Recenzje
Recenzja serii Crash Bandicoot (Xbox, PlayStation & PC)
W wieku czterech lat dowiedziałem się, dlaczego nazywano to Plażą Rozumu. Nie było to dlatego, że była to najbardziej rozsądna rzecz w bezwzględnym świecie platformowym, ale dlatego, że była to najbliższa sytuacja, w której kiedykolwiek czułem się spokojny, zanim nie zacząłem wyrywać włosów z głowy z powodu żółwia z kompleksem Boga lub świni z tendencją do pchania się w kolce. Na początku myślałem, że będzie to gładka jazda, jak podróżowanie na smoku przez las ozdobiony klejnotami. Ale potem zaczęło się frustracja. Nie chodziło już o rozbijanie skrzynek i jedzenie jabłek, aż nie rozwinąłem drugiego brzucha i kolorowej, żywej skóry; chodziło o przetrwanie w świecie, który po prostu nienawidził mnie. Crash Bandicoot wkradł się i nagle ja byłem celem żartu. Miałem tylko cztery lata, kiedy ta gorzka prawda uderzyła mnie w tył głowy. Uwielbiałem wszystko w tej koncepcji, ale chłopie, jak nienawidziłem ten świat.
Nie ma znaczenia, czy jesteś zapalonym fanem gier platformowych, czy nie, ponieważ fakt jest taki, że każdy i jego sąsiad korzysta z okazji, by wśliznąć się w Crash w którymś momencie. Pomimo faktu, że ma okropną tendencję do pchania cię do granic wytrzymałości co trzydzieści lub czterdzieści sekund, dajmy na to, jest to, szczerze mówiąc, jedna z lepszych franczyz w swoim rodzaju. Jest lepsza nie tylko dlatego, że odgrywa rolę w gatunku jako jedna z nielicznych pionierskich własności z ery PSX, ale dlatego, że zawiera niektóre z najbardziej ikonicznych projektów poziomów i postaci znanych ludzkości. Trochę przesady, może, ale rozumiesz, o co chodzi. Zapytaj swojego lokalnego emeryta o Crash Bandicoot, a powie ci o swoim sporze z Plażą Rozumu. Prawdopodobnie.

To zabawne, ponieważ w przypadku większości gier platformowych skłonni jesteśmy do znudzenia się częstymi niepowodzeniami. Jednak w przypadku Crash jest prawie tak, jakbyśmy rozwijali skórę ze stali, im więcej poddajemy się jego pracy. Jest to frustrujące doświadczenie z wieloma podchwytliwymi sztuczkami, które służą tylko do irytowania cię, prawda. A jednak, za jego ścianą nużących poziomów i walk z bossami opartymi na precyzji, ukrywa on niesamowicie przyjemne doświadczenie, które rozwija ogromne serce i wiele wartości powtarzalności. Jest to, w pewnym sensie, gra, którą kochamy nienawidzieć, ale nienawidzimy kochać. Naturalnie, może nas to doprowadzić do łez, śmiechu i złości jednocześnie. Szczerze mówiąc, nie wiele innych gier platformowych potrafi tego dokonać. Dla Crash jest to druga natura.
Ponadto, jego główne wpisy i niesamowicie nostalgiczny rozdział, który odwołał się do wszystkich tych kochaj-nienawidź cech swojej oryginalnej serii, seria zbudowała sobie dość sporą kolekcję, z opartymi na imprezach spin-offami, a także garścią wyścigowych hitów, aby umocnić swoją wyższość jako prolifikowany IP – wszechstronny człowiek z ręką w niezliczonych skrzynkach, można by rzec. I wiesz co? Chociaż każdy rozdział przyniósł powód, byśmy płakali w Wumpa owoc przez godzinę lub dwie, fakt jest taki, że seria była niesamowicie dobra w tworzeniu naprawdę przyjemnych gier, czy to za kierownicą, czy w butach niezdarnego bandykota z talentem do błędnych skoków i kręcenia się w złym czasie… powtarzając to. Oczywiście, to boli w plecy, ale może to jest właśnie dlatego, że je kochamy. Albo przynajmniej, tak myślę.

