Recenzje

Recenzja A Plague Tale: Requiem (Xbox Series X|S, PS5 i PC)

Zaktualizowano on

W roku, który został w dużej mierze zdominowany przez gry wieloosobowe i jargon meta, studio Asobo Studio udało się pozostać wiernym swoim korzeniom i dostarczyć jedną z najambitniejszych kampanii dla jednego gracza, jakie widzieliśmy w ciągu kilku lat: A Plague Tale: Requiem, długo oczekiwana kontynuacja nagradzanej gry A Plague Tale: Innocence.

Zapowiedziana w 2019 roku, gra akcji i przygodowa osadzona w XIV wieku zdobyła nagrody za Najlepszą Grę, Najlepszy Dźwięk i wiele innych wyróżnień na targach i ceremoniach wręczania nagród. Nie tylko aby skapitalizować sukces pierwszej gry, ale także aby zakończyć nagradzaną opowieść o ukochanych rodzeństwie De Rune, studio Asobo Studio stworzyło Requiem, które ukazało się na Xbox Series X|S, PlayStation 5 i PC 18 października tego roku.

Nie minęło dużo czasu, zanim sami w niego zagraliśmy, nie tylko aby zaspokoić naszą ciekawość, ale także aby się zatopić w czymś, co nie było skierowane wyłącznie do trybu online i pełne mikrotransakcji. Pytanie brzmi, czy to zaspokoiło nasz głód kompromisowej gry dla jednego gracza? Czy też było wystarczająco dobrze, aby postawić studio Asobo Studio w centrum uwagi za jeszcze jedną Nagrodę Gry Roku?

Historia

Requiem

Zrzut ekranu autorstwa Gaming.net

A Plague Tale: Requiem rozpoczyna się wraz z Amicią i Hugo De Rune po incydencie w Akwitanii, w którym Amicia pokonała Wielkiego Inkwizytora Francji i uciekła z prowincji z Hugo, Lucasem i Beatrice w poszukiwaniu nowego życia. Bez śladu szczurów, Requiem początkowo rozciąga podwaliny pod opowieść o obietnicy i nowych początkach. To jest, oczywiście, dopóki prolog nie nastąpi, od którego punktu świat ponownie pogrąża się w swoim zwykłym ponurym sobie.

Obciążona przekształcającym się przekleństwem Hugo na swoich barkach, Amicia wyrusza na poszukiwanie życia, aby znaleźć trwałe lekarstwo. Jednak z Beatrice i Lucasem faworyzującymi sztukę alchemii, aby wygonić przekleństwo, a Hugo skłaniającym się ku zmitologizowanej wyspie, która posiada moc odnowienia złamanego serca, Amicia musi wybrać między poszukiwaniem nauki a ryzykowaniem wszystkiego dla dobra udzielenia Hugo jego jedynemu i ostatecznemu życzeniu.

Gameplay

Requiem

Zrzut ekranu autorstwa Gaming.net

Podobnie jak Innocence, Requiem kręci się wokół stealthu, walki w zwarciu i wielu sekwencji pościgowych. Zostało to udowodnione, że kontynuacja wybiera pierwszy z nich ponad wszystko inne, ale nigdy dokładnie do punktu, w którym byłoby to porównywalne z Splinter Cell lub, nie wiem, Hitmanem. Nie myśl, że historia sama w sobie jest obciążona stealthem, ale również włącza sporą ilość akcji, eksploracji i craftingu, co oczywiście sprawia, że doświadczenie jest trochę mniej jednostronne i płaskie.

Dobra wiadomość jest taka, że Requiem biegnie jak gorący nóż przez masło: płynie niezwykle dobrze, zarówno podczas przemieszczania się, jak i podczas walki z Inkwizycją. Walka jest taka, że daje ci wszystkie te same narzędzia co poprzednio, w tym ikoniczną proca i nowy łuk, który możesz nosić ze sobą. Znowu, sposób, w jaki podejmujesz walkę z szczurami i żołnierzami, zależy od eliksirów, które przygotujesz dla swoich broni. To powiedziawszy, Requiem zdecydowanie staje się trochę bardziej surowy niż jego poprzednik, ponieważ śmierć jest bardziej powszechnie akceptowana niż wcześniej. Innymi słowy, Amicia nie drży już więcej za swoje życie, kiedy jest w niebezpieczeństwie. Zamiast tego, szuka noży i używa ich tak, jakby całe jej życie zależało od tego.

