Recenzje
Recenzja AsHes (PC)
Jeśli kiedykolwiek marzyłeś o zanurzeniu się w słabo oświetlonych dzielnicach jałowego regionu, który jest przeważnie złowrogi i złośliwy, to poczekaj, aż spróbujesz AsHes — kooperacyjnego sandboksa typu survival-crafting, który, uwierz lub nie, rozgrywa się w najciemniejszych głębinach Podziemi inspirowanych chińską mitologią. Tak jest, królestwo umarłych puka do drzwi i wzywa tych, którzy mają dość silne serca do bezmyślnego siekania, zbierania łupów i budowania, by zanurzyli się w jego przesyconych krwią wodach. A jeśli *to* brzmi jak twój pomysł na dobrą zabawę, to *możesz* chcieć rozważyć przyjęcie kilku naszych słów ostrzeżenia, zanim wsuniesz się w wygodne buty i dasz się ponieść.
Aby było absolutnie jasne, AsHes niedawno trafił do stanu Early Access, co oznacza, że choć *jesteśmy* w stanie omówić znaczną część jego aktywnych materiałów, nie będziemy w stanie stworzyć pełnego obrazu, *dopóki* developer nie upora się z pozostałymi niedoróbkami. Mimo to, jeśli jesteś ciekawy, by dowiedzieć się nieco więcej o niedawno wydanym, piekielnie zorientowanym symulatorze przetrwania typu sandbox, to koniecznie czytaj dalej.
Z popiołów w AsHes
W swej istocie AsHes to jedno- i wieloosobowa gra survival-crafting, która w dużej mierze opiera się na chińskim folklorze i fantastyce, by stworzyć swoją sieć opowieści i ogólną atmosferę. Gra, choć przeważnie pokryta różnymi warstwami mrocznych elementów i kolorów wydeptanych przez cienie, rozgrywa się w pozornie jałowych biomach Podziemi — niepokojącym miejscu, które akurat mieści w sobie całą sieć upadłych duchów, zarówno dobrych, jak i złych. I to *w* tym świecie ty, kustoszu zagubionych historii i dziedzictw, musisz rozwikłać tajemnice przeszłości, ucząc się jednocześnie, jak przetrwać w podbrzuszu zapomnianego czyśćca. W sposób podobny do, powiedzmy, Valheim, podróż, którą podejmujesz w AsHes, polega na stopniowym przedzieraniu się przez wybór fascynujących, napędzanych fabułą momentów i monochromatycznych regionów, z których wszystkie w dziwny, ale dziwnie porywający sposób oddają hołd starożytnemu folklorowi chińskiej mitologii. Oczywiście, *jest* to horror i nosi takie trope na rękawie dla wszystkich widocznie. *Jednakże* stwierdzenie, że to *straszny* sandboxowy trud, nie byłoby do końca trafne, ponieważ często przywołuje on raczej śmieszne scenariusze — chwiejące się drzewa, kiepską AI i ogólnie znaczący brak kontekstu dla gry. Ale szczerze można by argumentować, że to ja tylko czepiam się, by *znaleźć* coś do skrytykowania — i zgodziłbym się z tym odczuciem, gdyby nie fakt, że gra, pomimo wszystkich swoich zalet, *rzeczywiście* zawiera kilka niedopracowanych momentów.
Rzemiosło dla trupów
Jako typowa gra survival-crafting z sercem do klisz, questy, na które trafiasz w tym świecie, są w większości napędzane wyborami, które po drodze podejmujesz. Na szczęście *istnieje* poczucie linearności między niestandardowymi punktami fabularnymi i doraźnymi scenariuszami, choć nie powiedziałbym, że to istotny element układanki, że tak powiem. Nie, AsHes *jest*, z braku lepszego słowa, grą sandboxową, z wszystkimi jej wadami, a więc choć jest kilka opowieści do rozwinięcia, gdy posuwasz się przez pokręcone biomy Podziemi, historia, tak naprawdę, jest tym, czym chcesz, żeby była. I trzeba przyznać, że to poczucie wolności jest częściowo *powodem*, dla którego od razu poczułem się do niej pociągnięty; *dała* mi wybór i, jak *Valheim*, dała mi możliwość eksploracji z własnej, nieprzymuszonej woli. Cóż, *w pewnym sensie*. Rozwijając powyższe, AsHes może być mieszanką różnych rzeczy, czy to otwartym płótnem, na którym możesz malować swoje najdziksze kreacje, czy pretekstem do stanięcia oko w oko z duchami zaludniającymi jego rozległe, otwarte korytarze. Z tym wszystkim wiąże się jednak jeden główny problem: brak kontekstu, lub po prostu fakt, że nie zawsze jest cel, do którego możesz dążyć, *chyba że* ustaliłeś go już od samego początku. I o to chodzi w tego typu grach: musisz *w pewnym sensie* mieć mgliste pojęcie, jak działa każde kółko zębate w mechanizmie, w przeciwnym razie możesz po prostu odkryć, że z waypointem czy bez, posuwanie się naprzód *może* stać się nieco trudne. Ale znowu, *jest* tu fabuła do uchwycenia — więc nie jest to aż tak pogmatwane jak jej rywale. *kaszlnięcie* Valheim.