Od swojego uruchomienia seria była w stanie pokryć wiele terenu na różnych platformach, prawda. Jednak gdyby to wszystko było tylko pokarmem dla jej ogromnego ego, miałbym niewiele do powiedzenia na ten temat. Fakt jest taki, że każdy wpis w franczyzie przyniósł wiele wspaniałych poziomów i pamiętnych bitew. Nie znaczy to, że automatycznie zakochuję się w dzikim świńskim etapie, rozumiesz, ale wiesz, o co chodzi. Co więcej, to znakomite mechaniki skrętu i odbicia, które łączą wszystkie te rzeczy, prawie jakby tworzyły unikalną platformową stronę, która znosi ciężar oryginalnej idei i uroczej konstrukcji z rozpoznawalnymi postaciami i kontrolami.
Ponieważ nie ma sposobu, by powiedzieć, gdzie seria posadzi swoje jabłoniowe drzewa następnym razem, myślę, że możemy wszystko zgodzić się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że rozkwitnie w coś znacznie, znacznie większego pod przewodnictwem swoich ojców. Nie jest to martwa franczyza; jest to tylko uśpiona franczyza, która ma wystarczająco many seeds, by je podlewać i skrzynki, które trzeba pielęgnować. Co do tego, czy złapie się za nowe pomysły, czy po prostu odtworzy swoją oryginalną zawartość, jest to inna kwestia. Za to, co się liczy, postawiłbym na to, że jest w idealnej pozycji, by rozciągać się na tyle sequele, ile chce. Cholera, zawsze będzie ktoś, kto jest skłonny poświęcić swoją cierpliwość dla wielkiego kęsa tego słodkiego, słodkiego Wumpy.
Wynik

Crash Bandicoot pozostanie na zawsze lokatorem w sercu platformowania – rezydentem z jabłkowym naczyniem i podstępnym uwielbieniem dla dziwacznych postaci i nieśmiertelnych etapów, walk z bossami opartymi na precyzji i irytująco więcej przygodach. Jest to, czy nam się to podoba, czy nie, jedna z nielicznych franczyz, które mogą nas czynić żywymi i jednocześnie trochę martwymi w środku — i mam to na myśli w najbardziej przyjazny sposób, uwierz mi.
Bez wagi zróżnicowanego katalogu pod swoim paskiem w kształcie skrzynki, Crash zrobiłby początkowo przyjemną jednorazową miłość do królestwa platformowania PSX. Będąc uporczywym bandykotem, jaki był, ta podstępna sztuczka ostatecznie stała się benchmarkiem dla gatunku, dzięki swoim pełnym sequele, trybom gry wieloosobowej i ekspansjom kartingowym, by wymienić tylko kilka z jego najbardziej pamiętnych podwładnych. I to jest coś, czego nie możemy po prostu odrzucić — fakt, że, poza sztuczką, Crash jest naprawdę wspaniałą franczyzą z wieloma palcami w wielu różnych tortach. Nadal jest to ból w szyi, ale jest naszym bólem w szyi. Weź to, co chcesz, fani Bandykota.
Recenzja serii Crash Bandicoot (Xbox, PlayStation & PC)
Jabłko naszych oczu
Crash Bandicoot pozostanie na zawsze lokatorem w sercu platformowania - rezydentem z jabłkowym naczyniem i podstępnym uwielbieniem dla dziwacznych postaci i nieśmiertelnych etapów, walk z bossami opartymi na precyzji i irytująco więcej przygodach. Jest to, czy nam się to podoba, czy nie, jedna z nielicznych franczyz, które mogą nas czynić żywymi i jednocześnie trochę martwymi w środku — i mam to na myśli w najbardziej przyjazny sposób, uwierz mi.