Biorąc pod uwagę, jak powszechne jest to, że gra startowa jest dotknięta błędami mechanicznymi we współczesnych czasach, muszę powiedzieć, że Requiem to zdecydowanie odświeżający powiew świeżego powietrza, którego tak bardzo potrzebowałem, wraz z wieloma innymi. Jest ono wyraźnie płynne, czyste i bardziej śliskie niż beczka rozlanej smoły — co jest dokładnie tym standardem, jaki oczekujemy od konsol następnej generacji. I mówiąc o tym, trudno się skarżyć.

Requiem dla Asobo Studio

Zrzut ekranu autorstwa Gaming.net

A Plague Tale: Requiem ustawia ton podobny do tego z Innocence: nieprzezroczysty, melancholijny i jednak tak intrygujący. Jak obraz olejny ozdobiony pastelami szczurami i uroczymi projektami architektonicznymi, jego świat służy jako wspaniały, choć chaotycznie poetycki arcydzieło w ruchu, i jakoś udaje mu się połączyć przeciwieństwa w podręcznikowy sposób.

Pomimo jego wyraźnie złowieszczego tematu i nieusprawiedliwionego talentu do nachalności w Twoim fałszywym optymizmie, Requiem znajduje czas, aby dodać odrobinę koloru do obrazu, który, gdy zmieszany, tworzy koktajl z wieloma smakami, których nawet najbardziej wybredni konnoisseurzy nie mogą zrozumieć. I jeśli jest coś, co możemy powiedzieć o smaku Requiem — to, że nie brakuje mu smaków, aby utrzymać podniecenie.

Oczywiście, Requiem to trochę jak gorączkowy sen: wtrąca cię w stan świadomości i nieświadomości, i nigdy nie jesteś całkowicie pewien, które części są oparte na fantazji, a które są wytworzone z Twoich najgłębszych, najciemniejszych lęków. W tym, co może wydawać się jedynie chwilą, szczęście może przerodzić się w smutek, radość w gniew, i tak dalej. To jest, przynajmniej przez cały czas gry, dokładnie taki niespójny wzór, przez który przechodzisz. Nie ma struktury, ani nie ma sposobu, aby wiedzieć, co czeka na Ciebie na drugim końcu każdego drzwi. I to właśnie dlatego, że nie mogłem powstrzymać się od przyjęcia kart, jak przychodziły. Zaintrygowany i trochę zdezorientowany, wytrwałem, aż nie było już nic więcej do ujawnienia.

Chemia jest fenomenalna

Zrzut ekranu autorstwa Gaming.net

Wspominając, Requiem miał mnie od momentu, w którym zamienił rutynową misję eskorty w dobrze skoordynowaną przygodę, która nie polegała na wszystkich kliszach, które sprawiły, że Resident Evil 4 była bombą, jaką była. Dzięki temu, że Asobo Studio skierowało swoje wysiłki na rozwój dwóch sympatycznych protagonistów i wielu jakościowych łuków historii postaci, sama gra nie była nigdy robiona, aby czuć się jak chore. I chociaż Hugo może przyjąć znajome “we mnie jest wesoło” nastawienie, które dręczyło jego śmiertelność w pierwszej grze, było — przynajmniej częściowo — trochę mniej nachalne w Requiem.

Oczywiście, gra bez chemii nie różni się od skrzynki elektrycznej bez bezpieczników: jeśli nie ma połączenia, to nie ma iskry. I jeśli nie ma iskry, to powinieneś po prostu usunąć się z sytuacji. Ale na szczęście dla Requiem, chemia nie jest problemem, ani nie jest czymś, co kiedykolwiek zadałem sobie pytanie w jakimkolwiek momencie podczas mojego podboju szczurzego francuskiego krajobrazu.