Życie pod ziemią
AsHes to *bardzo, bardzo* ciemna gra — do tego stopnia, że prawie niemożliwe jest odgadnięcie, co raczej cię zrani, a co raczej spowoduje pewien drobny uraz fizjologiczny. Nie trzeba chyba mówić, że dla gry, która skupia swoją fabułę wokół jakiegoś podziemia, ciemność *jest* niestety całym cyklem dnia i nocy, co oznacza, że będziesz miał trudności ze znalezieniem przebłysku światła nawet w najwyższych partiach świata. Czy to duży problem? Nie do końca, choć warto tu zaznaczyć, że, chcesz czy nie, *wszystko* działa z cienia; problemem jest jedynie nauczenie się, *jak* się w nich poruszać, gdy zbierasz wystarczająco dużo zasobów, by założyć swoją pierwszą bezpieczną przystań. Pomimo słabo oświetlonych szczelin i rozpadlin, AsHes wciąż jest dobrym miejscem, by nazwać je domem, ponieważ zapewnia nie tylko obfitą ilość planów do budowy do przerobienia, ale także serię noszonych zbroi i akcesoriów — na przykład bransoletki, naszyjniki i pasy — do zebrania. Ponieważ jest to faktycznie gra rzemieślnicza, wiele z tych stosunkowo modnych kosmetyków można odblokować tylko poprzez dłuższe okresy gry. Innymi słowy, aby fizycznie *zrobić* dziurę w stale ewoluującym katalogu gry, najpierw musisz być gotów wyruszyć na mnóstwo zadań typu “fetch quest” i innych ryzykownych aktywności. Ale to w zasadzie oczekiwane, jeśli chodzi o *tego* typu gry survival-crafting, podobnie jak klisza konieczności pilnowania ogólnych potrzeb, takich jak głód.
Werdykt
AsHes, mimo że przyciąga do swoich młodzieńczych korzeni, ma imponującą kolekcję materiałów, które może nazwać swoimi — czysty i prosty projekt mechaniczny, nie wspominając o ogromnej gamie zachęt dla tych, którzy mają cierpliwość, by zostać i rozwikłać jego tajemnice, warstwa po warstwie, nitka po nitce. Dzięki włączeniu trybu wieloosobowego — funkcji, która, choć w dużej mierze zbędna ze względu na stosunkowo niską liczbę graczy — *możesz* łatwo wycisnąć całkiem sporo dodatkowych godzin z inaczej samotnego i często monotonnego doświadczenia. Szkoda, że Yanmo Games nie było zbyt aktywne od czasu, gdy AsHes po raz pierwszy uniósł głowę z piasku, ponieważ kilka dobrze umieszczonych poprawek z pewnością bardzo pomogłoby teraz reputacji gry. Ponownie, wciąż jesteśmy w zaraniu jej *pełnej* premiery, więc kto wie? Być może przy odpowiedniej ilości TLC i zaangażowania AsHes może po prostu wysadzić Valheim z wody i dać mu powód do drżenia. Reszta, jak to mówią, jest w waszych zdolnych rękach, drużyno.
Recenzja AsHes (PC)
Dust to Dust
AsHes’ deep roots to Chinese mythology provides an exciting and unique alteration to the dime-a-dozen survival-crafting experience. To say that it’s complete wouldn’t be true, for it does falter in several key technical areas. But given that it’s an Early Access work of art, I’m willing to give credit where it’s due and sing its praises just for being able to invoke any kind of emotion.