Recenzje
Recenzja Day of the Shell (PS5, Xbox Series X|S, PC, Switch)
W dzisiejszych czasach nie brakuje gier roguelike. Prawdopodobnie uniknąłeś już niezliczonej ilości kul, przeszedłeś przez proceduralnie generowane poziomy i zbierałeś różnego rodzaju losowe łupy. Jednak czasami pojawia się gra, która naprawdę wyróżnia się. To właśnie robi Day of the Shell, i nie tylko ze względu na mutowane skorupiaki z laserami.
Została stworzona przez Craterhead Studios, Day of the Shell łączy akcję bullet hell, szybkie rozgrywki roguelike i niespodziewanie emocjonalną historię sci-fi. Dodatkowo, ma wyjątkowy styl artystyczny, który gdzieś pomiędzy neonowym błotem a pikselowanym paliwem do koszmarów. Krótko mówiąc, jest to dziwne i dzikie, i jakoś to działa. Czy jest to muszla warta otwarcia, czy tylko kolejna kropla w oceanie? Zobaczmy.
Historia

Day of the Shell ustawia ton. Budzisz się w zalanym, zardzewiałym obiekcie wojskowym bez pamięci, otoczony przerażającymi pozostałościami świata, który dawno temu został podbity. Zamiast zombie lub obcych, upadek Ziemi był dziełem Muszli, siły biomechanicznej składającej się z hiperewolucyjnych morskich stworzeń. Jest to równie dziwne, jak to brzmi, i przyciąga cię od razu.
Grajesz jako Shellwalker, ludzki hybrydowy ocalały wyposażony w pancerz muszlowy i tajemniczą więź z najeźdźcą siłą. Twoim celem jest walka przez pozostałości cywilizacji, odtworzenie Twojej przeszłości i może nawet znalezienie sposobu na zakończenie panowania pazurów i korupcji. Myśl o Teenage Mutant Ninja Terrors, ale z odrobiną Returnal i Sundered.
Środowiska są bogato zróżnicowane: zatopione miasta przejęte przez koral, świecące stacje badawcze na głębokiej wodzie i świątynie skorupiaków pochowane pod uskokami tektonicznymi. A każda biom opowiada historię. Historia środowiskowa jest silna, zniszczone billboardy, migające terminale i zatopione dzienniki sugerują upadek ludzkości bez zalewania ekspozycji. Jest to subtelne, ale skuteczne.
Rozgrywka

W swojej istocie Day of the Shell to strzelanka roguelike z ciasnymi kontrolami twin-stick. Myśl o Nuclear Throne spotkał się z Enter the Gungeon, ale z odrobiną sci-fi skorupiaków. Każdy bieg rzuca cię w proceduralnie generowane środowiska, od zatopionych systemów metra po korallowo zainfekowane wieżowce, każde wypełnione wrogami, którzy ewoluują między przejściami.
To, co ją wyróżnia, jest Systemem Muszli. Twoja postać może podnieść różne mechaniczne “muszle” w trakcie biegu, każda z nich dająca nowe umiejętności, bronie i modyfikatory. Niektóre zwiększają prędkość i szansę na krytyczne trafienie, a inne zamieniają cię w wolno poruszający się czołg z łańcuchowymi szponami. Każda muszla ma swoje mocne i słabe strony oraz unikalne drzewo umiejętności, które możesz budować podczas biegu. Możesz przenosić tylko jedną na raz, więc wybór jest kluczowy. To inteligentny system ryzyka i nagrody, który sprawia, że każda decyzja ma znaczenie.
To tworzy znaczące podejmowanie decyzji, które idzie znacznie dalej niż upuszczenie broni. Czy idziesz za bezpieczną opcją, którą opanowałeś, czy przełączasz się na coś nowego w nadziei na kontratakowanie brutalnego bossa, który czeka dwa poziomy dalej? To ryzyko i nagroda zrobione dobrze, i sprawia, że każdy bieg czuje się świeży. Bosserzy to kolejny punkt kulminacyjny. Są duzi, dziwni i całkowicie niepohamowani. Od krewetki, która teleportuje się i przechodzi przez ściany, po skorupiaka, który strzela minami opartymi na atramentach, każda walka to widowisko. Wzorce są naucalne, ale będziesz pocić się na końcu każdego spotkania, dosłownie i w przenośni.
Młyn, który nie czuje się jak młyn

