Reviews
Recenzja gry Alan Wake 2 (Xbox Series X|S, PlayStation 5 & PC)
Remedy Entertainment trzymało nas w napięciu przez najlepszą część trzynastu lat, czekając na kolejny rozdział po wydanej w 2010 roku grze Alan Wake – nie było to idealne. Ale niestety, zespół stojący za niedocenionym survival-horrorem w końcu odniósł sukces swoim najnowszym i, przyznajmy, bardzo spóźnionym sequelem, Alan Wake 2. Pytanie brzmi: czy było warto czekać, czy może to raczej plama atramentu na pięknie napisanym manuskrypcie? Cóż, aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wrócić do korzeni „Mrocznego Miejsca” – nadprzyrodzonego wymiaru, w którym sztuka i literatura manipulują czasem i przestrzenią. Prawda, minęło sporo czasu, odkąd odłożyłem na półkę starą latarkę i gęsie pióro, więc powrót do sedna złowrogiej krainy był, delikatnie mówiąc, doświadczeniem surrealistycznym. Mimo to powrót do niekończącego się dramatu autora w marynarce był powrotem do domu, w który pragnąłem się zagłębić o świcie – nawet jeśli oznaczało to spotkanie na swojej drodze serii nowych postaci i wątków fabularnych. Minęło kilkanaście godzin, odkąd po raz pierwszy niezdarnie dotknąłem klawiszy najnowszej maszyny do pisania Wake’a, więc na tyle, na ile to możliwe, mogę właśnie naszkicować ostateczną odpowiedź, która rzuci światło na to początkowe pytanie: wciągający sequel czy plama atramentu? Zacznijmy nasze zanurzenie się w najnowszym, długo wyczekiwanym odrodzeniu od Remedy Entertainment.
W Cieniu Katastrofy
Jeśli zakończenie pierwszej części Alan Wake jest wciąż nieco mgliste w twojej pamięci, to po prostu wiedz, że historia zakończyła się tym, że tytułowy protagonista i uznany autor napisał manuskrypt, który w istocie wyciągnął jego żonę, Alice, z Mrocznego Miejsca, ale kosztem uwięzienia samego siebie w niekończącym się koszmarze, by włóczyć się między faktami a fikcją. Cóż, pomimo niezliczonych poprawek i całkowitych przeróbek, Alan wciąż jest bardzo mocno uwięziony w owym nadprzyrodzonym Mrocznym Miejscu, i – a jakże – właśnie tam zaczyna się sequel. Początek Alan Wake 2 rozgrywa się we współczesnych Bright Falls – epicentrum i zasłonie dymnej dla piekielnego Mrocznego Miejsca, w którym Alan jest mimowolnie uwięziony. Jednak przez pierwsze kilka godzin gapisz się na nową postać dzierżącą latarkę – agentkę FBI, której powierzono niefortunne zadanie zbadania serii ofiar związanych z wiszącą w powietrzu rytualną masakrą. Brzmi dość przerażająco, prawda? Cóż, w cieniu katastrofy Agent Saga Anderson musi wyruszyć do niegdyś sielankowego miasteczka i w istocie połączyć poszlaki, by stworzyć coś w rodzaju tablicy ogłoszeń – prawdziwą, kliszową sieć myśli, za pomocą której można łączyć wydarzenia i dowody w łańcuch, by zbudować jaśniejszy obraz leżącego u podstaw problemu. To, co świetne w Alan Wake 2, to fakt, że gra nie zakłada z góry, że już wszystko przerobiłeś i jesteś chodzącą, mówiącą tapiserią wiedzy ze wszystkimi odpowiedziami. Raczej początkowe fragmenty historii mają na celu oswojenie gracza, jeśli nie przez dobrze wyważoną narrację, to przez drobne szczegóły nawiązujące do oryginalnej opowieści. A potem, gdy już się oswoisz i zebierzesz myśli, rozpęta się piekło – bo dlaczego by nie?
Rozdzielanie Faktu i Fikcji
Przez większość czasu Alan Wake 2 kołysze cię między faktem a fikcją – dwoma równoległymi światami, które często na siebie nachodzą i się ze sobą łączą. Z Alanem uwięzionym w Kotle Jeziora i Sagą stopniowo przenikającą do Mrocznego Miejsca z innego wymiaru, wszystko staje się raczej dziwne, a nawet nieco zagmatwane. Ale to właśnie czyni z Alan Wake 2 wciągające arcydzieło, którym jest: zostawia cię z większą liczbą pytań niż odpowiedzi i często robi wszystko, co w jego mocy, by wciągnąć cię w niekończącą się sieć możliwości i rozwiązań. I jak się okazało, ten schemat przetrwał przez ponad siedemnaście godzin – wyczyn, którego, szczerze mówiąc, nie potrafi wyciągnąć z kapelusza każda wysokiej klasy gra oparta na fabule. Fakt, że sequel podzielony jest na dwie unikalne perspektywy, z pewnością czyni go dwukrotnie bardziej wciągającym niż pierwowzór, choćby dlatego, że każda postać ma swoje własne mocne i słabe strony, dylematy i cele. Co więcej, przy każdym rozdziale będącym absurdalnie nieprzewidywalnym, często odkrywałem, że nawet gdy dopiero uczyłem się oddzielać prawdę od fikcji, coś innego uniemożliwiało mi dokończenie całego obrazu. I chwała Remedy Entertainment, ponieważ ta ciągła wątpliwość, czy kiedykolwiek uda się w pełni zrozumieć ciemność, była w stanie towarzyszyć mi przez całą podróż. Jak widać, nigdy nie ma nudnej chwili, gdy Alan Wake jest w pobliżu.