Obsada Requiem jest niesamowicie zgrana, co jest dokładnie tym, co ją wyróżnia. Mając czterech silnych postaci z niezwykle zróżnicowanymi osobowościami i celami, sama historia nie musiała rozwijać składu z nieudanymi ciałami lub wątpliwie umieszczonymi NPC. Amicia, Hugo, Lucas i Beatrice: cztery niesamowicie zrównoważone postacie, które, gdy umieszczone w kolektywie, utworzyły podręcznikowy kwartet ze wszystkimi cechami potrzebnymi do opowiedzenia immersyjnej historii.

Ścieżka dźwiękowa na dni

Nazywam to teraz: A Plague Tale: Requiem będzie wygrywał tegoroczną Nagrodę za Najlepszy Dźwięk i Najlepszą Oryginalną Ścieżkę Dźwiękową. Dlaczego? Ponieważ przez piętnaście godzin prosto mógłbym przysiąc, że siedziałem w pierwszym rzędzie pełnej wersji soundtracku George’a R.R. Martina do Gry o Tron. I nie żartuję — Requiem ujęło niemal każdy emocjonalny stan w książce, czy to strach, paranoja czy całkowite i zupełne ekstazja.

Od lekkich dźwięków festiwalu w ruchu po spontaniczne podtony ruchu orkiestralnego, który szuka crescenda — Requiem zabiera cię w podróż, która zaspokaja zmysły niemal na każdy możliwy sposób. I szczerze mówiąc, gdyby gra cierpiała na jakieś błędy techniczne lub graficzne (co nie było), nie byłoby to problemem, o ile ścieżka dźwiękowa wciąż była tam, aby ją utrzymać.

Werdykt

Zrzut ekranu autorstwa Gaming.net

A Plague Tale: Requiem służy jako idealne przypomnienie, dlaczego nadal kochamy gry dla jednego gracza, zwłaszcza gdy — jak sugeruje tytuł — większość współczesnego rynku jest bardzo dotknięta jednowymiarowymi gachami i modelami usług live z niewielką ilością serca lub wigoru, którymi mogą się poszczycić.

Wizualnie, Requiem to dokładnie w punkcie, i być może jedna z najczystszych, najpiękniejszych prac sztuki, jakie ukazały się od początku nowej generacji konsol. I to samo dotyczy jego niezachwianego projektu dźwięku, który, szczerze mówiąc, powinien być godny każdej nagrody w książce tylko za to, że potrafi syntetyzować każdy emocjonalny stan bez awarii. I szczerze mówiąc, to ledwie drapie powierzchnię całego świata, który on tak niezwykle dobrze ujmuje.

Requiem to wiele rzeczy — i żadna z nich nie jest zła. Pomimo niezbyt technicznego błędu, który, szczerze mówiąc, ledwie wpłynął na ogólne doświadczenie, kontynuacja Asobo to absolutny triumf we wszystkich aspektach. Wizualnie, mechanicznie i narracyjnie, zalicza wszystkie punkty, i kiedy wszystko jest powiedziane, nie oczekujemy niczego mniej od nowego dziecka Asobo.

Możesz kupić A Plague Tale: Requiem na Xbox Series X|S, PlayStation 5 i PC. Aby uzyskać więcej informacji o grze, postępuj zgodnie z oficjalnym profilem społecznościowym tutaj.

 

Wizualnie, mechanicznie i słuchowo, A Plague Tale: Requiem trafia we wszystkie prawidłowe pola, co sprawia, że jest niezwykle trudno znaleźć w nim jakiekolwiek słabości. Fakt jest taki, że wygrało nas, i będę przeklęty, jeśli nie zostanie zgłoszone do skarbnicy nagród pod koniec roku.

Recenzja A Plague Tale: Requiem (Xbox Series X|S, PS5 i PC)

You Had Me at Hello

Requiem znajduje się na naszych listach życzeń od najlepszej części dwóch lat. Na szczęście, mieliśmy okazję zagrać w nią.

Jord jest pełniącym obowiązki Lidera Zespołu w gaming.net. Jeśli nie wygłasza codziennych list, to prawdopodobnie jest poza tym, pisząc powieści fantasy lub wykorzystując Game Pass, aby odkryć wszystkie przeglane indie.