Recenzja serii Far Cry (Xbox, PlayStation i PC)
Ubisoft ma słabość do powtarzania; krwawi przez urwiska i szczeliny, przez wspinaczki na wieże radiowe, przejmowanie obozów rebeliantów i przez ślimacze schematy rozwoju bohatera, które często wymagają od ciebie wykonywania tych samych czynności setki razy, aby wywrzeć wpływ na pole bitwy. Far Cry Nie różni się niczym szczególnym, ponieważ opiera się na wielu tych samych elementach, co marka Ubisoftu. Weźmy na przykład dowolny rozdział sagi. Szczerze mówiąc, nie ma znaczenia, do którego świata trafisz, bo możesz być niemal pewien, że znajdziesz tam tyrana, naród napędzany propagandą, mnóstwo obozów do podbicia i pozornie nieskończoną liczbę wież do zdobycia. Krótko mówiąc, to… Far Cry sposób, i nie ma dla niego znaczenia, czy go kochasz, czy nienawidzisz.
To dziwne, bo czuję się podekscytowany perspektywą wyruszenia w nową podróż z Far CryPrawda jest jednak taka, że zwykle zapominam o przyziemnych aspektach poprzedniego rozdziału i chętnie poddaję się taki sam Rzeczy, nieświadomy faktu, że, dziwnym trafem, po prostu robię to samo w kółko. Światy są różne, to prawda, ale problem pozostaje ten sam: zły gubernator pragnie władzy, a sojusz rebeliantów walczy o równowagę i stabilność społeczną. To ta sama opowieść, ale z inną warstwą zewnętrzną. Afryka, Azja, Ameryki i niemal każde inne miejsce, gdzie można by odważyć się wrzucić dwie walczące frakcje i stworzyć piętnastogodzinną bójkę. Dość powiedzieć, Far Cry ma pewien schemat i nie potrzeba wiele, żeby pogodzić się z faktem, że niezależnie od miejsca, w którym jesteś w spektrum, jesteś prawie zawsze pracując nad osiągnięciem tego samego celu.
Definicja przewidywalności

Pomimo posiadania niezwykle przewidywalnej formuły i wielu takich samych składników jak w typowych, otwartych wyprawach wyciszających, Far Cry Udaje mu się utrzymać reputację solidnej sagi strzelanek pierwszoosobowych z wieloma solidnymi haczykami i satysfakcjonującymi elementami rozgrywki. Oprócz obszernych map i różnorodności misji, każda kampania oferuje również własną kolekcję postaci, z którymi można się utożsamić (definicja słowa niepoczytalność (tutaj od razu przychodzi mi na myśl), i mnóstwo zadań pobocznych, które pozwolą ci się wciągnąć na wiele godzin, długo po zakończeniu gry.
Mówiąc o słowie niepoczytalnośćWydaje się straszliwie ironiczne, że serial o wykonywaniu tych samych, generycznych zadań jest jednocześnie zwolennikiem tej samej definicji. Oczywiście nie powiedziałbym, że wszystkie segmenty w serialu są identyczne, choć podobieństwa między sześcioma odcinkami są aż nadto widoczne. I myślę, że to jedna z najgorszych rzeczy w… Far Cry: fakt, że gra trzyma się tego samego kursu i stawia na bezpieczną opcję, mimo że ma pole manewru do eksploracji niezliczonych możliwości i wątków fabularnych. W porządku, jest to centralny punkt serii, ale jednocześnie daleki od tego, co seria mogłaby osiągnąć pod odpowiednim kierownictwem. Innymi słowy, Ubisoft postawił na bezpieczeństwo, ale szczerze mówiąc, mógł pójść o krok dalej. los dalej, korzystając z narzędzi, którymi dysponował. Naprawdę stracona szansa.
Znajomość jest kluczem

Można śmiało powiedzieć, że to najlepsza rzecz w każdym Far Cry Gra to jej tyrani – monolityczni bohaterowie, którzy w każdej kampanii umniejszają twoje wysiłki za pomocą zuchwałych dialogów, zaskakujących zwrotów akcji w trakcie gry i tylu charakterystycznych cytatów, że starczyłoby na całą nowelę. Trzeba przyznać, że szósta część poszła trochę za daleko, odsuwając antagonistę na boczny tor, zamiast utrzymać go jako obecnego wroga, podobnie jak, powiedzmy, w trzeciej, czwartej i… piąty części. Znajome wątki fabularne i fabularne były obecne, ale ogólnie brakowało dynamiki, by konkurować z poprzednikami – z ogromnym otwartym światem, ale bez prawdziwego poczucia zagrożenia i poetyckiej sprawiedliwości, które by go wypełniły. Niestety, jedno zepsute jajo niekoniecznie oznacza zepsuty kurnik.

