Recenzje
Recenzja gry Crazy Chicken Kart 4 (PC)
Mimo ciągłego i, bądźmy szczerzy, niepowstrzymanego strumienia nowych tytułów wyścigowych, które często wylatują z domowego wydechu sceny racingowej, miło widzieć, że jeden emeryt wciąż sobie kroczy — Crazy Chicken Kart, serię, która odciska swoje piętno na asfalcie od niecałych dwudziestu pięciu lat. I to nawet nie biorąc pod uwagę innych tytułów, które ma na koncie; by nie zapomnieć, że Crazy Chicken przyniósł też kilkanaście lub więcej gier side-scrollingowych, strzelnic, i tytułów VR na mnóstwo platform. Ale tu i teraz, chodzi o Crazy Chicken Kart 4, miękkie odrodzenie oryginalnej serii, która zamknęła drzwi w 2007 roku. Jest rok 2025, więc realistycznie rzecz biorąc, gier wyścigowych jest bez liku, a szanse na znalezienie takiej, która nie przyjmuje typowych, podręcznikowych dodatków, są jak szukanie igły w stogu siana. Ale jest i dobra strona: Crazy Chicken Kart, a właściwie samo IP, ma już ugruntowaną reputację jako niezwykle wszechstronna platforma, co oznacza, że choć najnowsza odsłona spin-offu skupionego na kartingach wpada pod ten sam parasol co wiele popularnych tytułów *ekhem* Mario Kart *ekhem*, to szanse, że zostanie skrytykowana za bezczesną próbę zarobku, są znikome lub żadne. Ale to niekoniecznie oznacza, że jest skazana na sukces. Jak w każdej serii obejmującej wiele rozdziałów, jest mało prawdopodobne, że każdy segment automatycznie zaowocuje takim samym kopciuszkiem jak poprzednie iteracje. Kiedy w zeszłym tygodniu usiadłem za kierownicą, miałem w głowie dwa proste pytania: czy cokolwiek się zmieniło od ’07 roku i jak to stado wciąż gdacze po blisko trzydziestu latach?
Stado Się Rozrosło
Aby rozwiać tę dręczącą wątpliwość — tak, Crazy Chicken Kart 4 to krok we właściwym kierunku dla serii. Jest to krok we właściwym kierunku głównie dlatego, że nie kopiuje bezmyślnie i nie wkleja tych samych komponentów do swojej struktury, lecz decyduje się na podejście miękkiego rebootu — taktykę, która skutecznie zmodernizowała podstawowe mechaniki, aby rozgrywkę było łatwiej opanować, a także poprawiła różne aspekty jakości życia w ogólnym interfejsie gry. Nie zrozumcie mnie źle, minęło osiemnaście lat i to wciąż ta sama stara historia, ale z większą liczbą torów do przebrnięcia, postaci do wyboru oraz rozszerzoną gamą części do gokartów, ulepszeń i zgrabnych sztuczek do odblokowania, jest pod pewnymi względami o wiele lepiej. Innymi słowy, teraz jest czas, by usiąść za kierownicą. Czwarta główna odsłona gdaczącej serii wprowadza kilka nowych elementów, takich jak dwanaście nowych tras do pokonania, osiem podwórkowych postaci do przygarnięcia i rozwijania, trzy tryby do odkrycia — jednoosobowy Grand Prix, lokalny tryb dla czterech graczy na dzielonym ekranie oraz tryb online dla ośmiu graczy — oraz różnorodność modyfikacji gokartów, niestandardowych części i mnóstwo ulepszeń audiowizualnych i ogólnych poprawek. Mówiąc najprościej, to nie tylko standardowa, przeciętna powtórka dawnego ulubieńca; to odświeżony model z kilkoma nowiuteńkimi dodatkami. I zgadnijcie co? Jest wciąż tak samo zabawna jak w czasach swojej świetności — hallelujah.
Więcej Za Swoje Pieniądze, Kura, Kura?