Witaj Ponownie, Energizer
U swego podstaw, Alan Wake 2 jest trzecioosobową grą opartą na fabule, co oznacza, że lwia część rozgrywki kręci się wokół lekkich zagadek środowiskowych, eksploracji od punktu A do B i sporadycznych starć. Jeśli chodzi o tę ostatnią cechę, walka jest dość podobna do tej z pierwszej części – tylko trochę bardziej dopracowana, czystsza i łatwiejsza do opanowania. Ale poza tym, to w dużej mierze kwestia chwycenia latarki, zaopatrzenia się w dobre, stare baterie i oświetlenia cienistej postaci snopem światła, po którym następuje strzał à la double-tap. Jak poprzednio, są też miotacze flar, strzelby pump-action, a nawet mieszanka karabinów. Oczywiście, walka nie jest w Alan Wake 2 szczególnie trudna – zwłaszcza jeśli jesteś nieco obeznany w kontroli tłumu i strzelectwie. Do wyboru jest również kilka poziomów trudności, więc nie musisz się martwić, że gang sylwetek o stadnej mentalności zetrze cię na miazgę. Z tego samego powodu stosunkowo łatwo było przebrnąć przez całą zawartość, jaką miał do zaoferowania sequel, bez większych przeszkód. Pod względem wydajności, gra działa niesamowicie dobrze, z niewielkimi lub żadnymi zacinaniami czy problemami z klatkami, które trzeba by było przesiać lub majstrować w menu ustawień gry. Nie żeby to było wielkim zaskoczeniem, biorąc pod uwagę nieskazitelny dorobek Remedy Entertainment w produkcji dobrze naoliwionych gier wideo z minimalnymi problemami mechanicznymi. Nie ma się tu na co skarżyć – w ogóle.
Dreszcz Emocji
Nie nazwałbym Alan Wake 2 pełnoprawnym horrorem, ale raczej thrillerem atmosferycznym, który implementuje kilka dobrze wyczasowanych jumpscare’ów i krwawych teatralnych efektów. Podobnie jak pierwsza gra, sięga też do swoich korzeni survivalowych, zmuszając do zarządzania bronią, amunicją i źródłami światła. Na szczęście nie był to większy problem, ponieważ rzadko kiedy miałem trudności ze znalezieniem zestawu baterii do latarki czy nowej flary do załadowania w pistolecie. Nawet podczas trudniejszych bitew z dziesiątkami wrogów, nigdy do końca nie musiałem uciekać ze starcia, by ratować twarz lub ostatnie kilka naboi w komorze. Funkcją, która naprawdę mnie przekonała, szczerze mówiąc, była możliwość przełączania się między Alanem i Sagą i wykuwania własnej narracji z obu stron tego samego świata. To właśnie dlatego, nawet podczas najcichszych momentów, wszystko wciąż czuło się świeżo i progresywnie, a ponieważ obie strony tego medalu były usiane autentycznie interesującymi i ekscytującymi celami, nigdy nie czułem się szczególnie uprzedzony do którejkolwiek z postaci. Ponownie, nie wiele gier potrafi to zrobić – zwłaszcza w królestwie horroru.
Werdykt
Z pewnością zajęło im sporo czasu, by sfinalizować manuskrypt, ale biorąc pod uwagę wszystko, czekanie na przeczytanie najnowszych stron antologii Alan Wake zdecydowanie się opłaciło – i to z nawiązką. Prawda, nie mogłem się powstrzymać od zastanawiania się, czy w świetle nieco letniego przyjęcia dodatku American Nightmare w porównaniu, sequel nie powtórzy swoich poprzednich błędów. Ale myliłem się, ponieważ Alan Wake 2 jest mniej więcej jeszcze wspanialszym i potężniejszym listem miłosnym do reputacji serii. Odpowiadając na to początkowe pytanie: czy Alan Wake 2 jest naprawdę dobrą grą, czy plamą atramentu na mokrej stronie – jest, bez wątpienia, tym pierwszym. I chociaż rok 2023 rzeczywiście przyniósł godną podziwu liczbę wciągających gier survival-horror, oto wyjątek, który świeci jaśniej niż dziesiątki, które pojawiły się przed nim. Mechanicznie, jest na punkcie – do tego stopnia, że rzadko ukazuje nawet rysę w jakimkolwiek momencie podczas siedemnastogodzinnej historii. A to tylko wierzchołek góry lodowej jednej konkretnej rubryki. Remedy Entertainment postawiło sobie za cel zacieśnienie więzi z ponad dziesięcioletnią serią i jej zagorzałymi fanami IP – i chłopie, udało się. Jedynym pytaniem, które mi pozostało, jest to: czy w planach jest trzeci rozdział, czy Remedy będzie dalej wagarować z gęsim piórem i atramentem przez kolejne trzynaście lat?
Recenzja gry Alan Wake 2 (Xbox Series X|S, PlayStation 5 & PC)
Write Us Another
It may have taken thirteen years to shove out the door, but it was certainly worth the wait. Alan Wake 2 is a credit to Remedy Entertainment—a manuscript that just keeps on evolving and finding new ways to wrangle in curveballs and crossroads. As for what comes next for the series is unclear, but I will say this: Alan Wake — write us another.