycznie głuchy muzycznie i że każda zaśpiewana przez ciebie nuta była o mile oddalona od oryginału. W przypadku Singstar, starej, ale dobrej serii karaoke, gra informuje cię, kiedy nie umiesz śpiewać, i robi fantastyczną robotę, przypominając ci o tym, odtwarzając każdą pojedynczą nutę, którą spieprzyłeś podczas piosenki. Czy to w jakikolwiek sposób łagodzi ból? Meh. W każdym razie, włączenie któregokolwiek z tytułów Singstar w najłatwiejszym trybie pozwala ci na mruczenie melodii i wciąż zdobywanie całkiem wysokiego wyniku. Spróbuj jednak śpiewać w jednym z trudniejszych trybów, a szybko przekonasz się, jak bezwzględna potrafi być ta gra. Czy umiesz śpiewać? Może. Czy Singstar to wzmocni, mówiąc ci, jak dobrą robotę wykonujesz? Ani przez milion lat. Singstar nie chce, żebyś śpiewał – chce zranić twoje uczucia. A więc, co o tym myślisz? Zgadzasz się z naszą piątką? Daj nam znać na naszych social mediach tutaj lub w komentarzach poniżej.