Recenzje
Recenzja Twisted Tower (PC)
„STOJCIE SIĘ! STOJCIE SIĘ!” Najbardziej wystawny, okrutny i diabelsko dezorientujący karnawałowy horror właśnie przybył do miasta z jednym celem: zabrać cię na pociąg duchów do świata pełnego maskotek i gry w kółko i krzyżyk, inspirowanego wielkim namiotem koszmarów. Twisted Tower, to hybryda horror‑shooter w pierwszej osobie z bogatymi elementami BioShock , dąży do przeniesienia Disney World do otchłani w zupełnie nowym, wizualnie upajającym liście miłosnym hołdzie psychologicznym strzelcom korytarzowym. Jest ponury, szalony i naprawdę wart biletu.
Twisted Tower trzyma fabułę na wierzchu, korzystając ze staromodnego kliszy, z naciskiem na damę w tarapatach, nieprawdopodobnego bohatera oraz gigantyczny piedestał z tkaniny i kamienia, wątpliwie podejrzane maskotki i wystrój inspirowany latami pięćdziesiątymi. Z bohaterem w centrum uwagi — rolą, w którą naturalnie wpadniesz — w grze, zachęca cię do odznaczenia biletu, wzięcia młotka i podjęcia desperackiej próby wspięcia się przez klaustrofobiczne sekcje jego wieży oplecionej klaunami. Są sadystyczne maskotki do przeżucia, lekkie zagadki środowiskowe do rozwiązania oraz różne narzędzia i dziwacznie kreatywne bronie do odblokowania. Podsumowując, całkiem solidny strzelanka z podwójnym zabezpieczeniem — ale z maskotkami i utrzymującym się uczuciem niepokoju, które zwykle spotyka się na opuszczonym pociągu duchów z połowy lat pięćdziesiątych.

Nie minęło dużo czasu, zanim wpadłem w Twisted Tower’s mięsny karnawał i zacząłem rozrzucać gumowe pociski oraz kulki napędzane gazami przy przytulnych przeciwnikach. Nie myśląc dwa razy o konsekwencjach, wpadłem w pułapkę na muchy i wkrótce zacząłem prześlizgiwać się przez igłę. Ktoś (i nie obchodziło mnie wtedy kto to był) potrzebował nagłej, ostatniej chwili pomocy, a ja, będąc w pobliżu gumowego łańcuchowego pistoletu, byłem więcej niż chętny, by pomóc i podjąć ryzyko. Pięć warstw stanęło przede mną — hotel, park wodny, kasyno klaunów, las i stacja kosmiczna, oczywiście — a jedyną przeszkodą w dotarciu do dawnej miłości była zgraja niechlujnych, psotnych „występów”. Wszystko, co musiałem zrobić, to przełknąć gorzką pigułkę i wyeliminować kilku zabójczych klaunów.
Szczerze mówiąc, od razu dałem się przekonać koncepcją. Połączony z systemem walki w stylu BioShock, otoczeniem inspirowanym Walt Disneyem i zaskakująco niepokojącą atmosferą, Twisted Tower szybko złapał mnie za kark i zaprosił do środka. Narzędzia były absurdalne, a świat przesadzony. Jednak nie musiał mnie przekonywać, by załadować gumę balonową i przysiąc się na wspinaczkę. Dziwnie, już tam byłem. Jak sprężynowy pajacyk, zakręcił swój klucz i obiecał mi, że jeśli uda mi się przetrwać skok strachu, dostarczy słodko‑gorzką opowieść o krwi i chrząstce, zemście i nostalgii. Byłem na tak. Wystarczyło, że wsiądę do wózka, by zobaczyć, dokąd mnie zaprowadzi.
Jak kolejka górska z oszałamiającą ilością pętli, pionowych spadków i spirali, Twisted Tower nie szczędził hipersonicznych trajektorii. W mgnieniu oka podał mi młotek do whack-a-mole, wyraźny cel i garść biletów, które mogłem wykorzystać do odblokowania większych możliwości w parku. Mając wystarczająco biletów, mogłem wzmocnić ogień, zdobywać pasywne ulepszenia i podnieść umiejętności bojowe do złotego standardu. Podczas częstych wizyt u lokalnych kupców, mogłem zagłębić się w złowrogie sekcje monolitycznej studni — świata zagubionego w czasie i pod wpływem okrutnego, sadystycznego i niepokojąco kreatywnego lalkarza. Kule latały, a przerażające maskotki zalewały wieżę, a jednocześnie wieża wypluwała nowe przeszkody, które musiałem pokonać; z radością zakładałem sprzęt wspinaczkowy i stawiałem czoła wyzwaniom.
Twisted Tower nie szczędzi hołdów dla klasycznej hybrydy horror‑shooter. Z koktajlem wysokooktanowej walki, dobrze wyważonej budowy fabuły oraz przyprawą z genialnie wykreowanych postaci, biomów i słodko‑gorzkich crescendo, z gracją chwyta byka za rogi i podąża z nim, jednocześnie tworząc własny szkielet i tożsamość. Dzięki świetnej grafice, mocnym momentom fabularnym, walkom i psychologicznym skutkom ubocznym, gra nie przypomina taniej imitacji kultowego klasyka, lecz starannie zaprojektowanego następcy, który puka do wszystkich właściwych drzwi i zaznacza wszystkie właściwe pola.

Choć horrorowe maskotki są zaskakująco trudne do odbudowy od podstaw, Twisted Tower stanowi znakomitą grę, która nie tylko jest pamiętna i bezlitośnie wciągająca, ale także mechanicznie solidna, wizualnie uderzająca i przede wszystkim bardzo zabawna w przeżywaniu. Nie ma w niej tego taniego odczucia, co staram się tu podkreślić. Wręcz przeciwnie, wywija swoje kolory jako kompletną kompozycję, co z kolei sprawia, że chce się pozostać na dłużej i zobaczyć co jeszcze ma do zaoferowania. Może ma ten maślany BioShock smak, ale nazwanie go bezpośrednią kopią dawnego ulubionego po prostu nie byłoby prawdziwe w tym przypadku.
Istnieje ogromna ilość dowodów, dlaczego dlaczego maskotkowe horrory są jednymi z najpowszechniejszych w tej dziedzinie, i szczerze mówiąc, Twisted Tower rozświetla tę prawdę na wiele sposobów. Choć może być niszowy, ciągnie za wszystkie właściwe sznurki, aby wywrzeć znaczący wpływ na odbiorców. W związku z tym twierdzę, że jeśli jesteś na poszukiwaniu dziwacznej przejażdżki, która podniesie ci puls i przyspieszy serce na chwilę, to szczerze nie musisz szukać dalej niż kasy biletowa w tym psychologicznie naładowanym karnawale.
Werdykt
Twisted Tower przenosi karnawał inspirowany latami pięćdziesiątymi na szczyt wielkiego namiotu, oferując wizualnie upajającą, systematycznie wciągającą i absurdalnie bombastyczną przejażdżkę, która posiada wszystkie cechy naprawdę porywającej atrakcji slajdowej. Z pięcioma unikalnymi warstwami, mnóstwem enigmatycznych maskotek i immersyjnym systemem walki, który wygląda świetnie i zaspokaja potrzebę czegoś dziwnego i cudownego, zarówno Atmos Games, jak i 3D Realms dostarczają genialnie opracowane doświadczenie, które z dużym prawdopodobieństwem przyciągnie zarówno zapalonych poszukiwaczy wrażeń, jak i fanów whack-a-mole.