Postęp w Day of the Shell jest satysfakcjonujący, nie będąc zbyt karzącym. Po każdym biegu, wygranej lub przegranej, zarabiasz walutę Shell Cores, którą możesz użyć do odblokowania nowych muszli, stałych wzmocnień statystycznych i lore świata. Budujesz również stopniowo swoją bazę, zatopiony dok, który stał się hubem oporu. To inteligentny sposób, aby cię zaangażować, nawet po ciężkim biegu.
I chociaż gra nie oferuje tradycyjnych punktów kontrolnych, możesz odblokować sygnały muszlowe, które pozwalają ci ominąć wczesne poziomy po kilku udanych przejściach. To inteligentne kompromis, jeden, który szanuje formułę roguelike, ale unika niepotrzebnej powtarzalności. Istnieje również tryb Nowa Gra Plus, który jest odblokowany po pierwszym pełnym przejściu. Ten dodaje modyfikatory mutacji do każdego typu wroga, zagrożeń środowiskowych i nawet losowych systemów uszkodzeń muszli. To chaotyczne we wszystkich dobrych sposóbach i dodaje jeszcze więcej warstw wyzwania dla hardcore’owych graczy.
Pikselowe wibracje i dźwięk, który trafia

Po pierwsze, Day of the Shell nie zmierza do realizmu, idzie za atmosferą, i absolutnie ją trafia. Zamiast wysokiej jakości grafiki, gra opiera się na pikselowanym sztuce, z gładkimi animacjami, nastrojowym oświetleniem i podwodną paletą kolorów, która daje wszystkiemu dziwne, świecące wrażenie. Zauważysz świecący koral, który pulsuje, oczy wrogów, które migają z zamiarem, i mokre powierzchnie metalu, które świecą wystarczająco, aby czuć się żywym, bez przeciążania ekranu.
Co więcej, każdy obszar ma swoją własną tożsamość. Na przykład, zatopione megamiasto to wszystko zimne stal, złamane ściany i zawalające się dachy, podczas gdy głębinowe laboratoria badawcze czują się ciche i napięte, oświetlone tylko migającymi czerwonymi światłami i wypełnione uczuciem, że coś nie jest całkowicie w porządku. Krótko mówiąc, każda biom czuje się ręcznie wykonana i wyjątkowa, co utrzymuje grę świeżą za każdym razem, gdy wracasz.
Potem jest dźwięk, który łączy wszystko. Muzyka zmienia się w zależności od tego, co się dzieje, cicha i niespokojna podczas eksploracji, a następnie pulsująca z intensywnymi elektronicznymi bitami, gdy walka się zaczyna. Nie jest tak agresywny, jak DOOM Eternal, ale nadal utrzymuje cię na skraju w odpowiedni sposób.
Dodatkowo, projekt dźwięku dodaje warstwę strategii. Możesz usłyszeć wrogów, zanim się pojawią, dając ci wystarczająco czasu, aby zareagować. Nawet kroki twojej muszli brzmią inaczej w zależności od podłogi, metalu, wody lub piasku. Te małe szczegóły mogą nie wydawać się dużo na początku, ale sumują się do świata, który czuje się żywy, responsywny i całkowicie immersyjny.
Postęp, Lore i Dlaczego Wrócisz