Jest jedna główna poprawa w stosunku do poprzedniej gry z serii, a jest nią kierowanie. Wystarczy powiedzieć, że dzięki odświeżonemu silnikowi i około osiemnastoletniemu doświadczeniu, które pomogło złagodzić przejście między pokoleniami, najnowsze sterowanie jest, przynajmniej do pewnego stopnia, bardziej autentyczne i mniej śliskie niż w 2007 roku. I nie chodzi tylko o poprawione mechaniki; Crazy Chicken Kart 4 oferuje też ostrzejszą grafikę, lepsze animacje i czystsze przejścia między zakrętami i zasłoniętymi obszarami na torze. Dodajmy do tego fakt, że gra zawiera sporą wartość powtórkową i zaskakująco dużo tras do cieszenia się nimi zarówno online, jak i offline, i mamy całkiem idealny sposób na zabicie popołudnia. Trzeba powiedzieć, że choć mogę z łatwością pochwalić wiele z wyżej wymienionych rzeczy, to nie potrafię wrzucić Crazy Chicken Kart 4 do tej samej ligi co Mario Kart Deluxe czy Sonic All-Stars Racing Transformed — ale może to sprowadza się do kwestii osobistego gustu. Nie mówię, że jest na równi z katastrofalnie przeciętnym rozdziałem Racing With Ryan, ale prawdopodobnie plasuje się gdzieś pośrodku drabiny, między szczytem a dnem beczki. To zdecydowanie zabawna pozycja z ogromną głębią w projektowaniu tras i obsadzie postaci do gry, ale niekwestionowaną pochodnią dla gatunku z pewnością nie jest. I mówię to w jak najżyczliwszy sposób, naprawdę.
Werdykt
Crazy Chicken Kart 4 wraca do swoich korzeni w najlepszy możliwy sposób, z ramami oryginału wciąż nienaruszonymi, ale z dodaną złożonością mieszanki dobrze zaaranżowanych i, co ważniejsze, zmodernizowanych mechanik oraz kolekcją wciągających tras, postaci i kilku dodatkowych sztuczek, które pomagają nasmarować koła. To wciąż ta sama kapsuła torowego pandemonium, która pojawiła się na torze w 2007 roku, ale z czystszą grafiką, wydajnością, i funkcjami do personalizacji, jest też o wiele lepszym reprezentantem sagi. Owszem, nie jest to nic, co naturalnie określiłoby się jako “nie z tego świata”, ale wnosi na stół o wiele więcej niż tylko trochę nostalgicznej paszy i kilka dodatków. Nie da się zaprzeczyć faktowi, że Crazy Chicken Kart wciąż ma sporo paliwa w baku. A jednak, nie znaczy to, że jest w stanie perfekcyjnie spalić gumę, by przetrwać podróż o dużej liczbie mil. W rzeczywistości, jak w przypadku wielu gier wyścigowych wykorzystujących różne kartingowe naleciałości, istnieje w niej czynnik nowości, który może w końcu stać się okropnie powtarzalny po zbyt długim czasie pod wpływem i w cieniu kratkowanych flag innych rywali. Jeśli przegapiłeś oryginalnego Crazy Chicken Kart, który wydano dawno temu, to powinieneś wlać kilka galonów do baku, by przetestować wody, zanim wyruszyć w międzyhrabstwową podróż w tym najnowszym odcinku. Jeśli jednak jesteś powracającym fanem IP, to o wiele bardziej prawdopodobne, że zarezonujesz z jego rodzimymi postaciami niż przeciętny nowicjusz.
Recenzja gry Crazy Chicken Kart 4 (PC)
Buck, Buck, Grease
Crazy Chicken Kart 4 marks the return of a local karting series that is, while still largely under the overbearing banner of its adversaries’ universally recognized shadows, effortlessly entertaining and jam-packed with all of the bells, whistles, and oil-slicked components of a good, wholesome racing game.