Wystarczy powiedzieć, Far Cry fani są podzieleni przez dwie szkoły myślenia, z których jedna opowiada się za poglądem, że seria ostatecznie osiągnęła swój szczyt w trzeci odsłona, a inni uważają, że seria ma jeszcze wiele do odkrycia. Mimo tych dwóch opinii, sam nie mogę się powstrzymać od pytania, czy Ubisoft ma siłę, by stworzyć kolejny rozdział, nie wpadając w te same, generyczne pułapki. Można by rzec, że Ubisoft ma mantrę: jeśli coś działa, to nie trzeba tego naprawiać. Mimo to, trzeba zadać sobie pytanie: ile mleka zostało w dojnej krowie? Czy krowa już zdechła?
Werdykt

Kompletujemy wszystkie dokumenty (wymagana jest kopia paszportu i XNUMX zdjęcia) potrzebne do Far Cry Od ponad dekady Ubisoft jest królem w świecie strzelanek pierwszoosobowych, ale dotarliśmy do punktu, w którym Ubisoft pozornie sprowadził tę koncepcję do banału, z mniejszą liczbą oryginalnych pomysłów, które podtrzymywałyby serię na duchu, i kuszących funkcji, które zmuszałyby do zwątpienia w znane podboje. Nie chodzi o to, że to zła seria; chodzi o to, że nie rozwinęła się zbytnio od trzeciej części. Niestety, Far Cry nie poczyniła żadnych szczególnych starań, aby zmienić swoją formułę od momentu jej premiery. Nie oznacza to, że brakuje jej rozmachu, by objąć nią kolejne wydania; po prostu wymagania nową umowę, która pozwoli jej wyrwać się z własnych kajdan.
Chociaż światy z czasem się rozszerzają, a misje stają się coraz bardziej treściwe z każdym kolejnym rozdziałem, gorzka prawda jest taka, że pomimo tego, że za te same pieniądze można dostać więcej, Far Cry to absurdalnie powtarzalna marka. Nie zrozumcie mnie źle, to wciąż wciągająca strzelanka FPS z mnóstwem fantastycznych funkcji, ale bez prawdziwej różnorodności i nowoczesnych innowacji, niestety brakuje jej kunsztu ponadczasowej antologii. Z pewnością jest dla niej nadzieja, ale bez pola manewru trudno sobie wyobrazić, że będzie czymś więcej niż tylko zbiorem dość generycznych klonów bez żadnych wyróżniających cech.
Mając na uwadze powyższe, istnieje is powód, dla którego Ubisoft nadal tworzy kolejne gałęzie swojej działalności Far Cry saga. Koniec końców, to seria przewidywalna, a zarazem bezpieczna, powtarzalna, a zarazem wciągająca. A jeśli jest coś, w czym ekipa Ubisoftu jest ekspertem, to tworzenie irytująco powtarzalnych, a zarazem dziwnie satysfakcjonujących sequeli do swoich gier.
Recenzja serii Far Cry (Xbox, PlayStation i PC)
Definicja szaleństwa
Chociaż światy z czasem się rozszerzają, a misje stają się coraz bardziej treściwe z każdym kolejnym rozdziałem, gorzka prawda jest taka, że pomimo tego, że za te same pieniądze można dostać więcej, Far Cry to absurdalnie powtarzalna marka. Nie zrozumcie mnie źle, to wciąż wciągająca strzelanka FPS z mnóstwem fantastycznych funkcji, ale bez prawdziwej różnorodności i nowoczesnych innowacji, niestety brakuje jej kunsztu ponadczasowej antologii.