Każdy raz, gdy upadasz w Day of the Shell, to nie jest tak naprawdę strata. To dlatego, że każdy nieudany bieg zarabia ci walutę Shell Cores, którą możesz użyć z powrotem w bazie, aby odblokować nowy sprzęt, ulepszyć swoją muszlę lub zdobyć plany dla potężnych broni. To znany cykl roguelike, tak, ale jest to zrobione dobrze. Zawsze czujesz, że idziesz do przodu, nawet gdy ocean cię rozgniata.
Im więcej grasz, tym więcej się otwiera. Istnieje tryb Nowa Gra Plus, który rozbudowuje wyzwania z modyfikatorami korupcji, losowymi efektami, które zmieniają się za każdym poziomem, i popycha twoje refleksy do granic. Będziesz musiał przełączać muszle w trakcie walki, adaptować się na lat, i uczyć, które budowy pasują do jakich zagrożeń. To trudne, ale to dobre trudne, to, które sprawia, że chcesz wrócić od razu. Jeśli grałeś w gry takie jak Hades lub Dead Cells, będziesz się czuł jak w domu.
Ale Day of the Shell nie tylko kwitnie na grze. To, co nas naprawdę zaskoczyło, to jak emocjonalna i warstwowa staje się historia. Nie jesteś tylko strzelaniem do mutantów, jesteś kopaniem w osobistą zagadkę. Przez dzienniki audio, rozproszone notatki i ciche cutscenki, zaczynasz składać większy obraz. Jest poruszony ruch oporu, skręcone eksperymenty i postać niosąca ciężką stratę. To ciemne, tak, ale jest to obsługiwane z dbałością.
Aby być jasnym, nie próbuje być The Last of Us. Nie musi być. Pisanie jest ostre, tematy wokół pamięci i tożsamości naprawdę lądują, i jeśli przepchniesz się do prawdziwego zakończenia, jest prawdziwa emocjonalna zapłata. I tutaj jest najlepsza część: jeśli nie jesteś w lore, to też jest w porządku. Możesz pominąć części historii i po prostu skupić się na rozgniataniu wrogów, ulepszaniu swojego ładunku i sprawdzaniu, jak daleko możesz dojść. Ale jeśli jesteś typem gracza, który kocha polowanie na wskazówki i składanie świata, Day of the Shell ma niespodziewanie dużo do zaoferowania.
Kolce w koralu

Day of the Shell może być frajdą, ale nie zawsze gra ładnie. Gra rzuca cię w chaos jak nowicjusza wrzuconego do akwarium z rekinem z niczym więcej niż tylko snorklem i marzeniami. Jeśli jesteś nowy w bullet hell, spodziewaj się umrzeć. To część uroku lub traumy, w zależności od twojego poziomu cierpliwości.
Inny mały problem? Nie ma trybu multiplayer. Podczas gdy projekt solo jest tight i skupiony, trudno nie wyobrazić sobie, jak zabawnym mógłby być tryb kooperacyjny – dwóch graczy łączących muszle na dzikie kombinacje, współpracujących przy bossach i dzielących się zasobami w trakcie biegu. To nie jest dealbreaker, ale tutaj jest nadzieja, że Craterhead Studios ma coś takiego w zanadrzu na przyszłą aktualizację lub sequel.
Jednak pomimo małych problemów, Day of the Shell świeci tam, gdzie się liczy. Mogłaby być po prostu kolejnym dziwnym konceptem indie, zmutowanym morzem, neonowym błotem i pikselowanym paliwem do koszmarów. Zamiast tego, dostarcza szybką, skupioną grę roguelike, która jest zarówno mechanicznie bogata, jak i niespodziewanie emocjonalna. System muszli nie jest tylko gadżetem, jest kręgosłupem gry, która nagradza eksperymentowanie. Projekt świata pozostaje świeży, wyzwanie utrzymuje cię zaangażowanego, a historia? Subtelna, ale niespodziewanie potężna.
Więc czy jesteś tu dla głębokiej lore, chrzęstnej walki, czy po prostu chcesz strzelać do skorupiaków ze stylem, Day of the Shell jest absolutnie warte twojego czasu. Jeśli szukasz swojej następnej uzależnienia roguelike, rozważ to jako muszlę, która musi zostać otwarta.
Wyjątek: Nie tylko gadżet









