Recenzje
Recenzja There’s a Gun in the Office (Xbox Series X|S, PlayStation 5 i PC)
There’s a Gun in the Office to tak samo o uczeniu się na własnych błędach, jak i o poświęceniu czasu na przyswojenie każdego obiektu w pokoju, aby zapewnić sobie przyszłość. Jako ofiara okrutnej gry umysłu porywacza, nie masz nic lepszego do roboty. Pięć dni — to wszystko, co masz, by zapamiętać układ penthouse’u, spisać przedmioty i opracować niezawodną strategię ucieczki, która zmyli twojego sprawcę. Śmierć wisi w powietrzu, ale nadzieja jest dosłownie w zasięgu ręki.
Prawdziwe w swoim zamyśle, krótkie, trzydziestominutowe doświadczenie escape room informuje o tajnym pistolecie w biurze — ostatniej szansie, która może, teoretycznie, przybliżyć cię o krok do ostatecznego celu. Problem polega na tym, że nie mówi, że pomiędzy celią a pistoletem czeka wiele przeszkód uniemożliwiających ucieczkę. Według twojej wiedzy, złoczyńca zawsze obserwuje, mając oko na twoje otoczenie i drobne codzienne czynności. Oczywiście nie twoim zadaniem jest odgrywać rolę ofiary i poddawać się ich mrocznym fantazjom. Twoim zadaniem jest natomiast zapewnić, że żaden kamień nie pozostanie nieodwrócony, a te same kamienie zostaną przewrócone po raz drugi.
There’s a Gun in the Office opiera się na prostej rutynie — procesie, który głównie polega na usuwaniu przedmiotów w odpowiednim czasie przed powrotem do „bezpiecznej” celi. Mając pięć dni, gra zachęca cię do przejęcia inicjatywy i zapamiętania zakamarków penthouse’u. Jeśli, powiedzmy, zbadasz obiekt w pokoju, musisz go odłożyć dokładnie tak, jak go znalazłeś. Nie zrobienie tego spowoduje efekt domina, ponieważ porywacz codziennie wraca do mieszkania, by przemyśleć sprawy. To twoje zadanie, aby zapewnić, że jeśli masz dotknąć czegoś, nie zostawi to żadnych śladów. Krótko mówiąc, to właśnie There’s a Gun in the Office jest.
Nie trzeba tego chyba podkreślać, ale There’s a Gun in the Office nie jest grą, która polega na nagłych przerażeniach czy tanich sztuczkach, aby przekazać swoją wiadomość. Zamiast tego stawia na podnoszenie napięcia poprzez manipulację psychologiczną, z orbitalnymi wskazówkami dźwiękowymi — na przykład stukotem kroków — oraz częstymi atakami na zmysły. Ponieważ każdego dnia masz tylko krótką chwilę, by eksplorować świat i łączyć fakty, nigdy naprawdę nie wiesz, ile czasu masz na zamaskowanie swojej ścieżki. Szczerze mówiąc, There’s a Gun in the Office doskonale buduje to nieoczekiwane uczucie bycia na końcu ponurego finału.

Jeśli jest coś, co czyni There’s a Gun in the Office niepokojącym, to fakt, że ignoruje konwencjonalne tropy slasherów i w staraniu się znormalizować sprawcę, podkreśla zwykłe, przerażająco znajome otoczenia. Zamiast typowej lochowej czy pułapkami wypełnionej piwnicy, gra oferuje promienny apartament w wieżowcu, splecione środowisko nowoczesnych przestrzeni oraz skarbnicę pozornie niewinnych przedmiotów. Nie ma w szafie szkieletów, w które mógłbyś przypadkowo wpaść, i zdecydowanie nie ma tanich przerażeń, które mogłyby przeprogramować twoje zmysły. Jeśli już, masz luksusowy dom, zestaw pokoi i, oczywiście, pistolet w biurze.
Pierwszy dzień zaczyna się prostym pytaniem: czy potrafisz powstrzymać apetyt przed powrotem porywacza wieczorem? Krótką odpowiedzią jest tak, możesz. Aby sięgnąć po przekąskę, musisz odkryć ukryty klucz do celi, przeszukać bałagan w sąsiednim pokoju i znaleźć klucz do kuchni. Po tym, musisz zwrócić klucz, ponownie uporządkować bałagan i wrócić do celi. Oczywiście, ta wstępna część wyznacza ton na cały tydzień, a także pokazuje ci, jak każdy dzień w grze będzie się układał w miarę postępu. Mając kilka minut na zegarze, musisz zapamiętać układ każdego pokoju, odtworzyć swoje kroki i stopniowo zagłębiać się w apartament, dążąc do znalezienia drogi do biura. To prosta konstrukcja, ale jednocześnie niesie ze sobą zaskakująco ciężki bagaż i wiele traumatycznych momentów.

Dla gry, która nie utrzymuje się długo i nie wymaga rozwlekania kampanii, There’s a Gun in the Office zapewnia sporo treści do przepracowania. Poza stresującymi rutynami i lekkimi sekwencjami zagadek, masz także wiele zakończeń, kilka przedmiotów do zebrania i różne osiągnięcia do odblokowania. Oczywiście, to wciąż dość krótka przygoda, nie odsłaniająca więcej niż minimalny poziom horroru typu escape room. Mimo to, stanowi niepokojące doświadczenie, a także mylący puzzler, który może pozostawić cię psychicznie podatnym.
Podobnie jak w większości gier tego typu, There’s a Gun in the Office staje się znacznie łatwiejsza w nawigacji, im więcej z nią spędzasz czasu. Choć piąty dzień może wydawać się przytłaczającym pośpiechem, z uwagi na rozciągnięty cykl i liczne zadania pobierania, nie uznałbym jej za boleśnie trudną grę. Stresująca, z pewnością, ale nie niemożliwa. Jednak w dużej mierze sprowadza się to do prostego pytania: ile wartości możesz zapamiętać pod presją? Jeśli, powiedzmy, jesteś osobą, która zostawia mnóstwo kluczy na stole w kuchni, a potem zapomina o nich po trzydziestu sekundach, prawdopodobnie będziesz miał trudności z ukryciem śladów. Niestety, należę do tej grupy.
Jak już wspomniałem, tutaj jest prosta gra, która nie stara się dostarczyć wartościowego doświadczenia. Ponieważ jest rozczarowująco krótka i poważnie pozbawiona elementów zagadek oraz interaktywnych, istnieje spore prawdopodobieństwo, że równie wielu ludzi odrzuci taką grę, zamiast przyjąć ją z otwartym umysłem. Osobiście cieszyłem się czasem spędzonym z nią. Nazwijmy to syndromem sztokholmskim, jak chcę.
Werdykt
There’s a Gun in the Office ogranicza cię do całkowicie zwykłego, pozornie nieszkodliwego miejsca pracy, mając nadzieję, że pozostaniesz wystarczająco długo, by dokładnie przeszukać każdy zakamarek w poszukiwaniu możliwej drogi ucieczki. W tym celu spełnia to, co obiecuje na okładce, dostarczając psychologicznie przytłaczające doświadczenie w stylu escape room, które może zmusić cię do kwestionowania własnych niepewności i pozostawić w stanie przygnębiającego niepokoju. Szkoda tylko, że nie utrzymuje się tak długo, by podnieść napięcie i rozwinąć swoje największe zalety.