Recenzje
Recenzja Sensory Overload (PC)
Jestem typem osoby, która po wizycie w lokalnym muzeum, podziwiając dzieło sztuki współczesnej, abstrakcyjny obraz lub wystawę, która jedynie przytłacza zmysły, potrzebuje zażyć środek przeciwbólowy. Z Sensory Overload, musiałem wziąć dwa. Jedno mogło wystarczyć, by tymczasowo otulić ból, ale potrzebowałem więcej, aby wytrzymać całą podróż w wirujący podziemny świat psychedeliczny koszmar gorączkowy. Chciałbym po prostu dostrzec w nim piękno, a nie olśniewające efekty, które powodowały, że żyły na mojej czole pulsowały w alarmującym tempie. Może po prostu się starzeję. Albo po prostu gra Sensory Overload po prostu nie jest dla mnie.
Nie będę udawał, że nie cieszyło mnie zjeżdżanie po korze napędzanej LSD niczym Alice w wiecznie słynnym króliczym nory, bo tak było. W rzeczywistości chciałem zagłębić się jeszcze bardziej, nie tylko po to, by zobaczyć, dokąd mnie zaprowadzi, ale także jak daleko mogę się posunąć, zanim środki przeciwbólowe staną się nieco zbyt kuszące. Ponieważ gra nie była koncepcyjnie trudna do przełamania, mogłem dość łatwo wślizgnąć się w jej gardło i wytrzymać naciskanie moich zmysłów do punktu wrzenia. W rzeczywistości jedyne, co musiałem zrobić, to upadać. Gdybym to potrafił, nie miałbym problemu ze znalezieniem Krainy Czarów na dnie beczki.

Sensory Overload było dokładnie tym, czego się spodziewałem: zbiorem psychedelic trust falls, w których mogłem przenieść moją astralną postać do serca starego wizualizatora komputerowego i po prostu upadać z nurtem poruszających się kształtów, zmieniających się wzorów i wielowarstwowych tuneli. W żadnym momencie nie reklamowało się jako coś innego niż to. Po prostu powiedziało mi, bym wpadł i płynął z nurtem, a ja, nie zastanawiając się dwa razy, chętnie przyjąłem linę bungee.
Jak tradycyjna platformowa gra typu dropper, Sensory Overload dała mi prosty cel do wykonania: spadnąć w niekończącą się otchłań wirujących tuneli i nawigować po ich rozległych głębinach, jednocześnie przybierając różne formy w nadziei, że dotrę do dna w jednym kawałku. Nie poprosiła mnie o planowanie z wyprzedzeniem, lecz o przewidywanie kolejnego ruchu i użycie wszelkich intuicyjnych narzędzi, które miałem do dyspozycji, by przechytrzyć teren. Nie była to trudna przeszkoda do przełamania. Była jednak absolutnym koszmarem do strawienia, zarówno psychicznie, jak i mentalnie.

Z mechanicznego punktu widzenia Sensory Overload naprawdę nie było trudne do pojęcia. W podobny sposób jak tradycyjna gra typu dropper, pozwoliło mi wyluzować się w króliczej norze i powiedziało, że mogę strafe’ować w lewo lub w prawo, albo po prostu przewrócić się i machać jak lalka na sznurku. I to było wszystko, czym gra była: spadanie w pionową króliczą norę. Podobnie jak Geometry Dash, nie chodziło o zdobywanie apetycznych combo, lecz o timing każdego ruchu, unikanie obiektów i dotarcie na drugą stronę pola z wszystkimi kończynami nienaruszonymi. Zrozumiałem zadanie. Moje oczy, z drugiej strony, nie potrafiły odróżnić faktu od fikcji, przyjaznych przeszkód od śmiertelnych zagrożeń.
Koncepcyjnie Sensory Overload to prosta gra, ponieważ głównie polega na strafe’owaniu w lewo lub w prawo oraz unikaniu różnych przeszkód w błyskawicznym tempie. Jednak, jak w większości psychedelic platformingowych hitów, wszystko ma haczyk: świat nie jest miejscem, w którym masz moc manipulowania czasem i przestrzenią. Nie mając kontroli nad otoczeniem, masz do wykonania dość przytłaczające zadanie: znaleźć rozwiązanie w ułamku sekundy na każdy problem podczas spadania. Zasadniczo musisz myśleć na bieżąco, podczas gdy świat nadal się przekształca i wciąga cię głębiej w trippy korę ruchomych elementów i instalacji artystycznych. Ponownie, nie jest to trudna gra do nauczenia się, ale jest taką, która może być wyjątkowo frustrująca w opanowaniu.

Sensory Overload to rodzaj gry, do której wracasz, nie z urazy, lecz z desperacji, by poprawić swój poprzedni wynik. Czasami zadajesz sobie pytanie, czy jest więcej niż prosty wolny spadek, i czy istnieje alternatywna droga, którą mógłbyś podjąć. Częściej jednak znajdujesz się przy tym samym ćwiczeniu — serii sekwencji kamieni milowych, które zachęcają cię do bezradnego przepłynięcia przez różne etapy: Vertigo, Nausea, Peristalsis i Apocalypse. Upadasz, powtarzasz te same błędy i, powoli, ale konsekwentnie, uczy się formacji i technik.
Choć Sensory Overload jest prosty, gra wprowadza wiele psychedelic elementów do swojej pustki. Oprócz tematów, zapewnia bibliotekę niezwykle skomplikowanych wyzwań końcowych, które wymagają od ciebie wypchnięcia zmysłów do granic i pokonania lęku przed upadkiem. Jak sugerują karty tytułowe, każda runda ma na celu pozostawienie cię z mdłościami w żołądku lub desperację, by dotrzeć do końcowego słupka przed tym, jak skutki uboczne przejmą twój palec spustowy. Choć niezwykle chaotyczna i wprost w twarz, każda faza jest, uwierzcie lub nie, bardzo zabawna do zanurzenia się w nią. Frustrująca czasami, tak, ale także zaskakująco satysfakcjonująca do ukończenia.
Nie trzeba tego tutaj wyjaśniać, ale jeśli jesteś znany z nagłych ataków choroby lokomocyjnej, lepiej unikać Sensory Overload. Ponieważ wstrzykuje wiele energii swoją psychedelic pipetą, może być trudną grą do pokonania. Jeśli jednak uda ci się odsunąć od przytłaczającej atmosfery, powinieneś móc cieszyć się doświadczeniem. Traktuj to jednak z przymrużeniem oka.
Werdykt

Sensory Overload rzuca cię w wirujące głębiny psychedelic fever dream z zamiarem przytłoczenia twoich zmysłów i przetestowania twojej zdolności do działania impulsywnego. Choć jest przeraźliwie abstrakcyjny i złożony, wprowadza wielkie wyzwanie w dziedzinie gier typu dropper, z zejściem, które, zaskakująco, sprawi, że będziesz chciał wielokrotnie wskoczyć w króliczą norę. Może to być doświadczenie wywołujące mdłości, ale powiem to — jest o wiele tańsze niż bilet do muzeum sztuki współczesnej. Licz swoje błogosławieństwa, jak sądzę.